KomiksyTeksty

„Legendy X-Men: Whilce Portacio” – Recenzja

Legendy X-Men: Whilce Portacio

Wydawnictwo Mucha Comics wydaje serię pt. Legendy X-Men, gdzie zbierane są tomy stworzone przez najwybitniejszych rysowników lat ’90, zaangażowanych w powstawanie historii o mutantach. Jakiś czas temu do czytelników trafił tom Legendy X-Men: Jim Lee, a tym razem mamy okazję zapoznać się z kolejnym, równie ikonicznym dla X-Men twórcą, jakim jest Whilce Portacio. Będzie sporo nostalgii, jeszcze więcej mordobicia i kości policzkowe zarysowane tak ostro, że można się skaleczyć od samego patrzenia – innymi słowy kwintesencja lat ’90. Przez Wami Legendy X-Men: Whilce Portacio!


Gdy grupa złoczyńców znana jako Upstarts postanawia przejąć władzę nad Hellfire Club, złota formacja X-Men zostaje niespodziewanie uwikłana w brutalny przewrót! Konflikt komplikuje się jeszcze bardziej wraz z pojawieniem się zbiegłych więźniów z przyszłości ściganych przez mutanta imieniem Bishop. Wychowany na legendach o X-Men funkcjonariusz jednostki XSE nagle staje twarzą w twarz z bohaterami, których dotąd znał jedynie z opowieści. Jak zareaguje na ich obecność? I jaką ponurą wiedzę o nadchodzącej katastrofie przynosi ze sobą z przyszłości, która wcale nie jest tak odległa?

Album LEGENDY X-MEN: WHILCE PORTACIO zawiera zeszyty Uncanny X-Men zilustrowane przez tego cenionego artystę, opublikowane na początku lat dziewięćdziesiątych w okresie intensywnego rozwoju serii. Rysunki Portacio, charakteryzujące się wyrazistą dynamiką oraz ekspresją postaci, znacząco przyczyniły się do wizualnego odświeżenia tytułu i wpłynęły na wzrost jego popularności. Styl Portacio – łączący klasyczną narrację z nowoczesnymi rozwiązaniami graficznymi – do dziś inspiruje kolejne pokolenia twórców komiksów superbohaterskich.

Album zawiera materiały opublikowane pierwotnie w zeszytach serii: Uncanny X-Men #281–293, X-Men #12–13 oraz fragmenty z zeszytów X-Men #10–11.


Whilce Portacio to jedna z większych postaci w świecie komiksowym. Ten amerykańsko-filipiński artysta znany jest z serii takich jak m.in. Iron Man Vol. 2, czy The Punisher Vol. 2, jednak to z mutantami możemy kojarzyć go najczęściej (współtworzył takie tytuły jak Uncanny X-Men, X-Factor oraz X-Force). I to właśnie zeszyty Uncanny X-Men zostały zaprezentowane w najnowszym tomie Legend, który rozpoczyna numer #281 Uncanny X-Men. Jest to o tyle istotne, iż jest to pierwsza historia spod szyldu Uncanny X-Men, która nie wyszła spod ołówka Chrisa Claremonta (i to od 1975 roku!).

Historia zebrana w zeszytach #281-293 łączy kilka wątków, w tym m. in. historię grupy Upstarts, próbę pojednania X-Men z Hellfire Club, podróże w czasie i pojawienie się Bishopa, rozterki sercowe Storm, a na chwilę przenosimy się nawet do kanałów, gdzie urzędują Morlokowie. Jeśli chodzi o samych X-Men, to głównie mamy do czynienia z tzw. Złotym Składem grupy, w skład której weszli Jean Grey, Colossus, Ice-Man, Archangel oraz Bishop, a dowództwo nad nimi objęła Storm. I zdaje się, że to właśnie Storm gra pierwsze skrzypce w tym tomie. Z jednej strony zaprezentowana jest jako liderka grupy, przez co nieustannie porównywana jest do Scotta Summersa, a na jej barkach spoczywa ogromna odpowiedzialność za całą drużynę, z drugiej jako kobieta, która nie potrafi dać sobie szansy na odrobinę wytchnienia w ramionach prawdziwie oddanego jej mężczyzny, a z trzeciej, dzięki perspektywie Bishopa, jako bogini pogody i chodzącą legendę, przez co sama odczuwa, że nie może sobie pozwolić nawet na najmniejszą chwilę słabości. A jeśli już jesteśmy przy Bishopie, to jego pojawienie się narobiło sporo zamętu. Przeniesiony w czasie o ponad 7 dekad, będzie musiał nauczyć się funkcjonować i szybko odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Wątek Morkolów oraz Callisto również jest tutaj mocno rozwinięty.

Co do samego stylu Portacio, to najlepiej jest go opisać następującymi słowami: wyrazisty, dynamiczny i ekspresyjny. Jeśli wyobrazicie sobie, jak może wyglądać typowy komiks superbohaterski, to właśnie m. in. rysunki osób takich jak Portacio ukształtowały ten wizerunek.

Tom Legendy X-Men: Whilce Portacio to mnóstwo akcji, dynamiczne rysunki, intensywne kolory i zero nudy. Może i dialogi są nieco sztywne, a narracja nie jest dostosowana do współczesnego czytelnika, ale to jedynie potęguje nostalgię, którą czujemy trzymając w rękach ten album. Gorąco polecam wszystkim fanom klasycznych historii X-Men.


Autorka: Diamond


Mucha Comics

Egzemplarz recenzencki otrzymaliśmy dzięki uprzejmości wydawnictwa Mucha Comics. Jeśli recenzja przekonała Was do zakupu – serię/tom możecie nabyć TUTAJ.

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 Komentarze
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
0
Podziel się z nami swoim komentarzem.x