KomiksyTeksty

„X-Men: Era Krakoi” (Część 9) – Felieton

X-Men: Era Krakoi (Część 9)
Gala Hellfire

Gala Hellfire to wydarzenie tak ikoniczne i odciskające piętno na dosłownie wszystkich, że poświęcę mu cały osobny tekst (a Marvel poświęcił aż 12 zeszytów na opisanie wydarzeń z jednego wieczoru, niech to mówi samo za siebie). Rządy X nieśmiało zapowiadały jej nadejście i oto jest! Przed Wami pierwsza w historii Gala Hellfire!

Kreacje gotowe, muzyka zapewniona, wyszukane potrawy czekają na podanie i nic, tylko zaczynać imprezę. Zadajmy sobie jednak jedno pytanie. O co tak właściwie chodzi i po co mutanci organizują swoją własną Met Galę? Otóż powodów znajdzie się co najmniej kilka. Odkąd mutanci utworzyli swoją nową utopię na Krakoi, spekulacjom nie było końca. Jak to mutanci stworzyli własne państwo, pokonali nieśmiertelność i jeszcze dali ludziom dosłownie lekarstwo na raka? Przecież to trzeba usiąść na spokojnie i pogadać, a Gala jest świetnym pretekstem do zaproszenia nie-mutantów do wspólnego stołu i właśnie rozmowy. Na ten jeden wieczór bramy Karkoi otwierają się dla ludzi, aby móc ugościć przeróżnych światowych przywódców, osób ze świata show-biznesu, a także mniej lub bardziej zaprzyjaźnionych herosów takich jak Avengers, czy Fantastyczna Czwórka. Jest to więc wydarzenie ważne zarówno z dyplomatycznego punktu widzenia, pozwalające na nawiązanie dialogu i wyjaśnienie wszelkich niepewności, jak i najzwyklejsza w świecie impreza, w której uczestnictwu zależy wszystkim celebrytom. No i wreszcie, to właśnie podczas Gali ma zostać ogłoszony skład pierwszej w historii Krakoi drużyny X-Men. W dodatku po raz pierwszy wybór X-Men oddano w ręce mutantów. Nad składem grupy odbyło się bowiem głosowanie (a żeby było jeszcze lepiej, głosowanie odbyło się naprawdę i to fani w głosowaniu online wybrali jednego z przyszłych X-Men!). Nie zapominajmy też o, równie istotnym, wizualnym aspekcie tego wydarzenia. Ktoś podsumował, że Gala Hellfire to w jednej części rozwinięcie historii mutantów z Rządów X, a w czterech częściach pokaz mody i ładne okładki. Czy ja się z tym zgadzam? W zasadzie tak! Ale to w niczym nie umniejsza tytułowi. Oprócz ładnych kostiumów i ogłoszenia składu X-Men, Gala Hellfire to także okazja dla mutantów do ogłoszenia prawdziwie łamiącej wiadomości, ale o tym za chwilę. Skoro poruszyliśmy temat mody, to zatrzymajmy się przy nim na chwilę.

Jak już wspomniałam, Gala Hellfire to mutanci odpowiednik Met Gali, ta inspiracja krzyczy do nas drukowanymi literami. Na tak znaczące wydarzenie należało oczywiście przygotować odpowiednie kreacje, za co na kartach komiksów odpowiedzialny był mutant/projektant mody Jumbo Carnation, a w prawdziwym świecie byli to m. in. Lucas Werneck, Valerio Schiti, Joshua Cassara i przede wszystkim genialny, niesamowity, fantastyczny Russell Dauterman, który zaprojektował główne stroje dla Storm, Jean, Scotta, no i Emmy. I skoro już przy Emmie jesteśmy… Biała Królowa została główną organizatorką i gospodynią tego wydarzenia i to taką przez duże G. To od niej zależała ostateczna forma, jaką Gala przybrała, a także lista gości, cała logistyka oraz zatwierdzanie kreacji, jakie mutanci wybrali dla siebie na ten wieczór. Wszystko musi być dopięte na ostatni guzik. Zaproszeni zostali nie tylko sprzymierzeńcy i starzy przyjaciele, ale również ci, którzy nie do końca popierają ideę niepodległego państwa mutantów (np. przedstawiciele z Madripoor, czy Rosji. Sama śmietanka towarzyska), ale czego się nie robi dla dobrego PR-u? Poza tym, Gala świetnie sprawdza się jako tzw. networking event, który pozwoli na zacieśnienie dyplomatycznych i ekonomicznych więzi, wzmacniając pozycję mutantów. A żeby to wszystko zrobić, należy jakoś wyglądać. Idealnie pasuje tutaj cytat Emmy z New X-Men: The whole world’s watching us now, so we must be nothing less than fabulous. I zgodnie z tą maksymą, nasza gospodyni jako jedyna otrzymała aż trzy wyjątkowe kreacje:

Jednak żaden strój nie uchronił Emmy przed ogromnym ciosem, który nadszedł z najmniej spodziewanej strony. Podczas jednej z przechadzek pomiędzy gośćmi natrafiła na Dr Dooma i Kapitana Amerykę dyskutujących ze sobą i mimowolnie (ta, jasne…) przez moment telepatycznie uchwyciła ich myśli. I wcale nie, to nie Doom spowodował wzrost ciśnienia Emmy, tylko Steve Rogers, który widząc ją pomyślał, że wygląda zupełnie jak jego matka…

I feel you, girl. Fantazjujesz sobie na temat Kapitana – która z nas tego nie robi, niech pierwsza rzuci kamieniem – a tu nagle taki zimny prysznic! Przyznam, że dla mnie osobiście to także był cios, ponieważ już od jakiegoś czasu Emma i Kapitan to był mój ship, a po przeczytaniu kilku wcześniejszych paneli nawet chwilowo zdawało się, że nie jest to tak bardzo od czapy, jak mi się wydawało. Czas pokaże, że nie pomyliłam się jednak aż tak bardzo, ponieważ Emma koniec końców znajdzie w Avengers kogoś odpowiedniego, no ale nie będzie to Kapitan.

Nie tylko Emma stanęła na wysokości zadania, jeśli chodzi o prezencję. Russell Dauterman wykonał kawał naprawdę solidnej roboty projektując wszystkie te wyszukane stroje. Czy każdy z nich musi się podobać? No nie, ale na pewno nie można zarzucić mu braku kreatywności i podejścia do każdej z postaci z szacunkiem. Spójrzcie chociażby na Storm!

 

W 2021 internet dosłownie wrzał przez te projekty, a każdy strój był przestudiowany w najdokładniejszym detalu. Powstawały nawet rankingi najlepiej i najgorzej ubranych, a cosplayerzy nie nadążali z szyciem. Dress code obowiązywał oczywiście także i wszystkich gości. A kogo więc, poza nudnymi politykami, gościli mutanci? Ano byli to m. in. Steve Aoki, Eminem, George R. R. Martin, Adrianne Palicki, Jimmy Kimmel, Conan O’Brien, czy Jon Hamm. Najszerzej dyskutowanym gościnnym występem było jednak pojawienie się samego człowieka w czapce, czyli Kevina Feige’go.

Przejdźmy jednak do X-Men. Jean i Scott odrzucili swoje pozycje w Cichej Radzie na rzecz stworzenia nowej formacji, która odzwierciedli obecny status mutantów. Naturalnie więc oboje weszli więc w skład X-Men, obejmując przywództwo nad grupą, a dołączyli do nich Sunfire, Synch, Wolverine (Laura Kinney), Rogue oraz Polaris – gratulacje! Grupa zadebiutowała w zeszycie X-Men #21 i w takim składzie ich przygody będą dalej prezentowane w serii Planet Size X-Men.

A co z pozostałymi jedenastoma tytułami? W Marauders #21 widzimy rozpoczęcie Gali. Pojawiają się pierwsi goście, odbywa się fantastyczny koncert, a na koniec wieczoru goście są świadkami pokazu fajerwerków, po którym ogłoszono coś tak niebywałego, że ambasador amerykański z miejsca zadzwonił do prezydenta. Więcej o tym za moment. Zeszyt X-Force #20 ukazuje Galę od zaplecza. Ktoś przecież musi czuwać nad bezpieczeństwem imprezy i do tego oddelegowano Logana, Beasta, Domino, Sage oraz Kid Omegę. I całe szczęście, ponieważ nie obyło się bez niespodzianek. Logan na ten przykład wykrył przybycie delegacji z Imperium Shi’ar, chociaż wcale nie byli zaproszeni. W dodatku przywieźli ze sobą tajemniczy podarek. Później, na jednym z wybrzeży Logan natrafił na kolejnego niezapowiedzianego gościa. Deadpoola, który chciał wbić na Galę, mimo że wcale nie był zaproszony. Też macie wrażenie, że tylko Logan poczuwa się do obowiązku? Weźmy na przykład na tapetę Beasta. Zamiast pomóc przyjacielowi, ten obmyśla swój genialny plan, który pomoże mu w leczeniu swojego kompleksu boga. Podczas przygód X-Force na Terra Verde (taka wyspa zamieszkana przez humanoidalne, krwiożercze rośliny) Beast pozyskał trochę obcej technologii, dzięki której teraz może kontrolować tę rasę. Teraz wpadł na pomysł, by użyć jej do zhakowania całej reszty świata, włączając w to Avengers. Takie zabawy zwykle nie kończą się dobrze i zanim plan Beasta wyszedł na jaw, jeden z gości zdążył zainfekować się wirusem, który zamienił go w człowieka-roślinę. Kontynuacja wątku znajduje się w zeszycie Wolverine #13. Tutaj Logan musi zrobić porządek z bałaganem, którego narobił Beast. To nam jasno pokazuje kierunek, w jakim ta postać zmierza i z pewnością niewiele ma wspólnego z moralnością. Kiedy już wydaje się, że kryzys zażegnany, na jaw wychodzi to, że Christian Frost (brat Emmy) został uprowadzony, a na dodatek ktoś ukradł statek Marauder, który obecnie znajduje się w okolicach Madripoor i to pod ostrzałem… Helions #12 to z kolei chwila na złapanie oddechu i odejście od ciężkich tematów. Wiecie, kogo nie było na liście gości? Większości Hellions, poza Havokiem i Psylocke! Kiedy ta dwójka udaje się na Galę, reszta grupy ma siedzieć cicho i nie sprawiać kłopotów. Wytrzymali tak trzy godziny, po czym wparowali na imprezę, jak gdyby nigdy nic. Wywiązało się kilka sprzeczek i bójek, co poskutkowało tym, że Magik teleportowała wszystkich poza teren Gali. Został tylko Havok, który wypiął się na swoją drużynę. A Sinister? Cóż, podczas X-Mieczy jeden z jego klonów poległ, ale nikt nie zaprzątał sobie tym głowy. W końcu ma tych klonów nawet nie wiadomo ile. Z tym że klon jakimś cudem przeżył wycieczkę do Innego Świata i teraz powrócił na Krakoę, co oznacza, że aktualnie liczba Sinisterów na wyspie wynosi dwa, a to nie może wróżyć nic dobrego. Pora na Excalibur #21. A jak pojawia się Excalibur, to wiadomo, że musi być też i wątek Wielkiej Brytanii. W Gali uczestniczy reprezentant UK, Reuben Brousseau, który przybył na Krakoę by oznajmić mutantom, że jego kraj oficjalnie zrywa sojusz i przestaje używać mutancich farmaceutyków (taki marvelowy Brexit). W dodatku wymaga od rodziny Braddocków, by usunęli swoją Latarnię Morską z terytorium kraju. W odpowiedzi Cicha Rada decyduje, że najlepiej będzie, jeśli Latarnia zostanie dosłownie odłączona od UK i formują nową wyspę o nazwie Wyspa Braddocków. Pojawia się też wątek magiczny. Korzystając z zawirowania politycznego, sabat manipuluje jednego z agentów do przeprowadzenia rytuału, dzięki któremu powraca potężna Morgan le Fay. Teraz kieruje się w stronę bramy Krakoi, aby przedostać się na wyspę.  New Mutants #19 to z kolei zeszyt prawie w całości przegadany. Ale zarówno starzy Nowi Mutanci, jak i nowi Nowi Mutanci mają o czym rozmawiać… Są przeprosiny, są zamiany stron, są niespełnione oczekiwania i wreszcie są też nieudolne podrywy. Magik i Karma zmuszone są nauczyć manier pewnego creepa, który wygłosił w ich kierunku kilka niestosownych uwag. Warlock snuje się smutny i ewidentnie nie może znaleźć sobie miejsca od czasu ślubu Cyphera z Bei, który spędza teraz każdą wolną chwilę ze swoją żoną. Rhane dalej nie przeprocesowała faktu, że jej syn może ciągle żyć i nie jest w nastroju do świętowania. Zdecydowała się nawet nie zakładać przygotowanej dla niej kreacji. W dodatku Gabby (Scout) przepadła bez śladu, a Wolverine cały wieczór jej szuka. W końcu natrafia na poszlakę, która przyprawia mutantkę dreszcze. Wolverine odkryła list pozostawiony przez Shadow Kinga, w którym ten przyznaje się do porwania Gabby i zamiaru stworzenia z niej swojego żołnierza. Tymczasem w X-Corp #2 bliźniaki Fenris sieją zamęt. Jedno z nich opuszcza Galę i przedostaje się do głównej siedziby X-Corp, by wykraść ich dane. Penance (Monet) rozprawia się jednak z Andreą bez najmniejszego problemu. Tymczasem Andreasa czeka spotkanie z Mastermindem i Angelem. Kiedy kwestia bliźniaków zostaje zakończona, Mastermind zrzuca swoją iluzję, ujawniając, że Warren przybrał postać Archangela. Tym samym Mastermind zapewnia sobie miejsce w zarządzie X-Corp.

Przejdźmy teraz do największej rewelacji, jaka miała miejsce podczas Gali. Pamiętamy, że po wydarzeniach z X Mieczy mutanci z Arakko przybyli na Ziemię i ponowne zjednoczenie obu wysp mogło być znowu możliwe. Krakoa jednak nie potrafiła dogadać się z Arakko, ani tym bardziej z jej mieszkańcami. Mutanci z Arakko od tysięcy lat znali tylko wojnę, co niespecjalnie pozwoliło na rozwój ich umiejętności miękkich. Rozwiązanie przyszło z czasem. Co jeśli by oddać im do zamieszkania inną planetę? Ziemia ewidentnie nie stanie się ich przystanią, ale przecież nie musimy ograniczać się do jednej planety. Do dyspozycji mamy cały kosmos i mutantów o niemalże nieograniczonych możliwościach. I tak zrodził się pomysł, aby wykorzystać umiejętności mutantów klasy omega i przeprowadzić terraformację Marsa i stworzyć nowym przybyszom miejsce tylko dla nich. Opiekę nad nowym Arakko powierzono specjalnie powołanej do tej roli regentce, Storm. Jak myślicie, jak osobom postronnym spodobał się pomysł przywłaszczenia przez mutantów Marsa i całkowita transformacja innej planety? Co na to ludzie? No i co na to Orchis, które ciągle podgląda poczynania mutantów? W zeszycie S.W.O.R.D. #6 dzieje się chyba najwięcej. Akcja rozgrywa się bezpośrednio po ogłoszeniu terraformacji Marsa i ochrzczeniu go mianem Arakko. Przez chwilę podsłuchujemy rozmowę Kapitana Ameryki z Dr Doomem, w której Kapitan wyraża lekkie rozczarowanie. Miał nadzieję, że jeśli mutanci zdecydują się na tak monumentalny krok, to podejmą go wspólnie. Doom z kolej przestrzega Rogersa i zapewnia, że gdy zajdzie taka potrzeba, ten stanie po jego stronie. Tymczasem na stacji SWORD ma miejsce spotkanie Galaktycznej Rady, podczas której Abigail Brand oficjalnie przedstawia gościom planetę Arakko. Członkowie Rady wyrażają głośne zaniepokojenie poczynaniami mutantów i dają do zrozumienia, że nie podoba im się takie użycie mocy. W rewanżu Brand wyciąga asa z rękawa i informuje swoich gości o ostatnim odkryciu mutantów. Mysterium, niezwykle rzadki i niezniszczalny metal, który skrupulatnie był magazynowany na stacji przez ostatni czas. Teraz oferuje ona Radzie możliwość podzielenia się nowym zasobem, oczywiście na własnych warunkach. W tym numerze przedstawione jest także oficjalne powierzenie Storm roli Regentki Sol, czyniąc ją międzygalaktyczną przedstawicielką naszego układu słonecznego. Jakby emocji było mało, to na deser dostajemy emocjonujące spotkanie. Magneto zaprasza Wandę na drinka. To jest pierwszy od lat moment, w którym ta dwójka znów ze sobą rozmawia. W dodatku Magneto jasno podkreśla, iż jest świadomy, że ani ona, ani Quicksilver nie są jego biologicznymi dziećmi (…no brak słów, nigdy nie pogodzę się z tą decyzją Domu Pomysłów).

W skład dwunastu zeszytów opisujących pierwszą Galę Hellfire wszedł także numer #10 X-Factor, który zamyka tę serię. A jak się żegnać, to z przytupem! Mamy tutaj domknięcia poprzednich, mniejszych wątków (tak jak np. następstwo konfrontacji Dakena i Aurory z Wildchildem, o której pisałam powyżej), ale też i tych ważniejszych jak sprawa rozwiązania zagadki śmierci Prodigy. Dodatkowo Eye-Boy dostaje upgrade sowich mocy, a Aurora i Daken decydują się na wykonanie kolejnego kroku w swojej relacji. Wydawałoby się, że wszystko zmierza w dobrym kierunku, ale nie zapominajmy, że jest to jednak X-Factor. Formacja, która została powołana po to, by rozwiązywać sprawy zagadkowych śmierci mutantów. Po co to przypominam? Otóż terraformacja Marsa nie jest jedynym następstwem Gali, z jakim będą od teraz musieli zmierzyć się mutanci. Podczas wieczoru doszło do morderstwa, a ofiarą została sama Scarlet Witch! Kto, jeśli nie X-Factor nadaje się lepiej do rozwiązania tej sprawy? I czy Wanda nie widziała się właśnie z Magneto?!

No i na sam koniec wydarzenia z Way of X #3, czyli kac po Gali. Kac szczególnie dotkliwy dla Nightclawlera, który nadal jako wzorcowy katolik nie potrafi odnaleźć się w świecie, w którym nie istnieje śmierć, a jednym z podstawowych nakazów jest „robienie więcej mutantów”. Kurt Wagner jest tutaj pisany w bardzo nietypowy sposób. Każdy fan X-Men wie, że jest katolikiem (to jest wałkowane niemal w każdym zeszycie z Nightcrawlerem. Cześć jestem Kurt i jestem wierzący”. Niemal jak w memach ze studentami prawa), ale jednocześnie jest bardzo zabawowy i otwarty. A tu nagle dostajemy niezwykle pruderyjną postać, którą nawet sama myśl o fizycznym zbliżeniu przyprawia o mdłości. Pech chciał, że natrafia on na Stacy X, która uświadamia Kurta, że najstarszy zawód na świecie na Krakoi ma się całkiem nieźle i żeby to ułatwić, to na wyspie powstało nawet specjalne miejsce, do którego można się udać, w razie potrzeby…  A dalej jest tylko gorzej. Nie tak dawno okazało się, że Legion powrócił i teraz jest na wyspie. Planuje on zasadzkę na swojego nowego rywala. Patchwork Mana, za którym czas pokaże, że czai się jeszcze większe zagrożenie. Sęk w tym, że jako przynętę potrzebuje czystych emocji i wrażeń. Na szczęście z pomocą przychodzi Pixie, która dzieli się z nim pewną historią. Otóż na Krakoi jest nowa mutantka, o imieniu Loa, która próbowała nawiązać fizyczną relację z Mercury, jednak ze względu na jej moce, okazało się to niemożliwe. Teraz Legion, niczym rycerz na białym koniu, może przyjść dziewczynom z odsieczą i pomóc im z ich drobnym kłopotem, a przy okazji będzie mógł skorzystać z ich emocji. I jest to wyegzekwowane w sposób tak zły, jak może się wydawać. Na szczęście był to już ostatni zeszyt, bo naprawdę zaczęłam się obawiać, na jakie jeszcze pomysły wpadną scenarzyści…

Podsumowując, pierwsza w nowej historii mutantów Gala Hellfire to nie tylko okazja do założenia designerskich ciuchów, ale przede wszystkim wydarzenie, które na nowo kształtuje ludzkie pojęcie o mutantach i ich możliwościach i jeszcze długo pozostanie w pamięci czytelników. Nie jest tajemnicą, że Gala spodobała się tak bardzo, że w kolejnych latach wracano do tego pomysłu i zrobiono z tego coroczną krakoańską tradycję. A jakie są następstwa tych wszystkich rewelacji? Zapraszam do lektury kolejnych części felietonu, w których dalej będziemy omawiać wydarzenia ze świata mutantów.

Z innych ciekawostek, Marvel zdecydował się także na wypuszczenie kolekcji specjalnych okładek, które na myśl przywodzą Vogue, czy też inne tytuły modowe. Oto kilka z nich:


Autorka: Diamond


Część pierwszą felietonu znajdziecie TUTAJ
Część drugą felietonu znajdziecie TUTAJ
Część trzecią felietonu znajdziecie TUTAJ
Część czwartą felietonu znajdziecie TUTAJ
Część piątą felietonu znajdziecie TUTAJ
Część szóstą felietonu znajdziecie TUTAJ
Część siódmą felietonu znajdziecie TUTAJ
Część ósmą felietonu znajdziecie TUTAJ

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 Komentarze
najstarszy
najnowszy oceniany
0
Podziel się z nami swoim komentarzem.x