„Deadpool the Duck  #1-2” (2017) – Recenzja

Deadpool the Duck  #1-2

Ah, Marvel. Od dziecka, od moich pierwszych kontaktów z komiksami Domu Pomysłów, uwielbiałem w nich między innymi jedno zjawisko: team-upy. Sytuacje, w których dwóch bohaterów łączy siły, by poradzić sobie z większym zagrożeniem lub gdy po prostu los splatał ich przygody, tworząc jedną, jeszcze większą. Mistrzem w tej kwestii pozostanie pewnie Spider-Man: Pajęczak co chwilę spotykał się z Punisherem, Kapitanem Ameryką, Iron Manem lub nawet tymi mniej „poważnymi graczami”, jak Kapitan Brytania. Słynnych duetów znajdzie się oczywiście więcej. Power Man i Iron fist, Cloak i Dagger, Kapitan Ameryka i Bucky, Deadpool i Kaczor Howard. Zaraz, co?

Tak – jeden z najnowszych tytułów Marvela krzyżuje drogi antropomorficznej kaczki i najemnika z niewyparzoną gębą. Deadpool the Duck, bo o tej serii mówimy, doczekał się do tej pory dwóch zeszytów, choć prawdę mówiąc jeśli chce się przekonać czy to historia dla nas, to lektura tylko pierwszego z nich będzie niewystarczająca. Dowiadujemy się z niego tylko tego, jak powstała nowa tytułowa postać. Ano właśnie, komiks nie opowiada tak naprawdę przygód dwóch oddzielnych bohaterów, a ich dziwacznej hybrydy. Co więc powstanie, gdy połączymy Kaczora Howarda i Deadpoola? Coraz bardziej rozpędzającą się komedię, oczywiście.

By nie zdradzać zbyt wiele napiszę tylko, że Wade i Howard spotykają się zupełnie przypadkiem. Kaczor stara się przebywać najdalej od ludzi i (delikatnie wspomnianej) Civil War jak tylko może. Deadpool natomiast wykonuje małą misję dla S.H.I.E.L.D., podczas której postanawia użyć dawno zakurzonego już teleportera (dla niewtajemniczonych – to to czerwone urządzenie, które Wade nosił na klacie w swoich dawnych przygodach). Właśnie ten gadżet staje się sprawcą całego zamieszania. Podczas spotkania naszych bohaterów zostaje uszkodzony i w niewyjaśniony sposób łączy ich w jedną postać. Jak ta fuzja się prezentuje – możecie zobaczyć na kadrach dołączonych do tego tekstu.

Osoby, które spodziewają się pomysłowego połączenia charakterów Howarda i Deadpoola mogą poczuć się odrobinę zawiedzione. Hybrydę tę stanowi Wade zamknięty w ciele kaczki (ale wciąż w swoim kostiumie!) oraz widoczna tylko dla niego dusza (?) Howarda, robiąca za głos rozsądku. W osobowościach obu postaci nic się nie zmienia, z tym że oczywiście Deadpool jako „kierowca” ma nieco więcej władzy. Nie przeszkadza to scenarzyście, Stuartowi Moore, w umiejętnym wykorzystywaniu tego konceptu.

Pierwsze skrzypce gra czerwono-czarny najemnik, ale uczynienie Howarda głosem sumienia zupełnie wystarczy, by odznaczał swoją obecność. Dialogi między nimi to w zasadzie żart za żartem, ale jakimś cudem Moore nie wpada w przesadę i pozwala nam kilka razy szczerze się uśmiechnąć. Miejmy tylko nadzieję, że natłok absurdu i, cóż, sama obecność Deadpoola nie poskutkują w kolejnych numerach zmęczeniem materiału. Zwłaszcza, jeśli wydarzenia będą pędzić tak, jak do tej pory; tylko w tych dwóch zeszytach byliśmy świadkami fuzji postaci, zamieszania z Rocket Raccoonem, kontrolą umysłów, kosmicznej wścieklizny, wystrzelenia w kosmos czy strzelaniny z dziwnymi obcokrajowcami na orbicie. Uff…

Jeszcze kilka słów o warstwie wizualnej. Za rysunki w Deadpool the Duck odpowiada Jacopo Camagni i biorąc pod uwagę komediowy charakter serii, to odpowiednia osoba na odpowiednim miejscu. Howard już jako postać budzi słuszne skojarzenia z Kaczorem Donaldem i bez problemu potrafiłbym wyobrazić sobie Camagniego jako ilustratora przygód tego drugiego. Mimika czy mowa ciała w wykonaniu tego rysownika jest znakomita. Oczy Deadpoola wyrażają więcej emocji, niż całe twarze rysowane, na przykład przez Johna Romitę Juniora, natomiast Howard to już chodząca kreskówka; dzięki temu jak ukazywane są jego emocje nie potrzeba nawet mocno rozwiniętej wyobraźni, by niemal widzieć, jak kaczorek się rusza. No i wyobraź sobie drogi czytelniku, że obie te postacie zostają połączone w jedną. Cudo!

Dwa pierwsze odcinki Deadpool the Duck nie są zachwycającą lekturą, ale seria wcale nie aspiruje do takiego miana. To lekka komedia, która z pewnością nie trafi do każdego odbiorcy. Z pewnością usatysfakcjonuje natomiast większość fanów Deadpoola (tego czysto komediowego, a nie tragicznego, jak chociażby w wydanym w ubiegłym roku w Polsce Dobrym, Złym i Brzydkim), a także wszystkich fanów Kaczora Howarda, ponieważ – bądź co bądź – nie mają oni wielkiego wyboru. Pozostaje mieć nadzieję, że tytuł utrzyma dotychczasowy poziom i nie popadnie w bycie irytującym –a jak wiemy, przy historiach o Deadpoolu wcale o to nie trudno.


Autor: Pan Kulka

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
0
Podziel się z nami swoim komentarzem.x