„Nowy Świat Ultimate: Inwazja” – Recenzja
Nowy Świat Ultimate: Inwazja
Pod koniec sierpnia dzięki uprzejmości wydawnictwa Egmont Polska, za co bardzo dziękuję, miałem przyjemność zapoznać się z nowym na polskim rynku komiksem Marvela pt. Nowy świat Ultimate: Inwazja. Czyli wprowadzeniem do całkiem nowego świata, a dokładnie alterversu (czyt. alternatywnego uniwersum), jaki Dom Pomysłów stworzył dla naszych znanych i lubianych superbohaterów (a raczej dla ich odmiennych wersji). Chodzi tu o nowe uniwersum Ultimate (którym jest Ziemia-6160) i którego nie powinno się mylić z tym starym światem Ultimate sprzed lat (którym była Ziemia-1610). Tyle słowem wstępu.
Gotowi na uniwersum, w którym superbohaterowie nigdy się nie narodzili? Witajcie w nowym świecie Ultimate – najambitniejszym komiksowym projekcie Marvela ostatnich lat!
Są złoczyńcy, którzy chcą władzy. Są tacy, którzy pragną tylko niszczyć. I jest ktoś, kto patrzy na cały wszechświat i myśli: „A gdyby tak zrobić to… lepiej?”. Stwórca wie jednak, że nie może tak po prostu napisać rzeczywistości na nowo. Musi dopilnować, by superbohaterowie nigdy się nie narodzili! Jedynie wtedy będzie mógł przekształcić bezbronne uniwersum dokładnie w to, czego pragnie – swój dom. Tylko czy ktokolwiek oprócz niego zechce tam zamieszkać? I jaką rolę odegrają w jego planach Howard i Tony Starkowie – ostatni sprawiedliwi wśród rządzących światem technokratów?
„Inwazja” to wprowadzenie do nowego świata Ultimate – dystopijnej wersji głównego uniwersum Marvela. Jej architektem jest Jonathan Hickman – scenarzysta, który nie pisze komiksów, tylko misternie splata ze sobą wątki rodem z science fiction i z uśmiechem patrzy, jak próbujecie to wszystko rozwikłać! Rysunki do tego albumu przygotował Bryan Hitch – mistrz filmowych kadrów, którego styl pomógł ukształtować estetykę MCU.
Album zawiera materiały opublikowane pierwotnie w zeszytach „Ultimate Invasion” (2023) #1–4.
Dalsze losy nowego świata Ultimate poznacie w seriach „Ultimates” (scenariusz: Deniz Camp) i „Ultimate Spider-Man” (scenariusz: Jonathan Hickman).
Komiks Inwazja jest pierwszym zeszytem z serii Nowy Świat Ultimate, czyli ledwie pilotem, wprowadzeniem do nowego świata, jaki próbuje nam przedstawić Marvel. Historia tego wprowadzenia podzielona jest na cztery rozdziały. Pierwszy pokazuje nam powód, dla którego trafiamy do tego alternatywnego świata. Drugi przedstawia osadzone w nim postacie. Trzeci rozkłada nam na czynniki pierwsze zasady funkcjonowania tego uniwersum, a czwarty doprowadza do tzw. kłopotów w Raju, a także pokazuje zalążki następstw tego wszystkiego.
Muszę powiedzieć, że pomysł podzielenia komiksu na rozdziały jak w książce jest naprawdę niezłym rozwiązaniem, gdyż ładnie dzieli nam opowieść na poszczególne segmenty, dzięki czemu czarno na białym widzimy, iż jedna część opowieści się kończy, a następna dopiero zaczyna.
Jak dla mnie, bardzo dużym plusem jest również krótki pierwszy rozdział przedstawiający powody i sposób trafienia do świata Ultimate. Scenarzysta nie rozwodzi się nad tym i nie wdaje się w zbędne szczegóły (bo w sumie po co), tylko dosadnie stawia nam kawę na ławę, abyśmy względnie byli w temacie i kończy kwestie. Tyle. Piękny minimalizm. Nie wszystkie historie potrzebują rozbuchanego wstępu.
Wraz z drugim i trzecim rozdziałem poznajemy świat i bohaterów, którzy zostali do niego przydzieleni, i tutaj znowu pochwalę scenarzystę, bo czytając ten komiks, czujemy się, jakbyśmy zaglądali przez ramię twórcy w trakcie tworzenia danego świata, co daje poczucie, jakbyśmy sami do niego należeli.
Małym minusem, do którego muszę się przyczepić, jest skakanie między czasem obecnym a retrospekcjami. Żeby to były retrospekcje z jakichś zamierzchłych czasów, to bym jeszcze zrozumiał, ale tu mamy cofanie się o 2 dni do tyłu i z powrotem. Wydaje mi się, że jest to średnio potrzebny zabieg. Patrząc na całość, można to było poukładać od początku do końca bez przeskakiwania pomiędzy dniami. Najwidoczniej autor miał po prostu taki zamysł i może w przyszłych komiksach z tej linii wydawniczej będzie powrót do tych wątków. Żeby jednak nie było, nie tworzy to jakiegoś chaosu czy dysonansu w całym komiksie. Każdy przeskok jest ładnie opisany na zasadzie 2 dni temu albo czas teraźniejszy. Wszystko składa się w logiczną całość i nie sprawia, że się gubimy w fabule (a przynajmniej ja się nie gubiłem). Tak czy siak, tak jak już pisałem, mogło być po kolei, bez przeskakiwania, i wtedy w ogóle nie trzeba by było tej kwestii w ogóle poruszać.
Komiks stworzył Jonathan Hickman, czyli jeden z lepszych autorów/scenarzystów w Marvelu, i widać, że człowiek ten zna się na tym, co robi. Zeszyt, który zapoczątkowuje nową historię, jest odpowiednio ciekawy i wciągający, mimo że tak naprawdę to mało się w nim dzieje (z wyjątkiem samego początku i końca). Dodatkowo mamy tutaj świetny balans pomiędzy tym, co znamy z standardowego uniwersum Marvela (Ziemi-616), a nowymi i bardzo ciekawymi pomysłami. No i jest tu też płynność. Widać, że Hickman ma na tę historię plan i się go trzyma. Jeśli reszta serii będzie dalej tak poprowadzona, to wróżę jej bardzo dobry odbiór.
Ostatnim pozytywnym aspektem tej pozycji są wszelkiego rodzaju wstawki, jak mapki, rozpiski, podziały czy alternatywne okładki. Jak może zauważyliście w moich poprzednich recenzjach, jestem wielkim fanem takich wstawek i zawsze ich obecność niezmiernie mnie cieszy. Cóż mogę powiedzieć? Lubię takie minidodatki, na których można zawiesić oko i dowiedzieć się paru szczegółów na temat jakiejś konkretnej sceny czy rzeczy.
Rysunki i kadry w Inwazji niezmiernie mi się podobają. Naprawdę jest co tutaj podziwiać. Brian Hitch wykonał świetną pracę na rzecz tego komiksu. Kreska wyraźna, nadająca ostrości kadrom, kolory i ich odcienie dopełniają klimatu, no i pokaźna ilość dużych kadrów. Przeważnie na cały komiks trafia się taki jeden, może dwa. Tutaj co parę stron mamy rozkładówkę na pół strony, całą, a nawet dwie. Dla wzrokowca Inwazja jest prawdziwym rarytasem wciągającym w klimat. Znajdziemy tutaj nawet całą czarną stronę z jednym dymkiem. Obłęd.
Inwazja to aż 192 strony. Komiks posiada miękką, ale porządnie sklejoną okładkę, dzięki czemu strony nie zaczynają wypadać po paru przekartowaniach. Ta posiada też skrzydełka, które świetnie sprawdzają się jako zakładka, dzięki czemu nie musimy martwić się o to, aby mieć takową przy sobie. Papier jest śliski, ale nie na tyle, aby ciężko było złapać stronę, a także wystarczająco gruby, co pomaga w spokojnym kartkowaniu zeszytu. Wolumin nie jest jakoś przesadnie gruby (o dziwo przy takiej ilości stron), więc wystarczy przysiąść raz, a porządnie, by pochłonąć go w całości, ale jeżeli nie mamy do dyspozycji wieczora i potrzebujemy go zabrać ze sobą do szkoły, pracy lub chociażby w podróż, to pozycja ta jest na tyle lekka, że nie nabawimy się przez nią bólu pleców tudzież ramienia.
Jeżeli chodzi o wydruk, to ten jest bardzo wyraźny i nie zlewa się ze sobą ani z wszelkimi innymi elementami graficznymi. Rozłożenie kadrów i rozkładówek jest przemyślane, a wszystkie te, które potrzebują podwójnej strony, są umiejscowione tak, aby można było je sobie swobodnie pooglądać. Tłumaczenie Dariusza Stańczyka jest bardzo dobre i przystępne dla czytelników. Czcionka jest dostosowana do dynamiki wypowiedzi i dobrana tak, aby dobrze się ją czytało. Części opowieści są odpowiednio przedzielone, no i mamy tę sporą ilość dodatkowych informacji, listów, raportów i alternatywnych okładek. Można zatem stwierdzić, że Egmont wykonał kawał dobrej roboty i to za przystępną cenę, gdyż okładkowa to 90 zł, a jeszcze jak trochę poszperamy, to na pewno ustrzelimy jakiś rabat.
Nowy świat Ultimate: Inwazja to naprawdę świetny komiks pomimo malutkich bolączek, na które spokojnie można przymknąć oko. Jeżeli lubicie luźną akcję z dużą dozą poznawania świata, to ta pozycja jest dla Was. A że tutaj rozpoczynamy zupełnie nową historię w kompletnie nowym miejscu, to jest to świetny punkt startu. Do tego nie potrzebujecie wiedzieć o Marvelu kompletnie nic. Nie wymaga to też znajomości jakichkolwiek większych wydarzeń z głównego uniwersum Marvela.
Ode mnie to chyba tyle. Mam nadzieję, że wyczerpująco i bez zbytniego spoilerowania przekazałem swoją opinię na temat tego komiksu. Jest to pozycja zarówno dla nowych czytelników, jak i starych fanów, z którą, moim zdaniem, naprawdę warto się zapoznać, ale oczywiście decyzję o kupnie pozostawiam Wam.
Tyle ode mnie. Enjoy.
Autor: DD

Egzemplarz recenzencki otrzymaliśmy dzięki uprzejmości Egmont Polska. Jeśli recenzja przekonała Was do zakupu – opisywany tom/serię możecie nabyć tutaj.




