KomiksyTeksty

„The Incredible Hulk Annual” #1 (2024) – Recenzja

The Incredible Hulk Annual #1 (2024)
Infinity Hulk

The Incredible Hulk Annual, czyli Infinity Watch część 6. Matko, ale to się dłuży, ale ciągnie. Mam wrażenie, jakby zmęczył już ze dwadzieścia zeszytów, a tu dopiero szóstka, a końca nie widać (jeszcze trzy zeszyty, ja pier… znaczy, nie cieszy mnie ta perspektywa). Zeszyt zaś to taka nijaka nuda bez treści. Pretekst do walki, która powinna być ekscytująca, a jest straszliwie nużąca.


„INFINITY WATCH” PART SIX! The Mad Titan THANOS carves a path of destruction to his next doomed target – the current bearer of the MIND STONE! But there’s a very big, very green and very, very, VERY angry Hulk standing in Thanos’ way. Introducing the master of the Mind Stone – WORLDMIND!


Cóż, event trwa, ale wiadomo od początku, że nie było na niego pomysłu. Ktoś doszedł do wniosku, że zapoczątkuje opowieść, potem przekaże w ręce innych twórców i oni może jakoś ten pomysł, z którego inaczej nic by nie było, pociągną. I niektórzy nawet pociągnęli, ale mało ich było. A tym razem ekipa, jeśli jakkolwiek ciągnie tę historię, to co najwyżej na dno.

Widać, że nie ma tu pomysłu, ma być tylko walka między Thanosem i Hulkiem i jakiś pretekst do niej. I tak, jak ten pretekst nic mnie nie obchodził, tak i nic nie obeszło mnie to starcie. Dzięki fajnym rysunkom rzecz ogląda się przyjemnie i ma pewien epicki posmak, ale… No właśnie, samo starcie napisane jest tak, że zero angażuje. Klisza, którą powielano już tyle razy, że wytarła się i straciła całą wyrazistość. A całość jest po prostu napisana w nudny sposób. Druga historia też, a ta zawodzi jeszcze bardziej, bo Pichelli, którą zawsze uwielbiałem, pokazuje się od kiepskiej strony. Nie chciało rysować jej się tego badziewia? Nie dziwię się, ale szkoda, że aż tak wypadają jej prace.

A całość… Nuda, nuda i sztampa. Do ziewania, a nie czytania.


Autor: WKP

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 Komentarze
najstarszy
najnowszy oceniany
0
Podziel się z nami swoim komentarzem.x