„Nowy Świat Ultimate: Ultimates” (Tom 1) – Recenzja
Nowy Świat Ultimate: Ultimates (Tom 1)
W tym miesiącu, dzięki uprzejmości wydawnictwa Egmont, miałem sposobność zapoznać się z komiksem pod tytułem Ultimates (tom 1) z serii Nowy Świat Ultimates. Jest to tom pierwszy z serii o alternatywnej wersji ekipy Avengers, lecz mimo wszystko w linii prostej przedstawia następstwa wydarzeń, jakie rozgrywały się w komiksie pilotażowym serii, czyli Inwazja. Jak przedstawia się sytuacja w świecie bez bohaterów i jak się to czyta? Jeśli jesteście ciekawi, to zapraszam do dalszej lektury.
Kto uratuje świat, w którym nikt nie został bohaterem?
Okrutny geniusz, znany jako Stwórca, powołał do życia idealną – jego zdaniem – Ziemię, na której superbohaterowie nigdy nie zaistnieli, po czym zaszył się w tajemniczym Mieście. Tony Stark i Doktor Doom, którzy sprzeciwiają się jego bezwzględnym rządom, wiedzą jedynie, że Stwórca powróci za osiemnaście miesięcy. Tylko tyle czasu im zostało, żeby pokonać śmiertelnie groźnego despotę i zwrócić ludziom wolność. Ale uwaga: to wcale nie jest najbardziej ryzykowna część ich planu!
Znacznie trudniej będzie odnaleźć niedoszłych bohaterów i przekonać ich, by wzięli sprawy w swoje ręce. Kogo zastaną w Asgardzie? Jakie ludzkie i nieludzkie monstra znajdą na porzuconej przez badaczy, napromieniowanej Wyspie Potworów? I czy dla Hanka Pyma oraz Janet Van Dyne rzeczywiście „żadna robota nie jest za duża ani za mała”?
„Ultimates” to najważniejsza komiksowa seria o nowym świecie Ultimate – dystopijnej wersji głównego uniwersum Marvela. Scenariusz do tego albumu napisali Jonathan Hickman oraz Deniz Camp, który znakomicie łączy wartką akcję i wysokie stawki z osobistymi dylematami bohaterów. Rysunki przygotowali Stefano Caselli i Juan Frigeri.
Album zawiera materiały opublikowane pierwotnie w zeszytach „Ultimates” (2024) #1–6, „Ultimate Universe” (2023) #1 oraz „Free Comic Book Day 2024: Spider-Man/Ultimate Universe” #1.
Dalsze losy nowego świata Ultimate poznacie w kolejnych tomach „Ultimates” (scenariusz: Deniz Camp) i w serii „Ultimate Spider-Man” (scenariusz: Jonathan Hickman). O powstaniu tego mrocznego uniwersum opowiada komiks „Nowy świat Ultimate. Inwazja”.
Historia ukazana w tej części, jak już wspominałem powyżej, jest bezpośrednim następstwem tego, co się działo w pilotażowym zeszycie Inwazja, czyli po tym, jak Tony Stark i Doktor Doom poznają prawdę na temat tego świata i próbują go uwolnić spod jażma Stwórcy (Makera), na co mają osiemnaście miesięcy, póki ten nie wróci. Jak można się domyślić, aby stawić czoło Stwórcy, nasi bohaterowie próbują odkręcić to, co tak pieczołowicie wypracował, czyli przywrócić bohaterów temu światu. Czy im się udało? Żeby nie rzucać spoilerami i nie psuć Wam zabawy, w przypadku kiedy będziecie chcieli poczytać tę pozycję, to zdradzić mogę, że po części tak, ale idzie im to bardzo mozolnie i niekoniecznie z osobami, które zostały do tego pierwotnie wytypowane.
Rozkładając tę pozycję na części pierwsze, znajdziemy tutaj akcję, jak przystało na każdy szanujący się komiks superbohaterski. Obecne są również zawiązujące się relacje pomiędzy bohaterami a także odczucia towarzyszące postaciom na każdym etapie ich misji. Pozycje czyta się szybko i łatwo, więc można by powiedzieć, że teoretycznie wszystko jest na swoim miejscu. Jednak jaka myśl nawiedziła moją głowę zaraz po skończeniu tego pierwszego tomu Ultimates? Czytało mi się to bardzo dobrze, jednak mimo wszystko było to dla mnie też całkiem męczące doświadczenie. Tak więc stwierdziłem, że zostawię te rozważania na później, prześpię się i wrócę do tematu za jakiś czas. I tego mi było trzeba. Poukładałem to sobie w głowie i już wiem, co się tutaj wydarzyło.
Po raz kolejny Jonathan Hickman pokazał klasę i udowodnił, że pisać to on potrafi. Otóż klimat komiksu jest zagmatwany, depresyjny i desperacki. Znamy plan, który należy wykonać, lecz gdy bohaterowie zrobią krok do przodu, zaraz muszą się cofać o dwa do tyłu. To powoduje, iż mimo że akcja leci żwawym tempem, my męczymy się z tym wszystkim tak samo jak Tony czy Doom. Dodatkowo w tym całym umęczonym świecie zakotwicza nas chęć poznania tego, co będzie dalej, i tego, jak to się skończy. A wisienką na torcie wciągającą nas w to wszystko jest nostalgia za bohaterami, których tutaj nie zobaczymy.
Autentycznie miałem tak, że tak mocno wessany w fabułę cieszyłem się razem z bohaterami z ich postępów, które pchały misje do przodu, a zaraz potem dostawałem kopniaka prosto w splot słoneczny, kiedy pomagierzy Makera niweczyli cały ten postęp. Szło tu depresji dostać.
Świetnym podejściem w przypadku tego świata jest też branie pełnymi garściami z całego zasobu miejsc i bohaterów jakie kiedykolwiek pojawiły się w Marvelu, bo dzięki temu dostajemy postacie położone w miejscach w których byśmy normalnie ich nie zobaczyli, jak np. Smart Hulk/szalony naukowiec mający siedzibę w K’un-Lun.
Ostatnią dobrą rzeczą tej pozycji są wszelkiego rodzaju wstawki wewnątrz samego komiksu. Chodzi tu o mapki, rozpiski, podziały, alternatywne okładki. Dalej i niezmiennie ich obecność niezmiernie mnie cieszy. Co mogę powiedzieć? Lubię takie minidodatki, na których można zawiesić oko i dowiedzieć się paru szczegółów na temat jakiejś sceny.
Rysunki i kadry w tej pozycji bardzo mi się podobają, naprawdę jest na czym oko zawiesić. Juan Frigeri i Stefano Caselli wykonali świetną pracę na rzecz tego komiksu. Kreska jest wyraźna, nadająca ostrość kadrom, kolory i ich odcienie zawsze dopełniają klimatu. Dodatkowo pozmieniali nieco wygląd postaci znanych, takich jak Kapitan Ameryka, których nie mogło zabraknąć, ale dzięki tej różnicy jesteśmy po samej oprawie graficznej świadomi, że jesteśmy w innym świecie.
Zeszyt ten ma 204 strony. Okładka jest miękka, ale porządnie sklejona, dzięki czemu strony nie zaczynają wypadać po paru przekartowaniach komiksu. Okładka posiada skrzydełka, które świetnie sprawdzają się jako zakładki, dzięki czemu nie musimy martwić się o to, aby mieć takową przy sobie. Papier śliski, ale nie na tyle, aby ciężko było złapać stronę, a także dość gruby, co pomaga w spokojnym kartkowaniu zeszytu. Wydanie nie jest bardzo grube, więc wystarczy przysiąść raz, a porządnie, by pochłonąć komiks w całości. Ale jeżeli nie mamy do dyspozycji wieczora i potrzebujemy go zabrać ze sobą do szkoły, pracy lub chociażby w podróż, to pozycja jest na tyle lekka, że nie nabawimy się przez nią bólu pleców.
Jeżeli chodzi o wydruk, to jest bardzo wyraźny i nie zlewa się. Rozłożenie kadrów jest przemyślane, wszystkie, które potrzebują podwójnej strony są umiejscowione tak aby można było go sobie swobodnie pooglądać. Tłumaczenie Dariusza Stańczyka jest bardzo dobre i przystępne dla czytelników. Czcionka jest dostosowana do dynamiki wypowiedzi i dobrana tak, aby dobrze się czytało. Dodatkowo co może i jest szczegółem ale bardzo przypadło mi do gustu to to że wypowiedzi poszczególnych postaci mają różne czcionki a także i kolory, co dla wzrokowca naprawdę robi robotę. Części opowieści są odpowiednio przedzielone, no i mamy sporą ilość dodatkowych informacji, listów, raportów i alternatywnych okładek. Także Egmont wykonał kawał dobrej roboty i to za przystępną cenę, gdyż okładka to 90 zł, a jeszcze jak trochę poszperamy, to na pewno ustrzelimy jakiś rabat.
Komiks Ultimates jest naprawdę świetnym komiksem. Jak widzicie, można by pomyśleć, że komiks jest męczący, ale po głębszym zastanowieniu to właśnie taki ma być, aby na 100% wczuć się w niego.
Ode mnie to tyle. Mam nadzieję, że wyczerpująco i bez zbytniego spoilerowania przekazałem swoją opinię na temat tego komiksu. Jest to pozycja zarówno dla nowych czytelników, jak i starych fanów, z którą naprawdę warto się zapoznać, ale oczywiście decyzję o kupnie pozostawiam Wam.
Autor: DD

Egzemplarz recenzencki otrzymaliśmy dzięki uprzejmości Egmont Polska. Jeśli recenzja przekonała Was do zakupu – opisywany tom/serię możecie nabyć TUTAJ.



