„Avengers: Zmierzch” – Recenzja
Avengers: Zmierzch
Komiks Avengers: Zmierzch z cyklu Marvel Deluxe to produkt z wyższej półki… cenowej. Niestety nie jakościowej. To niezwykle prostolinijne spojrzenie na obecną sytuację w Stanach Zjednoczonych i historia, czy raczej fantazja, skierowana do mas. Być może na mój odbiór tego dzieła wpływa fakt, że niedawno nadrobiłem pierwszy sezon serialu Daredevil: Odrodzenie, który odnosi się do prezydentury Donalda Trumpa w nieporównywalnie bardziej umiejętny sposób, ale sądzę, że nawet bez tego byłbym omawianym dziś komiksem zwyczajnie rozczarowany… Zastanówmy się więc nad tym, dlaczego najnowsza komiksowa historia o Avengers nie działa i dlaczego Chip Zdarsky ponownie mnie rozczarował.
W nowym wspaniałym świecie po Kapitanie Ameryce zostało tylko wspomnienie. Steve Rogers – człowiek, który dawniej nosił to imię – nadal jednak żyje… a raczej dryfuje bez celu w odmienionej Ameryce, w której wolność jest starannie wyreżyserowaną iluzją, a najpotężniejsi ziemscy bohaterowie stali się dla siebie obcy. Czy jednak amerykański sen naprawdę się rozwiał czy został tylko wypaczony?
U progu nowego roku Steve odkrywa prawdę ukrytą za fasadą idealnego społeczeństwa. Czas ucieka; z każdą godziną Ameryka chyli się ku upadkowi. Żeby ją uratować, Rogers musi ostatni raz zebrać Avengers. Czy ktokolwiek odważy się stanąć u jego boku? Czy legenda Kapitana Ameryki wystarczy, by rozpalić iskrę buntu w świecie, który bardziej niż tyranii obawia się… wolności?
Scenariusz tego albumu napisał Chip Zdarsky, laureat aż pięciu Nagród Eisnera i autor takich komiksów jak „Batman”, „Daredevil”, „Sex Criminals” i „Spider-Man. Historia życia”. Rysunki stworzył Daniel Acuña („Avengers”, „Uncanny Avengers”). Album zawiera materiały opublikowane pierwotnie w zeszytach „Avengers: Twilight” #1–6.
Pamiętacie film Bękarty Wojny w reżyserii Quentina Tarantino? Spróbujcie wyobrazić sobie osobę, która nigdy tego filmu nie widziała, a przed momentem po raz pierwszy w życiu przeczytała opis jego fabuły. Jaka wizja pojawia się w głowie takiej osoby? Krwawy chaos, polowanie na nazistów dla zabawy, zero głębi i brutalność jako główne źródło rozrywki. Właśnie czymś takim jest Avengers: Zmierzch – oczywiście w mniej krwawej i bardziej superbohaterskiej wersji.
Chip Zdarsky wziął w ręce klasyczną 3-aktową strukturę opowiadania historii, lecz w drodze do biura gdzieś upuścił drugi akt, a kiedy już się zorientował, że coś jest nie tak, uznał, że może ludzie nie zauważą… Ja zauważyłem. Początkowe zarysowanie widzowi zastanej sytuacji i rozstawienie pionków na planszy to bardziej wstęp niż pierwszy akt. Po intrygującym wstępie emerytowany Steve Rogers przechodzi do pierwszych praktycznych działań, w trakcie których stopniowo zbiera drużynę starych znajomych, a bardzo niedługo później główny antagonista postanawia nagle wyjść z ukrycia i rozpoczyna się wielka scena akcji, pełniąca funkcję trzeciego aktu. Całe zagrożenie jest przedstawione w banalnie prosty i przyspieszony sposób, brakuje tu pochylenia się nad jego genezą, głębia postaci nie istnieje, relacje między postaciami są maksymalnie uproszczone, a sceny walki potwornie chaotyczne i niesatysfakcjonujące. Zdarsky nie poświęca ani chwili na przedstawienie nam perspektywy przeciętnego Amerykanina, która jest w tym całym bałaganie najciekawsza, a na dodatek nie rekompensuje tego braku niczym wartościowym. Muszę docenić pewne drobne elementy tej historii, takie jak zaznaczenie mechanizmów działania tłumu i propagandy w niektórych dialogach, ale to jedynie zarysy czegoś, na czym Chip powinien się w tej historii skupić. Jako dodatkowy irytujący aspekt dodam, że cała historia sprowadza się właściwie do zdania „stare dziady muszą się znowu zebrać do walki, bo nikt inny nie widzi nawet problemu”, a omówienie odpowiedzialności głównych bohaterów za dopuszczenie do aktualnej sytuacji jest szczątkowe i właściwie łatwo byłoby je przeoczyć.
O pracy Daniela Acuny nie mam w tym przypadku zbyt wiele do powiedzenia, bowiem Avengers: Zmierzch pod kątem wizualnym prezentuje się trochę jak typowy film Marvela – na początku jest ciekawie, niekiedy oryginalnie, okazjonalnie zachwycająco, ale im dalej w las, tym bardziej staje się to wszystko nieciekawe i potwornie monotonne, a na koniec zostaje głównie ciemnoszare tło.
Podsumowując, Avengers: Zmierzch to najnowsze komiksowe rozczarowanie w wersji Deluxe. Nie jest to jakiś absolutnie tragiczny tom, można znaleźć w nim pewne pozytywny i parę ciekawych pomysłów, ale to zdecydowanie za mało. W cenie 119,99 zł serdecznie nie polecam.
Autor: JJ

Egzemplarz recenzencki otrzymaliśmy dzięki uprzejmości Egmont Polska. Jeśli recenzja przekonała Was do zakupu – opisywany tom/serię możecie nabyć tutaj.




