KomiksyTeksty

„Wolverine & Gambit: Ofiary” – Recenzja

Wolverine & Gambit: Ofiary

Jakiś czas temu wydawnictwo Mucha Comics zapowiedziało, że startuje z nową serią Kroniki X-Men, która będzie ukazywała się równolegle do Legend X-Men. I tak na sierpień zaplanowane zostało wydanie pierwszego numeru z nowej kolekcji pt. Wolverine & Gambit: Ofiary.

Tom ten to klasyczna, detektywistyczna historia, w której należy wytropić tajemniczego zabójcę podszywającego się pod Kubę Rozpruwacza. W samym centrum akcji znajduje się Gambit, który, natrafiając na kolejne poszlaki, w końcu identyfikuje mordercę. Czy rzeczywiście jest nim Wolverine? Oto oficjalna zapowiedź komiksu:


Londyn tonie we krwi. Kto jest katem, a kto kolejną ofiarą?

Ktoś brutalnie morduje kobiety na zamglonych ulicach angielskiej stolicy, naśladując mroczny taniec Kuby Rozpruwacza. Gdy wśród zmasakrowanych ciał policja odnajduje dawną przyjaciółkę Gambita, trop naznaczony szponami Wolverine’a wiedzie do jednego podejrzanego. Logan niczego jednak nie pamięta. Czy naprawdę uległ ukrytej w nim bestii, czy może padł ofiarą genialnego i makabrycznego spisku? W świecie, w którym zmysły zawodzą, a przyjaciel staje się śmiertelnym wrogiem, prawda może okazać się gorsza od koszmaru.

Jeph Loeb i Tim Sale to ceniony duet twórców znany także z takich komiksów jak „Batman: Długie Halloween”, „Batman: Mroczne Zwycięstwo” i „Superman na wszystkie pory roku”. Scenariusz: Jeph Loeb. Rysunki: Tim Sale.


Wolverine & Gambit: Ofiary to kryminał, thriller i jednocześnie bardzo klimatyczna opowieść o poszukiwaniu prawdy i samego siebie. Postać Gambita idealnie wpasowuje się w brudne, ciasne i mgliste uliczki Londynu. Z kolei Logan z jego zanikami pamięci i wiecznym kryzysem tożsamości staje się dość wdzięcznym materiałem, z którym twórcy poradzili sobie śpiewająco. Końcowa konfrontacja jest nieszablonowa i pełna zwrotów akcji, a cała historia trzyma w napięciu aż po ostatni kadr. Przyznam, że rysunki nie są w moim guście i musiałam długo się do nich przyzwyczajać, ale finalnie stwierdzam, że ten styl świetnie pasuje do całego klimatu historii i trudno wyobrazić sobie ten tom w innej szacie graficznej. Zresztą, wertując ten tom, niejednokrotnie miałam wrażenie, że mam w rękach komiks z DC, a nie Marvela. Tim Sale jest tak charakterystycznym rysownikiem, że już zawsze będę go kojarzyć z Długim Halloween i niemal kwadratową szczęką Supermana.

Komiks jest żywcem wyrwany z lat ’90, co widzimy na każdym kroku, więc będzie dość specyficzny w odbiorze. Czy to dobrze? Zdecydujcie już sami. Jak sami autorzy przyznają, pomysł skupienia uwagi na dwóch bohaterach wyniknął dosłownie z mody i ich ówczesnej popularności. W tamtej dekadzie Logan i Remy byli jednymi z najbardziej rozpoznawalnych mutantów. Nic więc dziwnego, że w końcu zrodził się pomysł na taki duet. Jak też przystało na lata ’90, jest dość brudno, momentami brutalnie, a bohaterowie są aż nadto organiczni (np. kiedy Gambit jest wielce oburzony, że w samolocie, którym akurat leci, obowiązuje zakaz palenia papierosów).

Bonusowo, Mucha na koniec dorzuciła przedruk The Uncanny X-Men Annual #18, który w całości poświęcony jest Bishopowi. Numer ten ma wyjątkowo słodkie zakończenie.

A co dalej? Zobaczymy! Na razie Mucha zapowiedziała, że planuje wydanie także X-Men From the Ashes, na które będę czekać z niecierpliwością.


Autorka: Diamond


Mucha Comics

Egzemplarz recenzencki otrzymaliśmy dzięki uprzejmości wydawnictwa Mucha Comics. Jeśli recenzja przekonała Was do zakupu – serię/tom możecie nabyć tutaj.

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 Komentarze
najstarszy
najnowszy oceniany
0
Podziel się z nami swoim komentarzem.x