„Punisher” (Tom 1) – Recenzja
Punisher (Tom 1)
W ostatnim czasie w moje ręce wpadł niezwykły komiks z Punisherem w roli głównej. Dlaczego tak wyjątkowy? Już wyjaśniam. Tom składa się z materiałów pierwotnie opublikowanych w 16 zeszytach serii Punisher z 2009 roku, a także Punisher Annual oraz Dark Reign: The List – Punisher. Do tego głównym bohaterem faktycznie jest tutaj Frank, ale w bardzo nietypowej dla siebie formie.
Komiks, który wybucha z siłą granatu i nie zwalnia nawet na sekundę!
Świat staje na głowie. Norman Osborn – niegdyś superłotr znany jako Zielony Goblin – własnoręcznie kończy inwazję obcych na Ziemię i zostaje okrzyknięty bohaterem. Tylko jeden człowiek odmawia zaakceptowania mordercy w roli strażnika pokoju – Frank Castle, Punisher. Razem z nowym sojusznikiem – genialnym hakerem – rozpoczyna polowanie na najpotężniejszego człowieka w Stanach Zjednoczonych. Osborn jednak nie cofnie się przed niczym, by zakończyć życie Punishera. Gdy do walki wkroczy jego najbardziej śmiercionośny agent, Daken, syn Wolverine’a, los Castle’a wyda się przesądzony. Ale nawet śmierć nie zdoła zatrzymać najgroźniejszego samozwańczego mściciela na świecie…
„Punisher” to brutalna opowieść o determinacji, zemście i sile charakteru, stworzona przez scenarzystę, który nie boi się wychodzić poza utarte schematy. Rick Remender – autor takich serii jak „Deadly Class”, „Fear Agent”, „Głębia” czy „Uncanny X-Force” – śmiało przekracza granice tego, co uchodziło dotąd za typowy komiks o Punisherze, i wrzuca Franka Castle’a w sam środek groteskowego koszmaru inspirowanego „Frankensteinem”. To świat pełen nie tylko makabry i czarnego humoru, lecz także szaleńców i potworów, które okażą się bardziej ludzkie niż niejeden człowiek.
Album zawiera materiały opublikowane pierwotnie w zeszytach „Punisher” (2009) #1–11, „Punisher Annual” #1 i „Dark Reign: The List – Punisher” #1.
Dostajemy tutaj specyficzną historię, w której Norman Osborn, wcześniej znany jako Zielony Goblin, samodzielnie kończy inwazję obcych na Ziemię i zostaje okrzyknięty bohaterem. Punisher jednak wyczuwa w tym spisek, więc rozpoczyna polowanie na najważniejszego człowieka w Ameryce. Dołącza do niego Henry Russo (tak, syn Jigsawa), który również pokazuje swoją mroczną stronę. Razem próbują ocalić USA z rąk tajemniczej siły.
W trakcie tej brutalnej krucjaty bohaterowie spotykają dawno już nieżyjących, a następnie wskrzeszonych przyjemniaczków (takich jak chociażby Miracle Man, Midwave, Mirage czy Birdman. Oprócz nich pojawiają się tu również oczywiscie inne postaci). Na ich drodze ponownie pojawia się też Microchip, dawny, dobrze znany przyjaciel Punishera. Wszystko to prowadzi protagonistę do ostatecznego starcia z Dakenem, synem Wolverine’a, który przesądzi o jego losie. Ale najgroźniejszy samozwańczy mściciel po raz kolejny rzuca rękawicę śmierci i nie zamierza odejść tak łatwo, bo wciąż ma rachunki, które muszą zostać wyrównane.
Za wszystkie historie zaprezentowane w tym woluminie odpowiada Rick Remender, który fantastycznie przelał ból, cierpienie i wewnętrzne rozdarcie naszego ulubionego mściciela na karty tego wydania. Wszystko jest dynamiczne, nie ma tu miejsca na nudę, a każda kolejna strona potrafi coraz bardziej zaskakiwać. Sposób, w jaki połączono tutaj postacie żywe i wskrzeszone, podporządkowując je określonemu celowi, robi naprawdę świetne wrażenie. Całość prowadzona jest płynnie i z wyczuciem, dzięki czemu ten komiks czyta się niemal jednym tchem.
Warstwa artystyczna to dzieło różnych twórców, między innymi Jerome’a Opeña, Johna Romity Jr., Jasona Pearsona, Tony’ego Moore’a i wielu innych. Bardzo dobrze oddaje ona brud, chaos i pożogę świata Punishera. Kadry utrzymane są w ciemnych, momentami wręcz zgniłych barwach, które niemal krzyczą, że ta brzydota jest codziennością Castle’a. Jeśli lubicie komiksy przeładowane detalami, to niekoniecznie będzie to tytuł dla was, bo tutaj postawiono przede wszystkim na dynamikę, a nie na drobiazgowość, która mogłaby zwyczajnie spowalniać akcję. Są tu wybuchy, postrzały, rozbite szkło, łamane kości i hektolitry krwi. Ilość elementów gore jest ogromna… i bardzo dobrze, bo właśnie tego można oczekiwać od historii z Punisherem.
Jeśli lubicie starego, dobrego Puniego w nieco bardziej nietypowej odsłonie, to jest to komiks dla was. Nie różni się on aż tak bardzo od innych komiksów czy omnibusów z serii Punisher MAX, poza tym, że dorzucono tutaj szczyptę magii, a właściwie to nekromancji. Serdecznie polecam ten tom wszystkim fanom nieustraszonego mściciela z czachą na klacie.
Autorka: Lynn

Egzemplarz recenzencki otrzymaliśmy dzięki uprzejmości Egmont Polska. Jeśli recenzja przekonała Was do zakupu – opisywany tom/serię możecie nabyć tutaj.




