“Hawkeye: Lekkie Trafienia” – Recenzja

Hawkeye: Lekkie Trafienia
Clint, Kate, ex-małżonka i hawkeye’owy pies.

W środę, 25. października do sprzedaży trafił drugi tom serii Hawkeye o podtytule Lekkie Trafienia. Cykl ten w naszym kraju wydawany jest przez wydawnictwo Egmont. Jego cena okładkowa to 39,99 zł, a w skład tomiku wchodzi materiał obejmujący zeszyty Hawkeye #6-11, pierwotnie wydane w latach 2012/2013. W związku z tym wewnątrz znajdziecie 132 soczyste strony zapełnione wciągającymi wydarzeniami, ciekawymi dialogami i pięknymi ilustracjami. Czy warto się zatem z przedstawioną tutaj historią zapoznać? Cóż, mnie tom pierwszy bardzo przypadł do gustu, dlatego z wielką przyjemnością sięgnąłem po wolumin z numerkiem 2. Sprawdźmy, z czym mamy tutaj do czynienia.

Hawkeye Lekkie Trafienia

Jeśli o fabułę chodzi, jak to mam w zwyczaju, wcale jej Wam nie opiszę. Raczej skrócę. Nawet bardzo. W dodatku, nawet nie własnymi słowami. Zaserwuję Wam bowiem opis z tylnej okładki komiksu. Dzięki temu unikniemy wszelkich spoilerów, a dowiecie się wszystkiego co jest faktycznie potrzebne:

Clint Barton nie ma niezwykłych mocy, za to przejawia prawdziwy talent do wpadania w kłopoty. Ledwie zadarł z lokalną mafią, a już musi stawić czoło zbliżającemu się do Nowego Jorku huraganowi Sandy. W dodatku po pomoc zgłasza się do niego pewna rudowłosa piękność, a im więcej kobiet w życiu Clinta, tym więcej problemów. Tymczasem Fuks – gustujący w pizzy pies Hawkeye’a – prowadzi śledztwo w sprawie morderstwa…

Jak widzicie, historia przedstawia się nadzwyczaj ludzko. To znaczy, jak na Avengera bez mocy, którego głównym przeciwnikiem w tym wypadku będą (pogodowy) kataklizm i problemy z kobietą (i to wcale nie jedną). Nie wspominając o wątku psich detektywów, co jak powtórzy się kilkukrotnie w myślach, brzmi całkowicie durnie, ale zapewniam – wcale takie nie jest. Obok Clinta mamy tu też jego protegowaną – Kate Bishop – która również strzela z łuku, a swoimi umiejętnościami w żaden sposób nie odstaje od Bartona. W dodatku posługuje się tym samym pseudonimem. Prócz niej, jedną z bohaterek jest także Bobbi Morse aka. Mockingbird, agentka S.H.I.E.L.D., zwana przez Clinta – byłą żoną

Hawkeye Lekkie Trafienia

Czy muszę dodawać coś jeszcze? Może jednak dodam. Za scenariusz odpowiada Matt Fraction, a cała ta opowieść została wyróżniona aż dwiema nagrodami. Nagrodą Eisnera (najbardziej prestiżową ze wszystkich w komiksowym światku) i nagrodą Harveya. Teraz już nie powinniście mieć żadnych złudzeń, bo Hawkeye to coś więcej niż opowiastka o parze łuczników. Cytując pewne angielskie przysłowie – There’s more to it than meets the eye. Hawkeye?

Mnie z kolei najbardziej do gustu przypadły te momenty, w których pojawia się właśnie Mockingbird. Głównie ze względu na potężną różnicę w ich zachowaniu. Bobbi to mega-poukładana babka, dla której liczy się raczej stabilizacja, a w związku z tym potrzebuje ona kogoś, kto okaże się dla niej prawdziwym oparciem. Clinta takowym nazwać się nie da, a przynajmniej nie w tej formie. Blondasek nie wie nawet, jaki jest właśnie dzień tygodnia. Gdybym mógł użyć jednego słowa, aby go opisać, byłoby to “wrak”. Albo “rzęch”. Rzęch zdecydowanie brzmi lepiej.

Dwutygodniowy zarost i ogólny nieogar. Doliczyłbym do tego pewnie i kaca. Uwierzcie mi. Wiem to. Taki brak ogarnięcia nie pojawia się z niczego. Nie dziwi zatem fakt, że Clint i Bobbi są już byłym małżeństwem, a ich niegdysiejsze uczucie ogranicza się raczej do “przymusowych” spotkań. Z drugiej strony, ona jeszcze coś do niego czuje, co można zauważyć po jej niektórych reakcjach. Hawkeye to taki typowy gość, który nie zdaje sobie chyba nawet sprawy z tego, jakie ma szczęście, no ale co tu dużo gadać. My się po prostu wolno uczymy. Czasami nawet za wolno.

Należy jeszcze uhonorować tu moment, w którym Spider-Man i Wolverine rozmawiają o serialu traktującym o psich detektywach. Naprawdę. Wspaniałość pod każdym względem.

Warstwa graficzna Lekkich Trafień prezentuje się… inaczej. Co to znaczy? To znaczy, że mnie cała kreska przypomina te najbardziej klasyczne komiksy Marvela sprzed wielu lat. Szczególnie wtedy, gdy spojrzy się na sposób, w jaki bohaterowie są tutaj rysowani. Jeszcze bardziej jest to zauważalne chyba w przypadku przedstawicielek płci pięknej. Kiedyś były one tworzone troszkę inaczej niż teraz. W przypadku Hawkeye’a wygląda to dość podobnie. Głównie wtedy, gdy przyjrzymy się ich twarzom. Kolorystyka komiksu wydaje mi się trochę wyblakła i wcale nie ze względu na papier czy jakiekolwiek techniczne kwestie. Po prostu taki zabieg postanowiono tutaj zastosować. Także i to wpływa na “retro” odbiór tej serii, co nie jest jakimkolwiek zarzutem, bo dzięki temu Lekkie Trafienia (oraz cała reszta tego cyklu) stają się czymś unikalnym. Za coś tak niesamowitego odpowiada ekipa w składzie David Aja, Francesco Francavilla, Jesse Hamm, Steve Lieber.

Hawkeye Lekkie Trafienia

Polskie wydanie, które czytelnikom zafundował Egmont, po raz kolejny nie odstaje w niczym od tego, co dostajemy od tego wydawnictwa od dawna. Najlepiej określi to słowo “standardowe”. Całkowicie standardowe powiedziałbym nawet. Na zewnątrz jest to lekko usztywniona obwoluta, okładka przednia, tylna i grzbiet z nazwą komiksu oraz numerkiem. Wewnątrz z kolei – śliski kredowy papier, który wzmacnia bodźce wizualne (a może to tylko ja i moja głowa?). Sam koniec tomiku to kilka bonusowych stron z ilustracjami. Całkiem ładnymi wypadałoby dodać. W każdym razie – wszystko jest aż nad wyraz poprawnie. Za tłumaczenie z angielskiego odpowiada pan Marceli Szpak, który się przyłożył, i którego trzeba pochwalić za dobrze wykonaną pracę.

W podsumowaniu chciałbym tylko rzec, że jeśli macie wolne cztery dyszki to pędźcie do najbliższego salonu prasowego, kiosku, księgarni lub odpalcie internet i wyposażcie się w Hawkeye: Lekkie Trafienia. Jeśli zaś wasz budżet jest większy, warto zaopatrzyć się też w pierwszy tom tego cyklu. Jego podtytuł to Moje Życie To Walka. Chcecie odetchnąć od kosmitów, innych wymiarów i ciągłego ratowania świata? Przygody Hawkeye’a i cyrk na kółkach z tym związany są w takim wypadku dla Was wyborem idealnym.


Autor: SQ


Za egzemplarz do recenzji dziękujemy wydawnictwu Egmont Polska.

Subskrybuj
Powiadom o
1 Komentarz
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
1
0
Podziel się z nami swoim komentarzem.x
()
x

T.A.R.C.Z.A. zmusiła nas do śledzenia twoich poczynań poprzez pliki cookie! Czym są T.A.R.C.Z.A. i pliki cookie dowiesz się tutaj.

Co to są pliki cookies? Cookies, zwane również ciasteczkami (z języka angielskiego cookie oznacza ciasteczko) to niewielkie pliki tekstowe (txt.) wysyłane przez serwer WWW i zapisywane po stronie użytkownika (najczęściej na twardym dysku). Parametry ciasteczek pozwalają na odczytanie informacji w nich zawartych jedynie serwerowi, który je utworzył. Ciasteczka są stosowane najczęściej w przypadku liczników, sond, sklepów internetowych, stron wymagających logowania, reklam i do monitorowania aktywności odwiedzających. Jakie funkcje spełniają cookies? Cookies zawierają różne informacje o użytkowniku danej strony WWW i historii jego łączności ze stroną. Dzięki nim właściciel serwera, który wysłał cookies, może bez problemu poznać adres IP użytkownika, a także na przykład sprawdzić, jakie strony przeglądał on przed wejściem na jego witrynę. Ponadto właściciel serwera może sprawdzić, jakiej przeglądarki używa użytkownik i czy nie nastąpiły informacje o błędach podczas wyświetlania strony. Warto jednak zaznaczyć, że dane te nie są kojarzone z konkretnymi osobami przeglądającymi strony, a jedynie z komputerem połączonym z internetem, na którym cookies zostało zapisane (służy do tego adres IP). Jak wykorzystujemy informacje z cookies? Zazwyczaj dane wykorzystywane są do automatycznego rozpoznawania konkretnego użytkownika przez serwer, który może dzięki temu wygenerować przeznaczoną dla niego stronę. Umożliwia to na przykład dostosowanie serwisów i stron WWW, obsługi logowania, niektórych formularzy kontaktowych. Udostępniający używa plików cookies. Używa ich również w celu tworzenia anonimowych, zagregowanych statystyk, z wyłączeniem personalnej identyfikacji użytkownika. To pomaga nam zrozumieć, w jaki sposób użytkownicy korzystają ze strony internetowej i pozwala ulepszać jej strukturę i zawartość. Oprócz tego, Udostępniający może zamieścić lub zezwolić podmiotowi zewnętrznemu na zamieszczenie plików cookies na urządzeniu użytkownika w celu zapewnienia prawidłowego funkcjonowania strony WWW. Pomaga to monitorować i sprawdzać jej działania. Podmiotem tym może być między innymi Google. Użytkownik może jednak ustawić swoją przeglądarkę w taki sposób, aby pliki cookies nie zapisywały się na jego dysku albo automatycznie usuwały w określonym czasie. Ustawienia te mogą więc zostać zmienione w taki sposób, aby blokować automatyczną obsługę plików cookies w ustawieniach przeglądarki internetowej bądź informować o ich każdorazowym przesłaniu na urządzenie użytkownika. Niestety, w konsekwencji może to prowadzić do problemów z wyświetlaniem niektórych witryn, niedostępności niektórych usług. Więcej na ten temat znajdziecie tutaj --> https://rodoporadnik.pl/polityka-prywatnosci-cookies/

Zamknij

Przeczytaj poprzedni wpis:
Hawkeye czy Ronin?
Jeszcze Hawkeye czy już Ronin? – zdjęcia z planu “Avengers 4”

Hawkeye niczym komiksowy Ronin na zdjęciach z planu Avengers 4 W Atlancie w najlepsze trwają zdjęcia do ciągle niezatytułowanego filmu

Zamknij