KomiksyTeksty

„Venom” (Tom 3) – Recenzja

Venom (Tom 3)
(Za)dużo

Seria Venom pod wodzą Ala Ewinga od początku idzie w zupełnie inną stronę niż ta od Donny’ego Catesa. U Catesa mieliśmy wielkie wydarzenia, konkretne zagrożenia i historię, która mimo sporego rozmachu była po prostu łatwiejsza do śledzenia. Ewing ma zupełnie inną koncepcję. Lubi mieszać w czasie, dorzucać kolejne wersje tych samych bohaterów, metafizykę, mitologię symbiontów i pomysły, przy których czasami naprawdę trzeba się zatrzymać i zastanowić, co właściwie przed chwilą przeczytałam. Trzeci tom bardzo dobrze pokazuje zarówno mocne jak i słabe strony takiego prowadzenia serii. To album nierówny, momentami zdecydowanie przekombinowany, ale jednocześnie mający fragmenty, które czyta się naprawdę dobrze. Fabuła ponownie została podzielona pomiędzy Eddie’ego Brocka a jego syna.


Trzeci tom nowego cyklu o Venomie z serii wydawniczej Marvel Fresh!

W świecie Venoma szykują się wielkie powroty. Najpierw pojawi się znów Flexo, a potem Toxin – potomek Carnage’a – w jeszcze bardziej przerażającej formie! Tymczasem Eddie Brock potrzebuje czegoś od Doktora Dooma. Cóż to może być? I co się wydarzy, gdy w podróż w czasie wybiorą się dwie z najniebezpieczniejszych istot na świecie? Na dodatek na drodze symbiontom staje superagentka Natasza Romanowa, znana jako Czarna Wdowa. Czy oprze się brutalnemu wpływowi symbionta? A może lepiej byłoby zapytać: czy symbiont oprze się jej?

Scenariusz tego komiksu napisali Al Ewing („Loki. Agent Asgardu”, „Nieśmiertelny Hulk”) i Torunn Grønbekk („Carnage”, „Thor”), a rysunki stworzyli CAFU, Julius Ohta, Rafael Pimentel oraz inni artyści.

Album zawiera materiały opublikowane pierwotnie w zeszytach „Venom” #22–30 i „Free Comic Book Day 2023: Spider-Man/Venom” #1. Przedstawia wydarzenia późniejsze niż te z cyklu „Venom” ze scenariuszem Donny’ego Catesa, który również ukazał się w serii wydawniczej Marvel Fresh.


Eddie próbuje znaleźć sposób na naprawienie swoich wcześniejszych błędów i odzyskanie kontroli nad sytuacją. Problem w tym, że prowadzi go to przez podróże w czasie prosto do Doktora Dooma. Brock, funkcjonujący teraz jako Bedlam, trafia do Latverii i chce wykorzystać wiedzę Dooma, żeby dostać się tam, gdzie normalnie nie miałby żadnych szans dotrzeć. I właśnie tutaj zaczyna się prawdziwe szaleństwo. Skaczemy pomiędzy różnymi momentami historii, pojawia się Kang, dostajemy nawet T-Rexa połączonego z symbiontem, a Ewing coraz mocniej bawi się zasadami podróży w czasie i samą naturą Venoma. Po drodze pojawia się również Flexo, symbiont związany z wydarzeniami z 1942 roku, a także bardzo ciekawe spotkanie Eddie’ego z młodym Peterem Parkerem. Problem polega na tym, że tych pomysłów jest po prostu za dużo. Pierwsza część albumu sprawia momentami wrażenie, jakby Ewing za wszelką cenę próbował przebić samego siebie kolejnym i według niego „lepszym” pomysłem. Chce nam pokazać pełen wachlarz swoich pomysłów z marnym skutkiem. Na początku potrafi to zaciekawić, ale po pewnym czasie zaczyna zwyczajnie męczyć. Zamiast coraz mocniej wciągać się w historię, próbowałam przede wszystkim ogarnąć, gdzie jesteśmy, kiedy jesteśmy i po co właściwie to wszystko się dzieje. Do tego całego miszmaszu dorzucono jeszcze Dooma, który pasuje tutaj jak pięść do nosa. Wiadomo, jak Doom  to musimy pamiętać, że najpierw wchodzi jego rozbuchane do granic ego, a dopiero on sam. Po jego zniknięciu z kadrów odczułam ulgę, ale wciąż miałam wrażenie, że scenariusz nadal musi przypominać mi, jaki jest genialny i wyjątkowy. Pierwsza część tomu była po prostu przytłaczająca w kwestii liczby informacji. Jest tu mocno chaotycznie, aczkolwiek nie brakuje tu też ciekawych pomysłów. Jednak gdyby tak z konkretnych motywów zrezygnować, to całość historii tylko by na tym zyskała.

Znacznie lepiej wypada druga część albumu, skupiona na Dylanie Brocku. Jego kumpel, Bren, związany z Toxinem, zostaje porwany przez organizację znaną jako Bezimienni. Dysponują oni technologią pozwalającą skutecznie walczyć z symbiontami, więc bardzo szybko okazuje się, że tym razem zagrożenie jest naprawdę poważne. Do historii dołącza również Natasha Romanoff, czyli Czarna Wdowa, która sama nawiązała nietypową więź z innym symbiontem. I właśnie tutaj tom czyta się w zasadzie najlepiej. Historia staje się bardziej konkretna i bardziej dynamiczna. Ma jasno określony cel. Pojawia się też potrzebne napięcie i przede wszystkim nie trzeba co kilka stron zastanawiać się, w którym miejscu czasoprzestrzeni aktualnie jesteśmy. Jest porwanie, jest ratunek, są przeciwnicy, którzy faktycznie stanowią zagrożenie, a do tego kilka naprawdę udanych zwrotów akcji. Niby nic odkrywczego, ale o taką prostszą, mniej pompatyczną konstrukcję mi chodziło, bo jest to w końcu swego rodzaju powiew świeżości. Ciekawe jest też to, że Eddie i Dylan właściwie funkcjonują tutaj w dwóch zupełnie różnych komiksach. Eddie został wrzucony w wielką i skomplikowaną układankę Ewinga, podczas gdy Dylan nadal mierzy się z dużo bardziej przyziemnymi problemami. Dzięki temu syn Brocka ponownie dostaje przestrzeń, żeby rozwijać się jako samodzielny bohater, a nie tylko jako ten drugi Venom. Dobrze działa również jego relacja z Brenem. Obaj są młodzi, obaj zostali wciągnięci w świat symbiontów i obaj muszą radzić sobie z konsekwencjami czegoś znacznie większego od nich samych. Komiks raczej nie próbuje budować między nimi jakiejś szczególnie skomplikowanej więzi czy relacji. Ważniejsze jest poczucie odpowiedzialności i to, że Dylan nie zamierza zostawić Brenna samego, kiedy ten wpada w kłopoty. Ciekawym elementem tej układanki jest Czarna Wdowa. Sam pomysł połączenia Natashy z symbiontem może początkowo wydawać się trochę dziwny, ale jej obecność bardzo dobrze wpływa na ten przedziwny team. Dylan i Bren nadal są dzieciakami, natomiast Natasha wnosi doświadczenie, chłodną kalkulację i bezwzględność potrzebne w sytuacji, w której przeciwnicy naprawdę wiedzą, jak zabijać symbionty, przez co młodzieży może stać się krzywda. Nie przejmuje historii, ale stanowi dla młodszych bohaterów potrzebną przeciwwagę.

Najbardziej zabrakło mi natomiast mocniejszego emocjonalnego połączenia między historiami Eddiego i Dylana. Wiemy, jak ważna jest ich relacja dla całej serii, ale w tym tomie obaj przede wszystkim podążają własnymi ścieżkami. Fabuła rozwija ich osobno i ewidentnie przygotowuje grunt pod późniejsze wydarzenia. Na osobne wyróżnienie zasługuje krótkie spotkanie Eddie’ego z młodym Peterem Parkerem. W całym tym czasoprzestrzennym zamieszaniu jest to jeden z tych momentów, w których historia na chwilę zwalnia i przypomina, że pod warstwą symbiontów, podróży w czasie i kosmicznych koncepcji nadal znajdują się bohaterowie mający wspólną przeszłość.

Przy albumie pracowało kilku rysowników, między innymi Ramón F. Bachs, Ken Lashley, Sergio Dávila, Cafu, Julius Ohta i Rafael Pimentel, więc trudno mówić o całkowicie jednolitej oprawie graficznej. Zmiany są zauważalne, ale całość jest bardzo spójna. Najlepiej wypadają oczywiście sceny bezpośrednio związane z symbiontami. Artyści mogą pozwolić sobie na deformacje ciał, ogromne szczęki, macki i całą tę charakterystyczną, jak na Venoma przystało, groteskę. Bedlam prezentuje się odpowiednio potężnie i niepokojąco, a starcia z udziałem symbiontów mają odpowiednią dynamikę. Rysunki pomagają również w drugiej części albumu, gdzie fabuła jest bardziej nastawiona na akcję. Kadry są czytelniejsze, tempo szybsze, a wydarzenia łatwiejsze do śledzenia. Przy pierwszej historii artyści mają znacznie trudniejsze zadanie, bo scenariusz bez przerwy przeskakuje między miejscami, czasem i kolejnymi szalonymi pomysłami. Nawet dobra oprawa nie jest w stanie całkowicie uporządkować tego chaosu. Nie jest to album, który kupiłabym wyłącznie dla rysunków, ale wizualnie prezentuje solidny poziom i dobrze oddaje zarówno bardziej kosmiczne pomysły Ewinga, jak i brutalniejszą stronę świata symbiontów.

Trzeci tom egmontowego cyklu Venom to zdecydowanie najbardziej nierówna część obecnej serii. Pierwsza połowa próbuje zmieścić w sobie tak wiele pomysłów, że ostatecznie sama sobie przeszkadza. Eddie, Doom, Kang, podróże w czasie, różne okresy historyczne i kolejne wersje symbiontów – dużo tu tego i brzmi całkiem ciekawie, ale wrzucone razem do jednego wora, te wszystkie elementy i wątki tworzą historię męczącą i trudną do śledzenia. Na szczęście, dalsza część historii mocno poprawia odbiór albumu. Historia Dylana, Brena, Toxina i Czarnej Wdowy jest znacznie bardziej zwarta, spójna i konkretna. Ma wyraźnie ukazane zagrożenie, dobre tempo i pozwala Dylanowi ponownie udowodnić, że spokojnie może funkcjonować jako postać pierwszoplanowa i bez ojca gdzieś tam obok lub w tle. Całościowo bawiłam się przy tym tomie raczej nierówno. Były momenty, które naprawdę mi się podobały, ale też takie, przez które przebrnęłam bardziej z obowiązku niż z faktycznych chęci. Ewing nadal ma mnóstwo ciekawych patentów na to, aby Venoma wykorzystać, tylko czasami mam wrażenie, że przydałoby mu się trochę ograniczyć własną kreatywność, co by z tylu rzeczy na raz po prostu nie korzystać. Miejscami trochę wygląda to zwyczajnie jak atak ADHD w srogim wydaniu. Tysiąc rzeczy na sekundę, ale żadna nie jest zrobiona wystarczająco dobrze. Na koniec chciałabym tylko dodać, że opisywany przeze mnie tom wyceniony został na 99,99 zł. Czy jest to cena odpowiednia za to, co jest w środku? Będziecie musieli ocenić według własnych wymogów i standardów.


Autorka: Lynn


Egzemplarz recenzencki otrzymaliśmy dzięki uprzejmości Egmont Polska. Jeśli recenzja przekonała Was do zakupu – opisywany tom/serię możecie nabyć tutaj.

Subskrybuj
Powiadom o
guest
1 Komentarz
najstarszy
najnowszy oceniany
denis

Recenzja spóźniona o kilka lat.

1
0
Podziel się z nami swoim komentarzem.x