KomiksyTeksty

„Ultimate Spider-Man: Clone Saga” (2006-2007) – Recenzja

Ultimate Spider-Man: Clone Saga (2006-2007)
Ostateczna Saga Klonów

Oto największy kryzys genetyczny od czasów powstania Hulka! Dowód, że najbliższa wojna światowa, będzie wojną genetyczną! Witajcie w świecie pajęczych klonów, których Bendis pierwotnie wcale nie zamierzał wprowadzać na łamy serii Ultimate Spider-Man i zarazem ostatniej opowieści (jeśli nie liczyć szesciozeszytowej Clone Sagi, streszczającej event z lat 90.) noszącej tytuł Saga Klonów.

Ultimate Spider-Man, Clone Saga

Wszystko zaczyna się, oczywiście, bo jakżeby inaczej, od kłopotów. Kitty Pryde, z którą Peter właśnie chodzi, jest zazdrosna o to, że chłopak wciąż utrzymuje relacje ze swoją byłą, MJ. Gorzej robi się, gdy na spotkaniu Parkera i Watson dochodzi do ataku Skorpiona na Centrum Handlowe. To jeszcze nic. Wróg pokonany, ale pod maską Skorpiona kryje się… Peter! Jak to możliwe? Oszołomiony Parker zabiera klona i udaje się po pomoc do Fantastycznej Czwórki, a w tym czasie MJ zostaje uprowadzona. Jej poszukiwania doprowadzają Petera do dawnego domu, gdzie spotyka dziewczynę o identycznych, jak on mocach.

Kiedy jednak pojawiają się kolejne pajęcze postacie, w tym potwornie oszpecony Peter i sześcioramienny Spider-Man, a także powraca Gwen i uważany za zmarłego ojciec Petera, a ciotka May dowiaduje się kto jest Spiderem, zaczyna się prawdziwe szaleństwo, bo Fury wkracza do akcji wraz z armią Spider-Slayerów gotowy albo zabić Parkera albo pozbawić go mocy raz na zawsze…

Ultimate Spider-Man, Clone Saga

Tak się to powinno zrobić w latach 90. Ba, nawet pierwsza saga klonów z lat 70. nie miała takiej siły! Bendis wcale nie chciał robić tej historii, kiedy brał się za Spidera w wersji Ultimate, zapowiadał to zresztą, gdy rozpoczynał pracę nad serię. Ultimate Spider-Man jednak, jako że przywracał w nowej formie klasyczne opowieści o Pająku, w końcu dotarł do momentu, gdy klony przestały wydawać się złym pomysłem. Bendis zabrał się za nie i pokazał jak odzyskać honor nawet wtykając ręce w taką niedorzeczność. Pod względem akcji i retardacji to najlepszy tom USM. Zabrakło nieco obyczajowości, ale i ta strefa nie pozostała zaniedbana.

Całość można czytać samodzielnie, jednak dla fanów, stałych czytelników klasycznych przygód Spider-Mana i tych, którzy znają Sagę Klonów, która niemal pogrążyła głupotą cykl, przygotował scenarzysta masę odniesień. Poszczególne sceny, nawiązania, zawał ciotki May, Spider -Wilkołak… Brzmi głupio? Zabawa jednak jest przednia i na najlepszym dla tej serii poziomie. Bendis żartuje z pierwowzoru praktycznie co chwila, wyciska też z niego, co tylko się da, by stworzyć zwartą, intrygująca opowieść. Kondensuje to wszystko do krótkiej przecież fabuły i wywołuje takie emocje, że chce się tylko więcej.

Ultimate Spider-Man, Clone Saga

Graficznie także jest znakomicie. Bagley pokazał się z najlepszej strony, pozostali ludzie przykładający rękę do rysunków – od inkera po kolorystę – także udowodnili, że znają się na swoim fachu. I co? Sięgnijcie koniecznie. I nich ktoś w końcu wyda to wszystko po polsku! Tak, jak zresztą całą resztę Ultimate Spider-Mana, bo to jedna z najlepszych pajęczych serii i aż szkoda, że TM-Semic upadło zanim dokończyło choćby pierwszy story arc (potem w pełni zamieszczony w ramach WKKM).


Autor: WKP

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 Komentarze
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
0
Podziel się z nami swoim komentarzem.x