„Annihilation 2099” #1 (2024) – Recenzja

Annihilation 2099 #1 (2024)
I dobrze, i źle

Annihilation 2099 zapowiadało się ciekawie, a wyszło… Aż nie wiem, co napisać, bo ten zeszyt mnie kręcił, intrygował, przyciągał. Lubię Anihilację, a nawet Anihilację: Podbój, a i spoko bawiłem się przy przygodach Strażników Galaktyki znów w anihilowanie zamieszanych. Tu zaczęło się całkiem fajnie, ba, wpadło to z miejsca w oko i o ile graficznie jest naprawdę dobrze, o tyle treść to w większości słabizna. A z drugiej strony nadal nie mogę powiedzieć, żeby to było kiepskie. No ale po kolei.


WHO IS THE LAST NOVA?! A remote town on a remote world is devastated by the ravenous, unforgiving KNULL SET, a gang of raiders and thieves obsessed with offering all life up to the darkness. But that all changes when a stranger comes to town, a stranger from the stars who answers to his own code. THE LAST SURVIVOR OF XANDAR…the LAST NOVA. Who is the Last Nova, and what great tragedy does he carry on his back? Is he the inheritor of the NOVA CORPS or its destroyer?


Nawrzucał do tego zeszytu scenarzysta, oj nawrzucał. Od zagadki tożsamości Novy, przez symbiontyczne tematy, po wampiry i kosmicznych piratów. Serio. I przez to dostajemy coś, co ma w sobie naprawdę świetne momenty, ale i beznadziejne. A jeszcze wszystko to nie za dobrze ze sobą splata…

A i tak nieźle się to czyta. A może to ja lubię uniwersum 2099 i mam do niego sentyment, bo za dzieciaka, kiedy po polsku pojawiły się jakieś jego fragmenty, no to było coś. Tak czy inaczej jednak czyta się to nie najgorzej, a jeszcze graficznie rzecz bardzo fajnie się prezentuje. I liczę, że mimo tych wpadek jednak się to rozkręci.


Autor: WKP

 

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
0
Podziel się z nami swoim komentarzem.x