„Avengers: Armageddon” #1 (2026) – Recenzja
Avengers: Armageddon #1 (2026)
Armagedon
Jak bardzo myliłem się mając Diabelski rządy za najgorszy komiks Zdarsky’ego. Niestety. Nadal tamten event jest beznadziejny, żałosny i żenujący, pozbawiony grama inwencji i psujący wszystkie fajne postacie, które się w nim pojawiły, ale Avengers: Armageddon jest jeszcze gorszy. Jedno muszę temu zeszytowi oddać – to prawdziwy Armagedon. Niestety nie taki, jakiego chciał twórca.
Red Hulk’s devastating tear across the globe must be stopped… but it will take a colossal gathering of Earth’s Mightiest Heroes to do it! Calling in the Avengers, the Fantastic Four, Wolverine and more… but who will survive this super-powered cataclysm?!
There will be a pre-Armageddon Marvel Universe and a post-Armageddon Marvel Universe. Be here to bear witness to the transformation.
Co jest w tym komiksie dobre? Zacznę od tego, bo tego jest najmniej. I są to rysunki. Tyle. Udające nieco kreskę Steve’a McNivena nie mają co prawda jego wdzięczności i dopracowania, ale dają radę i ładnie to to wypada. Niestety na nic więcej liczyć nie możecie, bo cała reszta tej opowieści sięga niestety dna.
Kiedyś myślałem, że Zdarsky umie, jeśli odtwarza cudze motywy. Dlatego właśnie wyszedł mu Spider-Man: Historia życia. Niestety to był jeden, jedyny przypadek, kiedy coś w tym komiksowie mu wyszło, a przynajmniej jedyny, który czytałem. To, z czym jednak miałem do czynienia, to były opowieści wtórne, złożone z samych schematów i kopiowanych motywów, zaludnione kiepskimi postaciami i jeszcze gorzej poprowadzoną akcją, w której nie ciekawiło mnie zupełnie nic. Tu jest tak samo, tylko gorzej.
Event ten Zdarsky buduje nie tylko na wtórnym motywie, ale i na bzdurnym pomyśle napędzanym jeszcze bardziej idiotyczną motywacją. To, dlaczego główny zły robi to, co robi jest pozbawione logiki i sensu. I żenująco śmieszne. Osadza to w fabule, która w zasadzie nie istnieje i można ją streścić w jednym, nawet niezbyt wielokrotnie złożonym zdaniu. Można by to zwalić na podbudowę, zarysowanie akcji, ale gdzie tam. Te elementy są frazesami bez znaczenia, a wprowadzać nie ma w co nawet.
Reszta to nieśmieszny żart. Armagedon, zagłada, ale jakościowa. Od strony literackiej toporna i pusta. Szkoda czasu, oczu, pieniędzy. Marvel z każdym tygodniem pogrąża się coraz bardziej.
Autor: WKP





