Pyrkon 2026 – Relacja
Pyrkon 2026
Relacja
Od wielu lat czerwiec dla całej fantastyczno-filmowo-serialowo-komiksowo-popkulturowej społeczności stoi pod znakiem festiwalu Pyrkon. Przygotowałam się do tej relacji/recenzji i na początek mam dla Was kilka ciekawostek:
– Pyrkon organizowany jest od 2011 roku na terenie Międzynarodowych Targów Poznańskich, wcześniej była to Szkoła Podstawowa nr 21.
– Edycja z 2025 roku jest rekordowa pod względem ilości uczestników: bawiło się na niej ponad 66 700 osób.
– Sapkowski był na Pyrkonie tylko trzy razy (ostatnio w 2004 roku).
– W 2012 roku liczba uczestników wniosła ok. 6500. Rok później, dwa razy więcej, bo ok. 12 000. A kolejny rok później, znów dwa razy więcej. Tym razem ok. 24 000. W 2015 przekroczona została granica 30k uczestników, a w 2016 40k uczestników. Na liczbę powyżej 50k musieliśmy poczekać do 2019, czyli do ostatniego Pyrkonu przed pandemią. Dwie edycje zostały zawieszone, a konwent powrócił w 2022. Liczba uczestników rosła i rosła, aż w roku ubiegłym osiągnięto (jak na razie) rekord. W tym roku na Pyrkonie bawiło się nieco ponad 62 000 ludzi.
To zdecydowanie największy i najbardziej ambitny festiwal fantastyki w Polsce i chociaż ma swoje minusy, to jest niekwestionowanym liderem jeśli chodzi o tego typu imprezy w naszym kraju. Jak więc było na tegorocznej edycji? Na usta ciśnie się przede wszystkim jedno słowo – GORĄCO!!! Pyrkon był kiedyś organizowany w marcu, później w kwietniu, w maju (sama uczestniczyłam w edycji majowej), aż wreszcie termin ustalono na czerwiec i jak na razie nie widać chęci do jego przełożenia. W ciągu ostatnich lat obserwujemy coraz wyższe temperatury, a przede wszystkim czerwiec bywa dosyć ekstremalny. Temperatura daje mocno w kość nie tylko cosplayerom okutym w pianki, zbroje, ciężkie materiały i peruki, ale także i pozostałym uczestnikom, ponieważ zwykłe przejście pomiędzy budynkami MTP w takim skwarze to nie lada wyzwanie (uwaga, suchar – cała ta strefa, czyli Plac Marka została adekwatnie nazwana SEKTOREM OGNIA XD). Szczególnie że teren ten to wielki betonowy plac bez śladu cienia. Skoro już o upale mowa, to zacznijmy od minusów! Przede wszystkim wspomniany brak cienia. Co roku jest dosłownie to samo. Na terenie pomiędzy halami rozłożone są różne stanowiska, sceny z widownią, pomnik Wielkiego Ananasa, jednak te atrakcje nie zachęcają, gdy z nieba leje się żar i jedyne o czym się marzy, to schować się do cienia. Dodatkowo kolejka. Ja wiem, że kolejkon jest już równie legendarny, co sam Pyrkon, ale naprawdę szkoda mi było ludzi stojących godzinami na tym skwarze. Kolejki były też wewnątrz samego Pyrkonu, ponieważ organizatorzy w tym roku wprowadzili zmiany. Między innymi Pyrpassy i kolejkę do autografów. Obie te rzeczy spotkały się z ogromną krytyką ze strony uczestników i wcale mnie to nie dziwi. Wyobraźcie sobie, że najpierw toczycie nierówną walkę z serwerem eBilet o zakup biletu na Pyrkon (a przypominam, że od niedawna pule biletów są mocno ograniczone), następnie jeszcze bardziej nierówną walkę z jeszcze bardziej przeciążonym serwerem eBilet o rejestrację na punkty programu (a miejsca na te najbardziej oblegane znikają dosłownie w minutę), a jeśli to się nie udało, to już na miejscu z biletem idziecie do kolejnej kolejki, by wymienić swój token na Pyrpass, który umożliwi wam udział w jakimś danym punkcie. O ile dotrwacie, bo kolejki po Pyrpassy były (a jak!) na zewnątrz. Podobnie z autografami. W tym roku autografy rozdawane były w tzw. Czteropaku. W jednej z hal wydzielona została specjalna strefa, w której zbudowano (chyba) 7 stanowisk dla gości rozdających autografy. Kolejka do autografów zorganizowana została jednak… (tak, zgadliście) także na zewnątrz! W dodatku jedna! Dopiero po odstaniu swojego i zeskanowaniu tokena kierowani byliście do odpowiedniego stanowiska i jeśli, jak ja, czekaliście do kogoś mniej obleganego, to bez stresu wchodziliście do środka i ustawialiście się już we właściwej kolejce. Natomiast jeśli zależało wam na kimś bardziej znanym, to krzyżyk na drogę. Cóż, kolejkowanie weszło Polakom mocno w krew. Ale, cytując klasyka, niech te minusy nie przysłonią nam plusów! Kończę więc narzekanie i przechodzimy do rzeczy bardziej przyjemnych.
W piątek paradowałam po Pyrkonie jako Polaris z X-Men. Standardowo, osoby które rozpoznały postać można było liczyć na palcach jednej ręki (ach, gdybym tylko dostawała przysłowiowego dolara za każdym razem, gdy ktoś nazwie mnie Zieloną Wandą…). Wybór stroju był nieprzypadkowy. Zawsze staram się wcielić w jakąś postać związaną z Marvelem przynajmniej w jeden dzień, a w tym roku zależało mi na tym szczególnie, ponieważ jednym z gości Pyrkonu był Kieron Gillen – gość odpowiedzialny za scenariusz Grzechów Sinistera oraz Nieśmiertelnych X-Men. Odczekałam więc swoje w kolejce, a Kieron podpisał mój egzemplarz Grzechów Sinistera (nawet narysował małego Sinistera od siebie!) i pochwalił mój strój. Dzień zrobiony! Poza kolejkowainem, w piątek wybrałam się także na warsztaty plecenia wianków prowadzone przez Zespół Pieśni i Tańca ŁANY, który odpowiedzialny był także za późniejsze wydarzenia związane z Nocą Kupały – miało być puszczanie wianków na wodzie i koncert, a skończyło się odwołaniem wszystkich atrakcji ze względu na potężną burzę, która wieczorem nawiedziła Poznań. Szkoda mi było dziewczyn z Zespołu, które były tak zaangażowane w to wydarzenie. Sobota to czas Władcy Pierścieni. Specjalnie na Pyrkon przygotowałam cosplay Legolasa. Strój jednak okazał się nienajlepszym wyborem ze względu na nieznośne temperatury i o godz. 18 byłam już z powrotem przebrana w cywilne ciuchy. W niedzielę natomiast wraz ze swoją przyjaciółką całkowicie zrezygnowałyśmy z przebierania się – upał był naprawdę ogromny i nie tylko my postanowiłyśmy odpuścić cosplaye w ostatnim dniu konwentu. Czy organizatorzy mogą coś z tym zrobić? Historia Pyrkonu pokazuje, że termin nie jest żelazny i w przeszłości był mocno przenoszony. Rozumiem, że data kolejnych konwentów zależy w całości od dostępności MTP, ale Pyrkon jest tak dużą imprezą, że powinien mieć pierwszeństwo w grafiku. Byłoby o wiele, wiele lepiej, gdyby impreza mogła odbywać się znów w maju.
W tym roku szczególnie na plus wyróżniły się wioski w Pawilonie 3. Ja na ten przykład świetnie bawiłam się na wiosce Simowej, Fornost, w Wiedźmińskim Kasztelu i w Karczmie Pyrkonowej. Wioski pokazały naprawdę wysoki poziom i mega ogromną różnorodność. Pawilon 3A zdominowany był przez Arenę i Strefy Korei, a na Antresoli zorganizowana była imponująca wystawa puzzli. Pawilony 5 i 5A to, tradycyjnie, Kraina Wystawców. A u Wystawców można znaleźć wszystko – od fantastycznych ubrań nakryć głowy, przez biżuterię, rysunki, kubki, breloki i naklejki, aż do mieczy, figurek, książek i komiksów. Znalazło się nawet miejsce dla Kuźni! Przechodzimy do Pawilonu 6AB, czyli do Krainy Gier planszowych, karcianych i bitewnych. Dalej do 6C, czyli tzw. strefy gamingowej. Tam swoje stoiska miała m. in. Bethesda, czy CDPR. Nie zabrakło też ogromnej wystawy DOOMa, gdzie można było pograć we wszystkie części sagi. A na stoisku Rebel Wolves odbywała się huczna promocja gry Blood of Dawnwalker, której premiera zaplanowana jest na wrzesień. No i przechodzimy wreszcie do uwielbianego przez wszystkich cosplayerów Czteropaku, czyli zbitki hal 7, 7A, 8 i 8A. Siódemka w całości poświęcona była tematyce azjatyckiej, gdzie zorganizowane były różne wystawy tematyczne, można było uczestniczyć w degustacji nietypowych herbat i posłuchać klimatycznej muzyki. 7A to raj cosplayerów.
To właśnie tam jest scena, na której organizowane są otwarte pokazy cosplay (można po prostu wejść na scenę i przekonać się na własnej skórze, jak to jest) i konkursy na projekty własne. Ten rok był wyjątkowy także tutaj. Po raz pierwszy Pyrkon utworzył konkurs na najlepsze zdjęcie cosplayowe. Kategorii i zwycięzców było kilka, ale grand prix było tylko jedno i zdobył je Michał Rottau za zdjęcie Lynx Den wcielającej się w Ciri z Wiedźmina 4. Zdjęcie naprawdę zasłużyło na wyróżnienie! Mam nadzieję, że ten konkurs powróci do nas także w kolejnych edycjach Pyrkonu. W hali 7A tradycyjnie urzęduje też tzw. Cospital, czyli miejsce, gdzie można podreperować swój strój, a także strefa Meet&Greet, w której można spotkać swoich ulubionych cosplayerów, zbić z nimi piątkę i zgarnąć printa. Pawilon 8 to królestwo klocków i nie chodzi o samo LEGO. Tutaj możemy przekonać się, że z klocków da się zbudować dosłownie wszystko, a ogranicza nas jedynie wyobraźnia. Wystawy były niesamowite, a podziwianie tej misternej pracy wszystkich układających zajmowało minimum parę godzin. W tej strefie można było także wziąć udział w klockowych warsztatach. No i wreszcie pawilon 8A, czyli strefa Star Wars. Tutaj można podziwiać piękne stroje Amidali, oglądać całą kolekcję hełmów ze świata Star Wars, zrobić sobie fotkę z modelami statków i droidów i spotkać innych fanów Gwiezdnych Wojen. W Pawilonie 4 funkcjonowała Strefa Gastro. A w PCC odbywała się większość koncertów (w Sali Ziemi) oraz prelekcji. To tutaj znajdowały się sale literackie, sala naukowa, sala komiksowa i popkulturowa oraz aule, gdzie zaproszeni goście mogli opowiadać swoje historie. Ja sama w tym roku wzięłam udział w czterech prelekcjach; Poland CAN into space (czyli o tym, że Polaki to nie ziemniaki i na arenie kosmicznej radzimy sobie całkiem nieźle), Jak tematy muzyczne budują świat Władcy Pierścieni i Polski Wiedźmin i jego muzyka (obie prowadzone przez tego samego zwariowanego Franka Witkowskiego, który dosłownie żyje muzyką i naprawdę z przyjemnością wysłuchałam jego przemyśleń na temat muzyki zarówno w Lotrze, jak i Wiedźminie), a także Jak zajrzeć do początku czasu (czyli krótko mówiąc, z sentymentu do czasów studenckich, poszłam sobie na wykład z fizyki). Prelegenci na Pyrkonie to prawdziwi pasjonaci, a ich prezentacje absolutnie w niczym nie przypominają tych nudnych prezentacji znanych ze szkoły, czy studiów.
Nie sposób też nie poruszyć kwestii burzy, jaka rozpętała się wokół Pyrkonu w związku z wprowadzeniem nowego regulaminu. Regulamin ten zabraniał wnoszenia na teren imprezy broni imitującej broń prawdziwą, ostrych przedmiotów (krawędź o min. grubości pięciozłotówki) oraz ubierania się w mundury nawiązujące do prawdziwych mundurów wojennych i służb specjalnych. Specjaliści z internetu wróżyli tym samym koniec Pyrkonu i upadek dosłownie wszystkiego. Tymczasem liczba uczestników zmalała zaledwie o ok. 4 000 względem poprzedniej edycji, a ludzie poprzebierani byli naprawdę różnorodnie i nie dało się odczuć tych strasznych zmian, a przynajmniej ja tego nie zauważyłam.
Może i pod względem liczby uczestników ten Pyrkon nie był rekordowy, ale zdecydowanie zalicza się do tych bardzej udanych. Pod względem pogodowym data nie jest najbardziej szczęśliwa, to fakt, szczególnie dla cosplayerów, dla których taki konwent to wspaniała okazja, by pochwalić się strojem, nad którym spędzili tyle czasu, jednak pogody się nie przewidzi. Dosłownie tydzień przed Pyrkonem mieliśmy 16 stopni i deszcz. Tak to się żyje w tej Polsce. Warto też zauważyć, że Pyrkon nie pozostaje ślepy na potrzeby i od jakiegoś czasu zapewnione są beczkowozy z wodą pitną. I tak, wiem o tym przypale z piątku, kiedy woda skończyła się w połowie dnia, ale i tak, plus za chęci. Poza tym rozstawiono więcej pryszniców wodnych na Placu Marka, żeby można było się ochłodzić.
Czy Pyrkon staje się skomercjalizowanym festiwalem dla rodzin z dziećmi? Trudno powiedzieć. Na pewno organizacja imprezy na kilkadziesiąt tysięcy ludzi, wśród których zawsze były osoby małoletnie, jest ogromnym wyzwaniem i niestety niesie to za sobą konieczność dostosowania profilu wydarzenia pod większą publikę. Wszystkim się nie dogodzi, ale to jest oczywiste, że inaczej będzie wyglądał lokalny konwent anime dla powiedzmy, 500-1000 uczestników, a inaczej taka masowa impreza i trzeba się z tym po prostu pogodzić. Z drugiej strony, jeśli coś jest dla każdego, to jest też dla nikogo. Czy można tak powiedzieć o Pyrkonie? Moim zdaniem zdecydowanie nie. Mimo ciągle rosnącej liczby uczestników, program jest na tyle bogaty, że nawet te niszowe fandomy znajdą coś dla siebie. Poza tym, dla osób w moim wieku (których rok urodzenia rozpoczyna się jeszcze od 19…) to wspaniała okazja do spotkania wielu znajomych, którzy mają podobną zajawkę. Wszyscy wiemy, jak trudno jest umówić się z kimś mając 30+ lat. Można narzekać, że kiedyś to było, a teraz to nie ma i marudzić, że Pyrkon stracił swój klimat, ale po co? Frekwencja mówi sama za siebie. Pyrkon ciągle rośnie i to nie jest jego ostatnie słowo!
To co, z kim widzę się za rok?
Autorka: Diamond
Wszystkie fotografie wykorzystane w artykule zostały wykonane przez autorkę tekstu. Przysługują jej do nich pełne prawa autorskie.

















