KomiksyTeksty

„Daredevil” #1 (2026) – Recenzja

Daredevil #1 (2026)
Wysilony Daredevil

Nowy Daredevil to komiks, który bardziej, niż znaleźć balans pomiędzy kontynuacją losów śmiałka i nowym otwarciem, stara się udowodnić, że jest komiksem tak daredevilowskim, jak to tylko możliwe. Scenarzystka dwoi się i troi, żeby osiągnąć ten efekt, a choć czasem jej się udaje, częściej czuć to właśnie wysilenie. Choć i tak to całkiem niezły komiks i zmazuje nieco niesmaku po słabym runie Ahmeda.


YOU CAN BURY THE BODIES, BUT NEVER THE GHOSTS!

Hell’s Kitchen is full of secrets — but no secret stays buried for long! As a fearsome new super villain named OMEN has targeted MATT MURDOCK, it will be his alter-ego DAREDEVIL who takes the hits! BUT BEWARE! This mysterious new player isn’t all that they appear — a secret Daredevil will have to learn quickly as he scrambles to settle into a life and status-quo we’ve NEVER SEEN HIM IN BEFORE! Look alive, Marvelites, an all-new and unprecedented era of DAREDEVIL starts right here!


Był taki czas, kiedy Daredevila czytałem pasjami. Miałem wszystko, co wyszło po polsku, sięgałem dalej, odkrywałem klasykę i co nowe, zachwycałem się runem Millera, Bendisa i im podobnych, dałem się uwieść onirycznej wizji Ann Nocenti itp. itd. No jakoś wchodziła mi ta postać, ten klimat miejskiej legendy i brudnych zaułków, gdzie supermoce nie mają znaczenia: liczy się umiejętności, tak te DD, jak i Matta Murdocka. A potem jakoś odpuszczałem coraz bardziej, coraz mniej mnie to kupowało. Wracałem co raz, kiedy jakiś nowy twórca zabierał się za serię, przez chwilę nawet się nieźle bawiłem, ale szybko okazywało się, że nie warto. Miałem tak z runem Zdasrky’ego, który zaczynał się dość obiecująco, ale szybko okazało się, że gość nie czuje postaci – a Elektry zwłaszcza – a kiedy zaczął partaczyć robotę dając nam beznadziejne Diabelskie rządy, wysiadłem. Spróbowałem potem runu Ahmeda, ale choć pierwszy zeszyt był obiecujący, drewniane pisarstwo tego gościa i jego kiepskie prowadzenie akcji popsuły wszystko.

A teraz na scenę wkracza Philips i chociaż nadal nie jestem przekonany, jest lepiej. Scenarzystka stara się, jak może, niestety trochę za bardzo. Opowieść jest wysilona, nie płynie tak, jakbym tego chciał, nie ma tu nic, co by porywało czy urzekało, ale też i nie nudzi. Czyta się to dobrze, szybko, lekko, chociaż są momenty, gdzie zbędne dialogi przytłaczają całą resztę, która powinna z nimi współgrać (acz jest i jeden moment, gdzie samo pisarstwo też gra). Jest też klimat, niezłe trzymanie się tego, co bliskie ziemi i zaułków. Widać, że Philips chce stworzyć takiego Daredevila, jakiego wszyscy kochali przed laty, a nie robić to po swojemu. Nie ma umiejętności, by ten efekt uzyskać, ale mam nadzieję, że wykorzysta szansę nieco lepiej i rozkręci się w dalszych numerach. Graficznie co prawda super nie jest, ale tragedii też nie ma – ot typowa robota jakich wiele.

W skrócie: można. I można mieć nadzieję, że będzie z tego coś niezłego. Czy tak się stanie? Nie wiem. Jeśli ten zeszyt pokazuje, co seria ma najlepszego do zaaferowania, to dalej nie będzie warto. Ale jeśli się rozkręci, możemy mieć nieco frajdy. Czas pokaże, na razie jednak jestem nawet na tak.


Autor: WKP

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 Komentarze
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
0
Podziel się z nami swoim komentarzem.x