KomiksyTeksty

„One World Under Doom” #1 (2025) – Recenzja

One World Under Doom #1 (2025)
Doom wielki i potężny

Ryan North. Kto czytał jego komiksy, ten wie, że zawsze pozostawiają sporo do życzenia. Raz, że nie są zbyt oryginalne – ten też nie jest. Dwa, że zawsze coś tam autor spartoli i albo są dziury w fabule, albo się to wszystko kupy tak średnio trzyma, albo wreszcie jest tak naiwnie wyjaśnione, że mogłoby zostać pozostawione same sobie. No i po trzecie, kto liczy, że będzie tam jakiś cień ambicji, zawiedzie się, bo Northa najwyraźniej nie interesują postacie, a akcja. I tak też jest w przypadku One World Under Doom #1.


ONE WORLD UNDER DOOM! Six months ago, Doctor Victor Von Doom became Sorcerer Supreme – then disappeared behind Latveria’s closed borders. For most, there’s enough going on in the world that Doom’s absence is not a priority, and some time without him feels like a blessing. Only a few recognize it for what it truly was…the calm before the storm. It is a storm that has now arrived. The world has woken up to a new reality: Doctor Doom, Earth’s Sorcerer Supreme, has magically taken over every broadcast medium on the planet and declared himself Emperor of the World – the ruler of a new United Latveria! And shockingly, impossibly, all of Earth’s leaders seem to be going along with this. Luckily, whether it’s mind control or Doombots, whatever’s affecting them hasn’t affected Earth’s heroes – and so they quickly form a strike team to stop Doom’s machinations. But will they succeed? And what happens when some begin to welcome their new Emperor with open arms, clamoring for One World Under Doom? Marvel’s biggest and most shocking event ever begins right here with THE RISE OF EMPEROR DOOM #1.


Ten zeszyt akcją stoi, co tu się oszukiwać. Chodzi o tempo, o wydarzenia, nawet o pewien twist tu chodzi, ale to już przekonacie się sami. Nie o oryginalność – Doom władcą wszystkiego było już przecież w Tajnych wojnach i tam temat ugryziony był o wiele lepiej – nie o zanurzenie się w postacie, pogłębienie ich rysu, rozbudowanie jakiegoś tła. Chodzi, żeby się działo. I dzieje całkiem nieźle, ale wiadomo, to dopiero początek. Rzecz w tym, że komiks sprawdza się tylko, jeśli czytelnikom potrzeba akcji i wydarzeń i niczego ponad to. Ja liczyłem na nieco więcej, bo Doom to ciekawa, rozdarta, pełna psychologicznego potencjału postać, która tu została spłycona i stała się mocno papierowa.

Graficznie? Nie jest źle, bywa widowiskowo i nastrojowo, ale czasem ta kolorystyka jest przesadzona. Barwy, aż za soczyste, biją po oczach i jeszcze bardziej podkreślają, jak grubą kreską jest to wszystko nakreślone i jak grubi nićmi czasem szyte. Może to i dobrze? Ocenicie sami, acz ogólnie komiks wygląda nieźle. Czyli wszystko na swoim miejscu, niezła rzecz i tyle. Pod warunkiem, że nie ma się co do niej zbyt dużych oczekiwań.


Autor: WKP

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 Komentarze
najstarszy
najnowszy oceniany
0
Podziel się z nami swoim komentarzem.x