FilmyInneTeksty

„The Punisher: One Last Kill” (2026) – Recenzja

The Punisher: One Last Kill (2026)

The Punisher: One Last Kill (w po naszemu Punisher: Ostatnie starcie) mógł być czymś wielkim, czymś świetnym. Samodzielna produkcja, która jednocześnie stanowi pewien pomost między tym, co było, a drugim sezonem Daredevil: Born Again, mocno inspirowana jednym z najlepszych punisherowych komiksów w dziejach… Do tego próba analizy traum, PTSD… Co mogło pójść nie tak? Sporo, to w końcu współczesny Marvel, który wciąż za wszelką cenę próbuje odzyskać dawną świetność, ale jednocześnie nie chce uczyć się na błędach.

Ja wiem, że medium komiksowe mocno różni się od medium filmowego. Nie umiem jednak nigdy zrozumieć czemu twórcy biorąc na warsztat świetny komiks sądzą, że to co każdego zachwycało w oryginale i wszyscy chcą zobaczyć, są w stanie zrobić lepiej. A nie są. Ostatnie starcie powinno być, jak cios w łeb. Powinno złapać, przetargać i poruszyć widza. I okej, jak na MCU to to nawet brutalne bywa, ale jak na postać Punishera, to jakaś popierdółka jest. Niby chcieli twórcy zrobić z niego postać bardziej realną, złożoną, ale wyszło wręcz przeciwnie, bo zatraciła się część jego cech.

Film/odcinek, jak zwał, tak zwał, ogląda się przyzwoicie, ale to taki przeciętniak, który czasem chce być czymś mroczniejszym, a czasem akcyjniakiem w tylu Johna Wicka, ale przede wszystkim zapomina być tym, czym powinien – rozrywką dla fanów postaci autorstwa Gartha Ennisa. Bo ten jest jakiś mdły. I ja wiem, że on mdły był od początku, że Jon Bernthal to gość, który nie do końca pasuje do tej roli i że twórcy chcieli iść własną drogą, ale jakoś mocniej bije to po oczach, bo w tle wciąż pozostaje ta historia, z której czerpie pełnymi garściami, acz nie tam, gdzie czerpać było naprawdę z czego.

Ale, że to nie adaptacja, a inspiracja, niewiele zmienia, bo sam w sobie ten epizod jest przeciętny. Taki odpowiednik komiksowego one-shotu, gdzie nie było okazji na zbudowanie czegoś naprawdę dobrego, więc sprawdzić ma się, jako pomost. Nie czuć tu zagrożenia, nie czuć, że stawka jest wysoka. To taka standardowa historia, która nie zachwyca, nie zaskakuje, leci po najmniejszej linii oporu i pozostaje obojętna. Obejrzeć można, są momenty, gdzie widz bawi się nieźle, ale to po prostu jeszcze jedna, nijaka cegiełka MCU, którą można odhaczyć i zapomnieć.


Autor: WKP

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 Komentarze
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
0
Podziel się z nami swoim komentarzem.x