Fantasy & Magic Con (2026) – Relacja
Fantasy & Magic Con (2026)
Relacja
W weekend 11.07–12.07 uczestniczyłem w warszawskim konwencie popkulturowym Fantasy & Magic Con. Konwent, czy raczej festiwal, ten miał w tym roku swój debiut i jak każdy „świeżak” miał swoje problemy, jednak jak dla mnie, w ogólnym rozrachunku, impreza była świetna i naprawdę udana. Dlaczego tak uważam? Sprawdźcie sami. Poniżej kilka słów ode mnie.
Cóż, zacznijmy od początku i na pierwszy ogień weźmy lokalizację. Warszawski konwent odbywał się na Torze Służewiec, czyli znanym torze wyścigów konnych w Warszawie. Jak dla mnie był to strzał w dziesiątkę. Miejsce znane i łatwo dostępne. Można było tam dojechać zarówno autobusem, jak i tramwajem, a z przystanków szybko dało się dojść na miejsce. Ja byłem z całą rodzinką, więc przyjechaliśmy samochodem, co w przypadku moich wcześniejszych konwentów sprawiało niemałe problemy, bo trzeba było szukać miejsc parkingowych. Tutaj natomiast mieliśmy ogromny parking, pozwalający na swobodne parkowanie.
Kolejnym plusem lokalizacji, i to bardzo odświeżającym oraz ułatwiającym życie, było to, że Magic Con odbywał się w jednej lokacji, w obrębie jednego kompleksu budynków. Było to mega-plusem, szczególnie że pogoda nie dopisała i aby zdążyć na cokolwiek, nie trzeba było robić 20-minutowych spacerów przez miasto, żeby trafić na interesujący nas wykład, pogadankę czy po to, aby odwiedzić jakąś wioskę. Wystarczyło w moment zmienić budynek i byliśmy na miejscu.
Przed imprezą organizacyjnie wszystko było w porządku. Strona poświęcona konwentowi posiadała wszystkie informacje potrzebne, aby swobodnie skorzystać z wydarzenia. Znaleźliśmy tam mapę, gości specjalnych całego wydarzenia, rozkład pogadanek i wszystkie inne niezbędne informacje. Dodatkowo pojawiły się tam hotele współpracujące z Magic Conem, które udzielały zniżki na pobyt. Co więcej, zarówno na stronie, jak i na facebookowym fanpage’u regularnie aktualizowano informacje i podawano wszystkie newsy związane z wydarzeniem.
Jednak już na miejscu dało się odczuć, że konwent odbywa się pierwszy raz i organizatorzy nie do końca wiedzą, jak nad tym wszystkim zapanować. Czemu? Otóż z relacji znajomych wiem, że na samym rozpoczęciu na kupno biletów i wejście trzeba było czekać aż 2 godziny, co przy aktualnej pogodzie nie było niczym przyjemnym. Sam byłem troszkę później niż na samo otwarcie i akurat wtedy już można było dostać się swobodnie na teren eventu.
Kolejnym problemem było to, że mimo iż mapka znajdowała się zarówno na stronie wydarzenia, jak i przy samym wejściu głównym, to same miejsca nie były dobrze oznaczone. Trzeba było się nieźle nachodzić i napytać, aby trafić do odpowiedniej strefy czy sali na prelekcję. Nie zawsze kończyło się to sukcesem, jak w moim przypadku, gdzie koniec końców raz i tak trafiłem do błędnej sali i nie zdążyłem na wykład, który mnie interesował.
Inne wydarzenia także miały problemy organizacyjne, przez co albo się nie odbywały, albo odbywały się w totalnym chaosie, jak na przykład bieg Uma Musume, czyli bieg Koniodziewczynek (xD). Swoją drogą strefy pogadanek też nie były zbyt duże, przez co te bardziej popularne powodowały ścisk i zaglądanie innym przez ramię z zewnątrz.
Jednak chylę czoła przed organizatorami i doceniam ich starania, bo robili, co mogli, aby się zreflektować i poprawić nieco organizację. Już w niedzielę sale były oznaczone, a nawet pojawiły się strzałki z kierunkami, w którą stronę należy podążać.
Pod względem atrakcji mieliśmy już cały i przysłowiowy róg obfitości. Wykłady i pogadanki prowadzone zarówno przez pasjonatów, jak i fachowców. Na przykład Przyszłość Marvela – co czeka nas w Avengers: Doomsday i Secret Wars oraz co dalej?, Nie tylko peleryny: najlepsze alternatywy dla Marvela i DC albo Wydanie własnego komiksu – ile w tym szczęścia, a ile pracy. Czyli do wyboru, do koloru, co tylko sobie wymarzymy.
Był też oczywiście konkurs cosplay, nauka walki mieczem świetlnym, strefa gamingowa, cyber i planszówkowa. Natomiast z takich większych rzeczy, jakie znalazły się w Warszawie, była przejażdżka Impalą z serialu Supernatural. No kto nie chciałby się przejechać takim klasykiem? Był też wyżej wymieniony wyścig Uma Musume. Swoje stoiska mieli tutaj także przedstawiciele Capcom Polska i Ubisoftu.
No i oczywiście goście przez duże „G”. Wielkie zagraniczne gwiazdy popkultury, jak na przykład Matt Ryan, czyli aktor grający Constantine’a (zarówno w wersji live-action, jak i animowanej), Nick Apostolides, aktor głosowy znany między innymi z bycia Leonem S. Kennedym w giereczkowym cyklu Resident Evil, Stefan Kapičić, czyli aktor grający Colossusa w Deadpoolu, i dużo, dużo więcej. Na głównej scenie odbywały się z nimi wywiady. Można było zrobić sobie zdjęcie, zdobyć autograf i porozmawiać. Odpłatnie co prawda, ale była taka możliwość. Takie gwiazdy światowego formatu to niemała gratka, jednak odnoszę wrażenie, że przyćmiły one całą resztę, gdyż mnóstwo ludzi skupiało się właśnie w strefie autografów. W innych miejscach ludzie oczywiście też byli, nie mówię, że nie, ale porównywalnie był to ułamek tego, co działo się przy autografach.
Oczywiście nie mogło także zabraknąć targów, gdzie każdy konwentowicz mógł zaopatrzyć się w pamiątki, prace ulubionych artystów i inne rękodzieła. Chociaż w tym przypadku duży wybór był w breloczkach, a nikły w koszulkach, ale to może dlatego, że tego drugiego akurat szukałem.
Z tego, co widziałem, spora część osób narzeka na konwent, ale jak dla mnie, oprócz aspektu organizacyjnego, który pozostawiał sporo do życzenia, było naprawdę dobrze. No ale hej, pierwsze koty za płoty. Niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto będąc nowicjuszem, wymiatał jak stary wyga. Następnym razem organizatorzy na pewno wyciągną wnioski, jak zresztą było widać już następnego dnia, i będzie lepiej.
Tak więc w ogólnym rozrachunku dałbym organizatorom solidną 4+. Zresztą w sobotę zostały wyprzedane wszystkie 12 tysięcy wejściówek, co chyba mówi samo za siebie, że jednak większości wydarzenie się podobało. Zabawa była przednia. Wykłady bardzo ciekawe, ludzie świetnie się bawili. Czego chcieć więcej?
Na końcu dodam jeszcze, że niezmiennie i niezmiernie cieszy mnie widok cosplayerów. W tym szarym świecie widok kolorowych i wesołych ludzi działa na mnie bardzo dobrze, aż lepiej mi się na świat patrzy. Może na któryś konwent sam przywdzieję jakiś strój… kto wie. Byłem także bardzo mile zaskoczony, że na konwencie znalazło się miejsce dla food trucków, co pozwalało zjeść na miejscu i bawić się dalej, zamiast specjalnie wybierać się na miasto.
Co tu dużo mówić? Ja i moja rodzina jesteśmy zadowoleni z tego, że pojawiliśmy się na Fantasy & Magic Conie, i ze zniecierpliwieniem czekamy na (zapowiedzianą już) drugą edycję w przyszłym roku, na której najpewniej się pojawimy.
Jeśli tutaj dotarliście, to dziękuję za zaangażowanie i do zobaczenia na kolejnym konwencie! 😉
Autor: DD
Dziękujemy za szansę na udział w imprezie oraz za możliwość pełnienia funkcji patrona medialnego. Jest nam niezmiernie miło, że mogliśmy wspierać tak wspaniały event. Meldujemy również gotowość do współpracy w kolejnych edycjach!
Wszystkie fotografie wykorzystane w artykule zostały wykonane przez autora tekstu. Przysługują mu do nich pełne prawa autorskie.














