KomiksyTeksty

„Przeznaczenie X: Wolverine” (Tom 2) – Recenzja

Przeznaczenie X: Wolverine (Tom 2)

Czy całkiem zdziczały Rosomak na uwięzi na pewno jest tym, czego mutanci potrzebują? W tym miesiącu, dzięki uprzejmości Wydawnictwa Egmont, miałem możliwość zapoznać się z drugim tomem komiksu Przeznaczenie X: Wolverine. Wcześniej recenzowałem tom pierwszy, który, jak pamiętacie, był okej, ale miał parę drobnych mankamentów związanych z tym, że nie do końca był o tej postaci, co trzeba, tylko o duecie Deadpool i Wolverine. Tym razem ten błąd nie został powielony i bardzo dobrze. Co prawda w tej części Rosomak został zdradzony przez swoich, ubezwłasnowolniony i sprowadzony do roli tresowanego dzikiego zwierzęcia wykonującego rozkazy, ale skupiamy się tutaj na Loganie i na tym, jakby wyglądał, gdyby dosłownie stał się zwierzęciem.


Drugi tom przygód Wolverine’a z okresu „Przeznaczenia X”.

Ta zdrada zmieni wszystko! Wolverine jest najlepszą bronią Krakoi – nieważne, czy gra akurat w obronie czy w ataku, czy szuka najlepszej whiskey w okolicy. To jednak nie znaczy, że zawsze robi dokładnie to, co mu się każe! Ostatnio zalazł za skórę pewnemu genialnemu mutantowi, który postanowił dać mu nauczkę. Jaki jest jednak prawdziwy cel tej lekcji? Dlaczego ten nowy wróg próbuje obudzić w Loganie dziką bestię? Jaką rolę odegra niesławna Jama, do której trafiali dotąd tylko najgroźniejsi wygnańcy z Krakoi? I czy podwójna natura Wolverine’a pomoże mu zachować człowieczeństwo… czy w końcu doprowadzi go do upadku?

Scenariusz tego tomu napisał Benjamin Percy, znany między innymi z komiksów „Green Arrow”, „Nastoletni Tytani” czy „Wolverine. Długa noc”. Rysunki stworzył Juan José Ryp („Black Summer”, „Punisher Max”).

Album zawiera materiały opublikowane pierwotnie w zeszytach „Wolverine” #26–30 i należy do cyklu „Przeznaczenie X”. Ukazujące się w nim komiksy kontynuują wątki ze „Świtu X” i z „Rządów X”.


 

Tak jak napisałem we wstępie, na szczęście w tej części akcja skupia się na postaci Wolverine’a, a dokładnie na tym, jak został wprowadzony w pułapkę, zdradzony przez swojego człowieka, zniewolony i sprowadzony do roli pitbulla na smyczy, trenowanego do walki. Widzimy, jak po chwili posłuszności Logan zaczyna kwestionować to, do czego go zmuszają i za kogo wszyscy chcieliby go uważać, a następnie zaczyna walczyć o swoją wolność.

Klimat drugiego domu Przeznaczenie X: Wolverine to na pierwszy rzut oka superbohaterski akcyjniak, ale kiedy rozłożymy go na czynniki pierwsze, okazuje się, że jest to bardzo dobry thriller, trzymający nas przy tym komiksie w napięciu, a dodatkowo znajdziemy tutaj niezły ładunek psychologiczny. Mamy bowiem mentalną walkę protagonisty. Najpierw o to, czy to, co robi, jest na pewno właściwe, a następnie o to, by wyzwolić się spod kontroli. Sytuacja ta bardzo obrazowo pokazuje, że Rosomak mimo wszystko nie jest zwierzęciem, jak przyjęło się go nazywać. Ma swoje zasady, a na koniec, jak się okazuje, inni są pod pewnymi względami większymi bestiami niż on sam.

W komiksie tym przekonujemy się także, że mimo iż Logan jest outsiderem i najlepiej pracuje mu się solo, to inni mutanci mimo wszystko zauważają jego nieobecność i przejmują się tym, gdzie się znajduje i co się z nim dzieje, kiedy znika w niewyjaśnionych okolicznościach. Scenarzyści pokazali nam też, może tylko jako taką wstawkę, ale zawsze, jak bardzo mutantom brakuje Rosomaka na różnych akcjach.

Jeżeli chodzi o scenariusz, to jest on bardzo dobrze skrojony pod Wolverine’a. Akcja jest szybka i zwięzła, bez zbędnych zahamowań, ale jednocześnie nie pędzi na łeb, na szyję, co mogłoby powodować trudności z połapaniem się i wywoływać w głowie pytanie: „Co tu się właściwie odstawiło?!”. Klimat jest mroczny i surowy, co świetnie wprowadza w nastrój zdrady i dzikości. Jednocześnie aspekt psychologiczny całej historii jest na tyle subtelny, żeby nie psuć dzikości bohatera, a zarazem odpowiednio wyraźny, żebyśmy widzieli wewnętrzną walkę głównego bohatera, jak również emocje towarzyszące innym mutantom.

Benjamin Percy odrobił lekcję z pierwszej części przygód Logana, wiedział, co chce zrobić i co chce pokazać, i zrobił to w pięknym stylu.


Cóż, jeśli chodzi o rysunki, to jak już się utarło, nie mam do nich zastrzeżeń. Juan José Ryp wykonał świetną robotę, nadając grafikom odpowiedni dla Wolverina charakter, godny tej postaci, a także sprostał wyzwaniu, jakie rzucił mu Percy. Dopełnił scenariusz odpowiednią kreską i kolorystyką. Jeśli chodzi o kreskę, to oczywiście jest ona ostra i drapieżna, podkreślająca dzikość Rosomaka i nadająca dosadności scenariuszowi, natomiast kolory nadają idealny ton całemu klimatowi. Ciemne i zimne barwy świetnie współgrają z cieniowaniem, dzięki czemu mroczność wchodzi na wyższy level i komiks aż nią bije.


Okładka komiksu jest miękka, ale porządnie sklejona, dzięki czemu strony nie zaczynają wypadać po paru przekartkowaniach komiksu. Posiada też skrzydełka, które świetnie sprawdzają się jako zakładka, więc nie musimy martwić się o to, by mieć jakąś przy sobie. Papier jest śliski, ale nie na tyle, aby ciężko było złapać stronę, i dość gruby, co pomaga w spokojnym kartkowaniu zeszytu. Wydanie nie jest bardzo grube, więc wystarczy przysiąść raz, a porządnie, by pochłonąć komiks w całości. Ale jeżeli nie mamy do dyspozycji całego wieczora i potrzebujemy zabrać go ze sobą do szkoły, pracy lub chociażby w podróż, to pozycja jest na tyle lekka, że nie nabawimy się przez nią bólu pleców.

Jeżeli chodzi o wydruk, to jest bardzo wyraźny i nic się nie zlewa. Rozłożenie kadrów jest przemyślane, a wszystkie te, które potrzebują podwójnej strony, są umiejscowione tak, aby można było je sobie swobodnie pooglądać. Części opowieści są odpowiednio przedzielone, no i mamy sporą ilość dodatkowych informacji, listów, raportów i alternatywnych okładek, także Egmont wykonał kawał dobrej roboty.


Jeśli czekaliście na dobry i wciągający komiks o Rosomaku, to jest to właśnie pozycja, na którą czekaliście. Czyta się ją szybko i wciąga bez reszty. Możecie być pewni, że ta historia niezbyt szybko wypadnie Wam z głowy i nieraz przyłapiecie się na tym, że o niej rozmyślacie, a także nad jej przekazem. Jak dla mnie jest to jeden z lepszych komiksów Marvela, z jakimi miałem ostatnio do czynienia.

Co prawda historia ta kontynuuje zarówno wątki tego, co dzieje się w Świt X, jak i w Rządach X, a do tego jest drugim tomem o Wolverine’ie w cyklu Przeznaczenie X, ale jak dla mnie jest to na tyle osobna historia, na ile się da, by bez problemu można było po nią sięgnąć bez zapoznawania się z powyższymi tytułami. Oczywiście jak najbardziej zachęcam do przeczytania reszty, gdyż razem dopełniają się i tworzą konkretną historię Logana, ale przypadkowy czytelnik nie będzie się czuł do niczego zmuszany i nie odniesie wrażenia, że coś stracił.

Ode mnie to tyle. Mam nadzieję, że wyczerpująco i bez zbytniego spoilerowania przekazałem swoją opinię na temat tego komiksu. Jest to pozycja, z którą naprawdę warto się zapoznać (zarówno dla nowych czytelników, jak i starych fanów), ale oczywiście decyzję o kupnie pozostawiam Wam.

Tyle ode mnie. Enjoy.


Autor: DD


Egzemplarz recenzencki otrzymaliśmy dzięki uprzejmości Egmont Polska. Jeśli recenzja przekonała Was do zakupu – opisywany tom/serię możecie nabyć tutaj.

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 Komentarze
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
0
Podziel się z nami swoim komentarzem.x