KomiksyTeksty

„Nowy świat Ultimate: Ultimate Spider-Man” (Tom 1) – Recenzja

Nowy świat Ultimate: Ultimate Spider-Man (Tom 1)
Świat według Parkerów

Czytać współczesnego Spider-Mana to trochę masochizm. To, co odwala czasem Wells w swoim runie albo co Ewing robi w Venomie, już woła o pomstę do nieba, ale to jedynie część żenady, jaką serwuje nam Marvel. Kto czytał ostatnie wypociny Kelly’ego, z beznadziejnym numerem #1000, czy (znów) Ewinga i jego festiwal żenady z żeńską wersją Venoma czy Królową w Czerni, wie, o czym mówię. Ale jest jedna seria warta uwagi. W zasadzie niepozorna, bo to tylko 24 zeszyty i koniec (acz każdy liczy na więcej), ale świetnie pomyślana i wykonana. A mowa, oczywiście, o Ultimate Spider-Manie Hickmana. Egmont uparł się, by to nazywać Nowym Światem Ultimate i niech mu będzie, ale nazwa ta to jakby traktować potencjalnego odbiorcę jak idiotę, który pomyli to z Ultimate Spider-Manem Bendisa, a to nie komiks dla idiotów jest. Hickman stworzył nie tylko pomysłowego, ale i niegłupiego Spidera dla nieco dojrzalszych odbiorców, którzy serię znają, lubią, wychwycą smaczki (tytuł pierwszej części, Married with Children, może nim nie jest, ale tak bardzo kojarzy mi się ze Światem według Bundych, że od razu miło nastroił) i dadzą się porwać esencjonalnej konwersji pajęczych motywów. Nie mówię, że jest idealny, ale to najlepszy Pajęczak od czasu wspomnianego Ultimate Spider-Mana od Bendisa i każdy fan powinien sięgnąć po niego i go znać. A i nowi odbiorcy będą zadowoleni, jak choroba, chociaż lepiej by i ci, i ci wcześniej łyknęli album Inwazja.


Nowy świat. Ten sam Peter. Zupełnie inne życie.

Nowe, mroczne uniwersum, powołane do życia przez okrutnego Stwórcę, pilnie potrzebuje bohatera. Kto odegra tę rolę lepiej niż Spider-Man? W tym świecie Peter Parker jest jednak starszy. Dojrzalszy. To Człowiek Pająk, który musi godzić ratowanie Nowego Jorku z obowiązkami męża i ojca. Tak – Peter i Mary Jane są małżeństwem! I mają dzieci. W tajemnicy przed nimi świeżo upieczony Spider-Man stanie wkrótce do walki z pierwszym złoczyńcą. Tylko jak długo zdoła utrzymać swoje drugie życie w sekrecie? I czy powinien?

Na dodatek najbliżsi przyjaciele Petera prowadzą niebezpieczne dziennikarskie śledztwo. Czy zdołają ustalić, kto naprawdę pociąga za sznurki w tym dziwnym świecie? A kiedy do akcji wkroczą rebelianci z drużyny Ultimates pod wodzą Tony’ego Starka, zrobi się naprawdę gorąco!

Seria „Ultimate Spider-Man” opowiada o losach dorosłego Petera Parkera w nowym świecie Ultimate – dystopijnej wersji głównego uniwersum Marvela. Scenariusz do tego albumu napisał Jonathan Hickman, znany z ambitnych fabuł autor „Fantastycznej Czwórki”, „SHIELD” czy „Tajnych wojen”. Rysunki przygotowali Marco Checchetto i David Messina.

Album zawiera materiały opublikowane pierwotnie w zeszytach „Ultimate Spider-Man” (2024) #1–12.

Dalsze losy nowego świata Ultimate poznacie w kolejnych tomach „Ultimate Spider-Mana” (scenariusz: Jonathan Hickman) i w serii „Ultimates” (scenariusz: Deniz Camp). O powstaniu tego mrocznego uniwersum opowiada komiks „Nowy świat Ultimate. Inwazja”.


Stwórca (Maker) – Reed Richards, któremu odbiło. Znacie go. Pamiętacie. W pewnym momencie swojego życia wpadł na demoniczny pomysł: przejąć alternatywną rzeczywistość i poprowadzić ją tak, by ukształtować według własnej wizji (czyt. nie dopuścić, by bohaterowie kiedykolwiek powstali). I to mu się udało.

W takim właśnie świecie żyje Peter Parker. Ma już swoje lata, żonę, dzieci. Pracuje w Daily Bugle, ale pracuje tam razem z wujkiem Benem. Za to nie żyje ciotka May, która, jak wielu innych, w tym rodzice Harry’ego Osborna, zginęła w zamachu terrorystycznym dokonanym przez Tony’ego Starka. A Peter nie jest Spider-Manem, pająk nigdy go nie ugryzł, ale… czegoś mu brak, coś chciałby zmienić, coś go ciągnie. I coś zostawił też dla niego Stark. Co z tego wyniknie? Dlaczego ktoś przebrany za Zielonego Goblina atakuje Wilsona Fiska? I co wkrótce się wydarzy? Jedno jest pewne: życie Parkera nigdy już nie będzie takie samo…

Nie muszę Wam tego mówić, bo każdy zna historie, w których jedno drobne wydarzenie zmieniło wszystko. W Gwoździu Kentowie z powodu przebitej gwoździem opony zostali w domu i nigdy nie znaleźli kosmicznego statku, przez co Superman nie powstał. W Strażnikach rząd wymazał istnienie superbohaterów, a w Staruszku Loganie ci źli zwyciężyli i wymazali herosów. Z kolei w Wanted Mark Millar pokazał nam drużynę, która podróżuje między alternatywnymi rzeczywistościami i pozbywa się z nich ludzi z supermocami. Koncepcja Hickmana, jak widać (a to ledwie kilka przykładów), nie jest szczególnie odkrywcza ani świeża. Alternatywnych wersji tego, jak Peter (i nie tylko) zostaje Spider-Manem, też było tyle, że niemal wszystko zostało już powiedziane. Mimo wszystko nadal ten pomysł, jaki nam tu scenarzysta serwuje, jest atrakcyjny i niewyeksploatowany, a to, że Hickman wybrał co najlepsze i fajnie to odtwarza, robiąc po swojemu i nadając całości więcej powagi i emocji, chociaż Peter nadal żartuje, dobrze robi tej historii.

Scenarzysta idzie tu podobną drogą, co Bendis. Peter ma problemy z zachowaniem tajnej tożsamości. Znane postacie i motywy są odtworzone, ale przekonwertowane, odświeżone, wywrócone (jak to z May – trochę jak odbicie analogicznego wątku u Bendisa z czasów Milesa Moralesa). Postacie są fajnie nakreślone, wydarzenia dobrze poprowadzone (każdy zeszyt to jeden miesiąc i dzięki temu Hickman może wcisnąć nieco świąt i innych okazji), tempo dobre, wrogowie nieźle zrobieni, a dialogi na stronach zbalansowane, więc nie przytłaczają, ale i nie jest tak, że nie ma co tu czytać. Po prostu kawał dobrej roboty, także graficznej, a przynajmniej tam, gdzie rysuje Checchetto, bo jak wchodzi Messina, który operuje kreską podobną do słabego Dodsona, jakoś mnie to w oczy kłuje. Ale ten pierwszy przeważa, więc jest na co popatrzeć, a całość ma dzięki niemu mroczniejszy klimat, kojarzący się może i bardziej z DC niż z Marvelem, ale ma to swój urok.

W skrócie, świetna seria i tyle. Wiem, powtarzam się, ale w dobie kiepskich komiksów Marvela trzeba to robić, bo łatwo przegapić takie perełki, jeśli w temacie się nie siedzi. Szkoda tylko, że to jedynie 24 numery będą, ale lepiej krótko, a dobrze, niż ciągnąć, męczyć i odstawiać takie… jak odstawia teraz wydawca za wielką wodą.


Autor: WKP


Egzemplarz recenzencki otrzymaliśmy dzięki uprzejmości Egmont Polska. Jeśli recenzja przekonała Was do zakupu – opisywany tom/serię możecie nabyć TUTAJ.

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 Komentarze
najstarszy
najnowszy oceniany
0
Podziel się z nami swoim komentarzem.x