KomiksyTeksty

„The Sentry” #1 (2026) – Recenzja

The Sentry #1 (2026)
Powroty

Ładnych kilkanaście lat nie było Jenkinsa w Marvelu, jeśli dobrze liczę. W ogóle ostatnie lata to okres jakiejś takiej jego słabej obecności w tym medium. Ale wrócił i to od razu do Sentry’ego. I wrócił w naprawdę dobrym stylu. Nie jest to może komiks stricte dla nowych odbiorców, mim jedynki na okładce, bo jednak w pewnej mierze (choćby zależność między Sentrym a Voidem) na znajomości wcześniejszych odsłon, ale to nic nie zmienia. Jenkins po raz kolejny pokazuje, że nie stracił pazura i umie opowiadać dobre, dojrzałe historie.


HE’S BEEN AN AVENGER, A DARK AVENGER AND A THUNDERBOLT! THE SENTRY IS BACK – BUT SO IS THE VOID! From creator Paul Jenkins comes a bold, high-stakes epic about MARVEL’S most dangerous hero – the SENTRY, a man with the power of a million exploding suns- and the dark entity born from his own psyche: the VOID. When the Void resurfaces, threatening to unravel reality itself, the Sentry must battle not only cosmic forces and criminal empires, but the monster within. Guest-starring REED RICHARDS, SPIDER-MAN and the KINGPIN in a tale of impossible choices and devastating consequences. Can the Sentry save everything when the cost might be everything he loves?


Jaki jest ten komiks? Inny, od większości tego, co obecnie wychodzi w Marvelu. Dojrzalszy, niespieszny, cięższy, od strony tekstowej bardziej esencjonalny i nasycony. Dobry, po prostu dobry. Wnikający w postacie, w rozdarcie, w wątpliwości, motywacje… Fakt, Jenkins temat uwielbia, zawsze fajnie go robił i w swojej karierze wychodziło mu to też o wiele lepiej, niż w tym zeszycie, ale i tak jest bardzo dobrze.

Fabuła? Trudno nie odnieść wrażenia, że na tym etapie nie jest najważniejsza. Jenkins ją akurat buduje niespiesznie, pewnymi niedomówieniami można rzec, na razie do tematu podchodząc jakby okrężną drogą, ale już na tym etapie mamy ciekawe elementy, a opowieść intryguje tym jak się potoczy i dokąd nas zabierze. Ważnym jej elementem jest też mroczniejszy, cięższy ton i pewna doza brutalności (Fisk i te sprawy pokazują to najlepiej), a brudne, pełne cieni, czerni i stonowanej kolorystyki, gęste ilustracje doskonale podkreślają to wszystko.

Dla mnie kawał dobrej roboty. I kawał świetnego powrotu, tak do postaci, jak i samego autora. Oby więcej takich komiksów trafiało na rynek.


Autor: WKP

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 Komentarze
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
0
Podziel się z nami swoim komentarzem.x