KomiksyTeksty

„Absolute Carnage: Immortal Hulk #1” (2019) – Recenzja

Absolute Carnage: Immortal Hulk #1 (2019)

Któż z Was nie zna zielonego osiłka o niewyobrażalnej sile – Hulka? Tym razem bohater ten jest jednym z  nielicznych, który nie miał specjalnie większej styczności z symbiontami i nie posiada żadnej cząstki kosmicznego bytu, której poszukuje Carnage. Ten mały element symbionta zwany „codexem” zostaje bowiem na zawsze w DNA żywiciela i osiada w jego kręgosłupie. Czerwony symbiont z chęcią zabija kolejne ofiary, które nie chcą dobrowolnie poddać transformacji w jednego z jego podwładnych sobowtórów i bez jakichkolwiek skrupułów pozbywa się wspomnianej części szkieletu każdej, żywej lub martwej, istoty. Wszystko tylko po to, aby stać się równym bogu symbiontów – Knullowi. Omawiany tu komiks – Absolute Carnage: Immortal Hulk #1 – prezentuje scenariusz, gdzie „Sałata” staje po stronie dobra, próbując powstrzymać Carnage’a. Czy mu się to uda?  Zobaczymy…

Fabuła zeszytu od Ala Ewinga jest z lekka nudnawa i przegadana. Niestety, ale większość czasu spędzamy w ciemnej przestrzeni wraz z Brucem Bannerem, który opowiada o tym jak znalazł się w danej sytuacji. Oczywiście nie jest on sam. Wraz z nim są szary oraz zielony Hulk. Banner przedstawia nam kulisy i relacje z okropnych wydarzeń związanych z eventem Absolute Carnage, co według mnie mogło zostać już pominięte. Zbytnia ilość tego typu postaci w jednym miejscu doprowadza w końcu do kłótni, której przypatruje się Venom. Pomysł z Hulkiem kontrolowanym przez czarny symbiont był dla mnie świetną, a przy tym interesującą ideą, jednak spodziewałam się czegoś innego, z większą ilością akcji, „pościgów i wybuchów”. Niestety, fajerwerków nie było, a dopiero kilka ostatnich stron wprowadziło coś, co można nazwać „akcją”.

Filipe Andrade oraz Chris O’Halloran nie popisali się artystycznie. Już wiem, że nie będę fanką kreski tego pierwszego, ponieważ rysunki wydają mi się niechlujne, rysowane w pośpiechu i pozbawione wielu detali. Dodatkowo barwy prezentowane w zeszycie nie przyciągają wzroku czytelnika. Są wypłowiałe i mdłe, co także wpływa na odbiór komiksu.

Na pochwałę zasługuje jednak epicka okładka od duetu Kyle Hotz & Dan Brown, gdzie Carnage powoli i dosłownie zalewa Hulka swoim ciałem. Jest po prostu cudowna. To, jak profesjonalnie została przedstawiona płynna forma czerwonego, aż prosi się o powieszenie na ścianie.

Absolute Carnage, Immortal Hulk

Zapoznanie się z tą pozycją polecam tylko i wyłącznie jeśli jesteście fanami Hulka lub serii Absolute Carnage, ale tylko i wyłącznie dlatego, aby historia przedstawiana w evencie złożyła Wam się w kompletną całość. Niestety,  w innym wypadku zeszyt oceniam bardzo nisko. Głównie z uwagi na brak pomysłu na przedstawienie scenariusza i nieciekawą warstwę artystyczną.


Autorka: Lynn

Subskrybuj
Powiadom o
guest
5 Komentarze
najstarszy
najnowszy oceniany
Tomek 658

Często w Polsce są wydawane komiksy, które nie powinny być wydawane.

Yeti

Są one bardziej niż słabe a tych wybitnych się nie wydaje. Wydawcy chyba myślą, że każdy ma dostęp do amerykańskich wersji. Ale ci mniej myślący nie mają.

Dee Dee

Recenzja nie dotyczy komiksu wydanego w Polsce.

Yeti

Dokładnie. Te najlepsze nie są wydawane w Polsce. A jak są to trochę z poślizgiem.

Pati2

Lub w takich seriach, które są wydawane w taki sposób, że czasami odechciewa się czytać.

5
0
Podziel się z nami swoim komentarzem.x