Wrocławskie Dni Fantastyki 2026 – Relacja
Dni Fantastyki 2026 okiem Planety Marvel
Kolejny rok i kolejne Dni Fantastyki. Tym razem odbywały się one w dniach 21-23 sierpnia. W tym roku motywem corocznej imprezy organizowanej na terenach zameczku we wrocławskiej Leśnicy było hasło Szlakiem Przeznaczenia i chyba nikt się nie zdziwi, jeśli powiemy, że tym razem dużo tu było też motywów wiedźmińskich oraz tego, co ta polska franczyza ma do zaoferowania w każdej sferze i w każdym popkulturowym medium. Oczywiście, nie wszystko było to jedynym, co tym razem Dni Fantastyki oferowały swoim uczestnikom, gdyż z paneli i wykładów o innych znanych bardziej lub mniej światach też można było się tu co nieco dowiedzieć. Ogólnie rzecz ujmując, można tu było zetknąć się z fantastyką chyba w każdym możliwym wydaniu i w każdej możliwej wersji, ale o tym opowiedzą Wam członkowie naszej redakcji, którzy w DF2026 uczestniczyli. Serdecznie zapraszamy do zapoznania się z ich perspektywami.
SQ
Tegoroczna edycja Dni Fantastyki, która odbywała się w leśnickim zamku i w jego okolicach, była w porządku. Nie była to może impreza bez jakichkolwiek wad, ale bawiłem się w jej trakcie bardzo dobrze. Jak zwykle w moim przypadku postawiłem na prelekcje i wykłady. Standardowo odwiedziłem już speca od wampirów, czyli pana Michała Wolskiego. Miałem też przyjemność brać udział w prelekcji, która dotyczyła wszelkiej maści japońskich demonów i stworów nadprzyrodzonych, czyli yōkai i oni, podczas której dowiedziałem się, że jednak nie warto trzymać w domu przedmiotów starych, bo te mogą się ożywić i stać się całkiem upierdliwą częścią domowego wyposażenia. Równie ciekawym wykładem był ten, który dotyczył antagonistów z mangi i anime oraz ich dorobku. Publika musiała zdecydować, czy ze względu na popełnione czyny są oni winni, czy też nie. Kilkuosobowa dyskusja, którą moderował pan Bartosz Czartotyski, a która dotyczyła fenomenu Wiedźmina jako marki, także była bardzo interesująca, bo, jak to mawia klasyk, mądrego zawsze miło posłuchać. Od paru lat to właśnie takie spotkania są dla mnie najbardziej wartościowe i najbardziej edukacyjne. Na eventy pokroju DF patrzę głównie przez pryzmat tego, czego mogę się dowiedzieć nowego i tego, co oferuje sam program.
No właśnie, program. Wydaje się, że ten w tym roku mógłby być odrobinę lepszy, bo podczas jego przeglądania miałem wrażenie, że niektóre wykłady już odwiedziłem, a na pewno widziałem w rozpisce w latach ubiegłych, co dla mnie jest średnio fajne, bo jednak, jadąc na kolejną edycję ulubionego festiwalu, mam nadzieję, że program zaoferuje mi coś nowego, ciekawego i zaskakującego, a nie będzie odgrzewać tego, co było. Tu dobrze by było to na przyszłość poprawić.
Ewidentnym plusem był press room/media room, gdzie miałem możliwość odpoczynku pomiędzy wszystkimi rzeczami, w których brałem udział. W pakiecie znaleźli się też mili i pomocni ludzie, wygodna kanapa, woda oraz jakiś słodki poczęstunek, aby móc podnieść sobie poziom cukru w sytuacjach kryzysowych.
Kolejnym niezaprzeczalnym plusem była oczywiście i niezaprzeczalnie strefa handlowo-gastronomiczna. Stoisk i food trucków było chyba tym razem więcej niż kiedykolwiek. Dzięki temu na DF mogliśmy delektować się zapiekankami, burgerami, pizzą, frytkami, lodami, kuchnią azjatycką, naleśnikami czy różnego rodzaju wrapami. Było naprawdę pysznie, bo sam też degustowałem, więc w tym aspekcie nie ma na co narzekać.
Handlowo było bardzo grubo, bo kupić się dało wszystko. Od kraftowych świec zapachowych po bluzy, koszulki, ilustracje i arty, kubki, figurki, biżuterię, oręż (miecze itp.), a nawet autorskie mieszanki kawy czy herbaty. No, każdy mógł tu znaleźć coś dla siebie. Całości dopełniały też warsztaty kaletnicze, kowalskie, a nawet jubilersko-biżuteryjne dla kompletnych laików.
Co do występów w amfiteatrze, to ciężko mi się tu wypowiedzieć, bo w tych specjalnie nie uczestniczyłem, ale ciągle coś się tu działo. Przestojów nie było. Co chwilę ktoś śpiewał, miał jakiś wykład, występ lub przeprowadzał z kimś dyskusję. Występ grupy idolkowej słychać było chyba na całym Dolnym Śląsku, choć mi najbardziej do gustu przypadł przede wszystkim występ Ranko Ukulele, którego świadkiem nawet nie byłem, ale ciężko było nie usłyszeć mimowolnie piosenki o kluskach czy rosole. Pozdrawiam serdecznie tę artystkę, bo niektóre jej utwory już są na mojej playliście. Strasznie wpadają w ucho przez swoją prostotę i życiowość.
Konsolówka była i była umieszczona w lochu, choć nie korzystałem z niej, bo wiecie, pograć w spokoju to ja mogę w domu, a nie na wyjeździe, choć widziałem, że Guitar Hero/Rock Band było ciągle obstawione. Najfajniejsza w tamtej sekcji zamku była kantyna wzorowana na starwarsowej Mos Eisley z Nowej Nadziei. Modele postaci robiły niesamowite wrażenie, a na pewno robiły dodatkowy klimat ludziom grającym nieopodal w planszówki czy biorącym udział w sesjach RPG. Świetny pomysł.
Z pogodą było w kratkę. Ja upałów nie cierpię, więc piątek był dla mnie pod tym względem katorgą, jednak później było już znacznie lepiej, bo temperatura spadła, a nawet pojawiły się chwilowe opady deszczu. Tego akurat w konwentowym bingo na tegoroczne DF nie miałem. Jak zawsze w tej sytuacji można przytoczyć sławny już monolog skryby z filmu Asterix i Obelix: Misja Kleopatra: A, wie pan, moim zdaniem to nie ma tak, że dobrze albo że niedobrze. Wiadomo bowiem nie od dziś, że wszystkim się nie da dogodzić, a na matkę naturę większego wpływu nie mamy.
Tu chciałbym jeszcze dodać, że ludzi w tym roku było od groma. W sobotę myślałem, że leśnicki zamek wraz z otaczającym go parkiem pęknie w szwach. Oprócz typowych konwentowiczów i rodzin z dziećmi najwięcej było chyba cosplayerów. Jedni byli mniej, inni bardziej zaawansowani w tej dziedzinie sztuki, ale zdecydowanie najwięcej było tu osób przebranych za postaci z różnych mang czy anime. Może dobrze by było rozważyć osobny event od tych samych twórców, ale tylko w klimatach M&A? Klienci, zdaje się, że już są i to w nadmiarze.
W każdym razie, wracając do samego początku tego tekstu, było w porządku. Bawiłem się świetnie, ale nadal popracowałbym nad programem i nad tym, aby uniknąć powtórek w latach kolejnych. Brakowało mi w tym roku takich bardziej popularnych osób, z którymi ten event zazwyczaj utożsamiałem, oraz bardziej kultowych pisarzy (oczywiście nie odbierając ani grama talentu tym autorom, którzy podczas DF2026 pojawili się). Zatem nad zestawieniem gości na 2027 również można by było się bardziej pochylić.
Lynn
Tegoroczne Dni Fantastyki we wrocławskim zamku odbyły się pod hasłem Szlakiem przeznaczenia. Hasło to można interpretować na różne sposoby i faktycznie dało się to odczuć podczas towarzyszących wydarzeniu atrakcji. Obecnie na tego typu imprezach interesują mnie głównie prelekcje, ale równie chętnie wybieram się na spacer wokół zamku, by podziwiać coroczną organizację stoisk, budek z jedzeniem czy dodatkowych stref, takich jak chociażby kaletnictwo.
Jeśli chodzi o wykłady, w tym roku wzięłam udział w wielu spotkaniach związanych z wampirami, anime oraz Wiedźminem. Wystąpienie dr. Michała Wolskiego pt. Blade może być tylko jeden, czyli czemu Marvel ma problem z wampirami było fantastyczne i poparte ogromną dozą faktów, które idealnie potwierdziły przedstawioną teorię. Jestem fanką dr. Wolskiego, bo odwiedzam jego prelekcje co roku i za każdym razem jestem miło zaskoczona nowym, profesjonalnie przygotowanym tematem. Kolejną ciekawą prelekcją było wystąpienie Darii Czempiel pt. Od gejszy do vituberki, opowiadające o zmieniającej się na przestrzeni czasu roli japońskich idolek. Prowadząca, jako specjalistka w tej dziedzinie, bardzo mocno akcentowała podobieństwa oraz różnice między odległymi epokami a współczesnością. Przyszła również kolej na dyskusję Fenomen Wiedźmina, od opowiadania do globalnej marki, prowadzoną przez Bartosza Czartoryskiego z udziałem zaproszonych gości. Znawcy tematu, autorzy opracowań oraz osoby silnie związane z postacią Geralta odpowiadali na różne pytania, odsłaniając prawdę o książkach, grach i serialu z wielu ciekawych perspektyw.
Sobotni ranek miał zacząć się od prelekcji Krzysztofa Haladyna o antybohaterach w popkulturze, jednak z nieznanych przyczyn została ona odwołana tuż przed wystąpieniem. Krzyśku, jeśli to czytasz, wróć proszę w przyszłym roku, bo tak dobrze się Ciebie słucha i z przyjemnością odpowiada na Twoje pytania. Następna w kolejce była prelekcja od jegomościa znanego jako Piez na mangi, czyli rozliczenie popularnych bohaterów anime z ich czynów. Była to genialna zabawa, w której widownia miała dużo do powiedzenia i zawzięcie broniła lub potępiała niektórych złoczyńców w związku z tym, czego w trakcie swojego żywota zdążyli dokonać, a prowadzący rozdał nam nawet drobne gadżety ze swoją podobizną. Z kolei dr Aleksandra Jaworowicz-Zimny zabrała nas w tajemniczy świat yōkai oraz innych zjawisk dawnej Japonii, serwując rzetelnie przygotowaną prelekcję z ogromną ilością wiedzy, którą wręcz pochłaniałam. Na koniec Dawid Głownia próbował pokazać komiksowe oblicza wampirów i wampiryzmu, co pozwoliło na dogłębne zapoznanie się z tematem, choć miałam lekkie wrażenie, że była to powtórka z zeszłego roku.
Wokół zamku czekało mnóstwo atrakcji: stoiska z biżuterią, ręcznie robionymi świecami, nowościami książkowymi i wieloma innymi cudami. Nie obeszło się bez wydania pieniędzy, czego absolutnie nie żałuję. Na scenie głównej odbywały się koncerty, pokazy oraz konkurs cosplay, a prężnie działające wioski tematyczne oferowały możliwość przygotowania własnego bukietu ziół, warsztaty kaletnicze czy konkursy z nagrodami. Nie można zapomnieć o gastronomii: azjatyckie food trucki, zapiekanki i frytki co roku ratują nasze żołądki i napełniają je niczym ten magiczny i ukochany rosół z piosenki Ranko Ukulele. W zamkowych piwnicach mogliśmy zaś podziwiać sceny rodem z Gwiezdnych Wojen w kantynie Mos Eisley, zrobić sobie zdjęcie z zamrożonym w karbonicie Hanem Solo czy obejrzeć rozmaite rekwizyty nie tylko z uniwersum SW. Najważniejszą atrakcją wydarzenia pozostaje jednak sobotni konkurs cosplay, który przyciąga największe tłumy, od małych, uroczych istot po dorosłych w misternie własnoręcznie wykonanych strojach. Najwspanialsza jest jednak panująca tam atmosfera wspólnoty, gdzie każdy jest mile widziany bez względu na ulubione postacie i po prostu jara się tym, co robi.
Diamond
Jak co roku, od Pyrkonu niecierpliwie czekałam na sierpień i Dni Fantastyki. Cosplaye naszykowane, bateria naładowana, woda spakowana, więc można było spokojnie udać się do zamku w Leśnicy!
Piątek, jak to piątek, minął dość szybko, szczególnie że zwykle oficjalne rozpoczęcie imprezy odbywa się ok. godz. 16-17. Ja pod zameczkiem byłam jednak już znacznie wcześniej i mogłam obserwować, jak wystawcy kończyli rozkładać swoje towary i dekorować stoiska, wioski dopinały wszystko na ostatni guzik i już witały pierwszych gości, a uczestników z godziny na godzinę przybywało coraz więcej. W pierwszym dniu moją uwagę szczególnie przykuł planowany na godzinę 21. koncert grupy Larien, podczas którego zaprezentowane miały być utwory z gier (od Wiedźmina do Skyrima). Niestety, do tej godziny solidnie się rozpadało i pogoda pokrzyżowała moje plany, chociaż wiadomo, że na pogodę nie mamy wpływu. Skutki ulewy dały się odczuć także przez większość soboty. Pod sceną powstało całkiem sporych rozmiarów bajoro (zresztą nie tylko tam, bo na terenie parku było ich więcej, w tym największe z nich, opatrzone znakiem uwaga, utopce!), a w newralgicznych miejscach, gdzie błoto utrudniało poruszanie się po ścieżkach, ustawiono palety. Cóż, taki urok imprez na wolnym powietrzu, chociaż mam tutaj jedno ale. Nie pamiętam, kiedy na DFach nie padało. Co roku powtarza się ten sam problem. Czy naprawdę przy scenie nie dałoby się zorganizować jakiegoś zadaszenia? Choćby porozstawiać dodatkowe namioty? Pogoda nie zachęca do pozostawania w strefie Open, ponieważ albo praży nas upalne słońce, które jesteśmy w stanie wytrzymać 10 minut, albo przemakamy do ostatniej nitki. I niby ktoś może powiedzieć, że wystarczy wyjąć parasol, ale nikt nie siądzie w amfiteatrze, jeśli trawa będzie mokra, a poza tym jeden parasol zasłoni widok dziesięciu kolejnym osobom. Tak więc w przypadku niesprzyjającej pogody większość ludzi chowa się jednak w parku. Otwarty charakter imprezy ma swoje wady, nie tylko jeśli chodzi o plener. W tym roku widziałam naprawdę sporo osób, które znalazły się w Leśnicy zupełnie przypadkiem i na dodatek były pod wpływem. Nie wiem, czy to ja stałam się bardziej przeczulona, czy takich osób jest coraz więcej, ale w moim odczuciu ochrona trochę nawalała i nie reagowała wystarczająco szybko. Z drugiej strony rozumiem, jak trudnym zadaniem jest wygonienie kogoś z przestrzeni takiej, jaką jest ogólnodostępny park, no ale są jednak pewne standardy.
A co z pozytywów? Program był bogaty, chociaż mam wrażenie, że było w nim zdecydowanie za dużo Wiedźmina. Wystawcy dopisali. Stoisk było naprawdę sporo i można było znaleźć dla siebie różne perełki, począwszy od książek, przez tematyczne koszulki, aż do fantastycznych artów. Wioski też dopisały i gdy było się zmęczonym wędrowaniem po parku, można było na nich przycupnąć, ogrzać się przy ognisku, posłuchać muzyki na żywo, czy wziąć udział w różnych questach. Konkurs cosplay odbył się, jak co roku, na scenie głównej, ale tym razem odpuściłam sobie oglądanie. Dla mnie DFy to przede wszystkim okazja do spotkania się w miłej atmosferze ze znajomymi i do sesji zdjęciowych w plenerze i tak też było w tym roku. No i pieski! Chociaż sama jestem kociarą, to bardzo lubię, jak DFy odwiedzają osoby z pieskami, bo to też dodaje uroku całemu wydarzeniu.
Niestety, ze względów osobistych przyszłoroczne DFy mnie ominą, ale w przyszłości z pewnością jeszcze wrócę do wrocławskiej Leśnicy!
Dee Dee
Podczas tegorocznych obchodów Dni Fantastyki wyjątkowo nie miałam okazji spędzić wszystkich trzech dni festiwalu w Zamku. Miałam za to możliwość przebywania tam podczas jednego bardzo intensywnego dnia.
Całą sobotę biegałam od prelekcji do prelekcji, by mieć okazję posłuchać wystąpień moich sprawdzonych, ulubionych twórców programu DFów. Dzień zaczęłam z Szymonem Makuchem, który z zaangażowaniem i humorem opowiedział o wyjątkowych, często bardzo dziwnych pomysłach, na jakie wpadali w swoich dziełach polscy pisarze science fiction. Była to okazja nie tylko do złapania się za głowę, słysząc o kolejnym absurdalnym pomyśle na fabułę, ale też szansa na poszerzenie swoich literackich horyzontów i odkrycie mniej znanych nazwisk na polskiej scenie SF. Następnie odwiedziłam aż trzy wystąpienia Dawida Głowni. Dowiedziałam się z nich, jak filmy akcji, science fiction i horrory odpowiadały na społeczne nastroje, a także jak twórcy komiksowi prezentowali w swoich dziełach wampiry i wampiryzm oraz jak przenosili na łamy tego medium kultowe opowiadania i powieści gotyckie. Jak co roku, z prelekcji Dawida wyszłam bardzo zadowolona i bogata w nową wiedzę. W międzyczasie wpadłam też na ciekawe wystąpienie zupełnie z innej beczki – była to pełna ciekawych popkulturowych przykładów prelekcja o yokai, czyli fantastycznych stworzeniach z japońskiego horroru.
Tak intensywny grafik wykładów nie pozwolił mi zbytnio na zwiedzanie strefy Fantastyka Open, choć udało mi się wpaść na rozdanie nagród w konkursie na najlepsze opowiadania i najlepszy cosplay, a także spędzić kilka miłych chwil ze znajomymi w strefie gastronomicznej festiwalu. Oby w przyszłym roku mój pobyt w Zamku był dłuższy, by w pełni się tym doświadczeniem nacieszyć!
Autorzy: SQ, Lynn, Diamond, Dee Dee
Dziękujemy za kolejną możliwość udziału w Dniach Fantastyki. Z ogromną dumą od wielu lat obejmujemy to wyjątkowe wydarzenie patronatem medialnym!
P.S. Fotografie zamieszczone w artykule stanowią materiały autorskie wykonane przez członków redakcji oraz osoby z nią współpracujące.






















