KomiksyTeksty

„Ultimate Impact: Reborn” #1 (2026) – Recenzja

Ultimate Impact: Reborn #1 (2026)

Impact w tytule. Znaczy przywali nam ten komiks, nie? A no nie. Ultimate Impact: Reborn #1 to komiks, który z założenia chyba ma ratować uniwersum Ultimate, które Marvel a to tworzy, a to uśmierca i sam za bardzo nie wie, czego chce, ale nie takiej pomocy ono potrzebowało. Ten komiks bowiem to kolejna wtórna, nijaka historyjka, z której niewiele wynika. Drętwa przy tym i bardzo nijako wykonana.


THE ULTIMATE UNIVERSE’S LEGACY LIVES ON! MILES MORALES returned from the Ultimate Universe with a plan: safeguard the ORIGIN BOXES — catalysts for the creation of new super heroes — before they fall into the wrong hands! But the secret is out as Miles’ battle over the boxes engulfs the entire Marvel U! This May, Chris Condon (ULTIMATE WOLVERINE) and Stefano Caselli (ULTIMATE BLACK PANTHER) team up to create stunning and unforgettable new characters on both sides of a conflict that will shape the future of the 616!


Jakie jest ten komiks? Miał być wielkim wydarzeniem, a jest kolejnym odgrzewanym kotletem, które aż za bardzo próbuje być jakieś, ale przez to jest jeszcze bardziej nijakie. Wszystkiego wydaje się tu być za dużo i za mało jednocześnie. Za dużo, bo scenarzysta nawrzucał, co tylko się dało, niestety bez większego pomysłu, co z tym zrobić, za mało, bo nie jest w stanie w tak niewielkiej ilości stron zbudować czegoś konkretnego i złożonego. Efekt jest taki, że nie intryguje to wszystko, nie ciekawi i wydaje się tak wysilone, że zaczyna męczyć.

Ale męczą też drewniane do bólu dialogi. Nie wiem, co tu zaszło, ale wypada to bardzo średnio. Postaci też nie jest nam dane poznać, po prostu są i tyle. A sama akcja wypada dość blado. Jedynie od strony fabularnej wątek z Wonder Manem wypada fajnie, ale na jego tle jeszcze mocniej widać niedostatki reszty.

A skoro o widzeniu… Graficznie jest całkiem, całkiem. Nie jest to mistrzostwo, ale dobra, rzetelna robota, która ma nieco klimatycznych scen czy nieźle ukazanej akcji. Ale to i tak za mało, by ten komiks wart  był uwagi. W dużym skrócie – Marvel znów strzela sobie w kolano. Miał fajne uniwersum i zdecydował się za szybko je przerwać, a teraz próbuje ciągnąć to dalej, na siłę robiąc event, którego w ogóle nie potrzebowaliśmy. Tyle.


Autor: WKP

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 Komentarze
najstarszy
najnowszy oceniany
0
Podziel się z nami swoim komentarzem.x