„Ghost Rider: Nocna Masakra” – Recenzja
Ghost Rider: Nocna masakra
Lektura potężnego, mającego ponad 500 stron albumu Ghost Rider: Nocna Masakra, wydanego w Polsce przez Mucha Comics, była moim pierwszym kontaktem z komiksową wersją Ducha Zemsty. Było to dość osobliwe doświadczenie, którego niestety nie mogę polecić. Nie odkryję teraz ameryki, ale zaczynanie swojej przygodą z zupełnie nową postacią od tak wielkiego i grubego komiksu nie było dobrym pomysłem. Kiedy poznajemy nową postać, z którą jeszcze się w danym medium nie zapoznaliśmy, zawsze istnieje ryzyko, że nie będzie ona dla interesująca, nawet jeżeli konceptualnie spodziewamy się po niej czegoś kompletnie odwrotnego. Dlatego warto w takiej sytuacji zminimalizować ryzyko i zacząć od jakiejś krótszej historii, albo przynajmniej od czegoś normalnej grubości. Nie powtarzajcie mojego błędu.
Danny Ketch i Johnny Blaze coraz głębiej wchodzą w świat nadnaturalnych zjawisk, mierząc się z kolejnymi zagrożeniami i odkrywając tajemnice Ducha Zemsty. Gdy Blade sięga po stronę z mrocznej księgi Darkhold, jego umysł ulega wypaczeniu, a on sam rozpoczyna krwawą rzeź wśród dawnych sojuszników. W obliczu narastającej masakry Ghost Rider i jego sprzymierzeńcy muszą powstrzymać Wiecznego Łowcę, zanim jego nowe oblicze unicestwi wszystkie nadprzyrodzone istoty na Ziemi.
Nocna masakra to mroczna saga, w której zaciera się granica między bohaterem a potworem, a cena, jaką trzeba zapłacić za zemstę, okazuje się zbyt wysoka.
Album zawiera materiały opublikowane pierwotnie w zeszytach serii: Ghost Rider (1990) #29–30, 32-40, Ghost Rider/Blaze: Spirits of Vengeance #7–13, Nightstalkers #10, Darkhold: Pages From the Book of Sins #11, Morbius: the Living Vampire (1992) #12 oraz fragment z zeszytu Midnight Sons Unlimited #2.
Dlaczego komiksowy Ghost Rider mnie nie przekonał? Jakby to ująć… Jest to postać kręcąca się w kółko. Nieustająco, bez końca. A na dodatek mówimy o takim rodzaju kółka, które mnie wyjątkowo irytuje. Płonące alter ego Danny’ego Ketcha to postać, która robi masę bezsensownych rzeczy i rzadko poświęca choć trochę czasu na refleksje nad swoimi działaniami. Ale to jeszcze nie jest najgorsze. Nawet kiedy już do takich refleksji dojdzie, a wyciągnięte wnioski są sensowne, zmiana w samych działaniach jest z reguły tylko deklaratywna. Nie przekłada się przez to na praktykę, lub wpływa na nią tylko przez moment, aby po chwili główny bohater znów wrócił do dawnego sposobu działania. Bardzo denerwująca sprawa.
Ghost Rider nie bez powodu jest nazywany Duchem Zemsty. Jego głównym zajęciem jest karanie tych, „którzy przelali niewinną krew”. Absurd tej sytuacji jest niejednokrotnie wytykany przez różne postaci na przestrzeni historii opowiedzianej w omawianym tutaj albumie, w tym również przez samego Danny’ego, a mimo to wciąż nic się tu nie zmienia. Obserwowanie go na kartach komiksu jest trochę jak słuchanie monologu idioty, który zaczyna się orientować, że jego ideologia nie ma sensu, ale jeszcze nie jest w stanie się z tym pogodzić. Ghost Rider reaguje po czasie i z potworną brutalnością. Rzadko kogokolwiek ratuje, za to regularnie okalecza i traumatyzuje. Jego pogoń za zemstą zabójczo skutecznie napędza krąg nienawiści i przemocy, który niszczy wszystko na swojej drodze. Jego głównym zajęciem przez dużą część omawianego komiksu jest walka z tymi, których niegdyś ukarał za ich zbrodnie, a teraz oni chcą ukarać jego w odwecie. Swoim działaniem idealnie wpisuje się w bardzo smutny i niepokojący motyw obecny we wszelkiego rodzaju superbohaterskich opowieściach zapewne od samego początku ich istnienia, a mianowicie motyw bohatera reaktywnego, który nie robi absolutnie nic w celu usprawnienia działania społeczeństwa, a jedynie broni status quo. Reaguje dopiero wtedy, gdy coś się zmienia. Wspomniany motyw sprawia, że coraz ciężej jest mi czerpać przyjemność z jakichkolwiek historii z tego gatunku, a Ghost Rider sprawia wrażenie jakby uosabiał wszystkie związane z nim problemy.
Na przestrzeni całego albumu Ghost Rider: Nocna Masakra wielokrotnie poruszany jest temat tego, że sam główny bohater nie wie praktycznie nic o tym, skąd pochodzi. Zarówno w formie człowieka, jak i Ducha Zemsty, regularnie słyszy od kogoś, że powinien się tą kwestią zainteresować, bowiem tajemnice jego genezy mogą wiele zmienić, zarówno dla niego jak i dla całego świata. Zakładam, że właśnie to mógłby być motyw, który byłby w stanie mnie zainteresować tą postacią, lecz niestety nie dane mi było się z nim zapoznać. Cały omawiany komiks to jedna, wielka, niekończąca się scena akcji, pełna rzucanych przez Ducha Zemsty powiedzonek i jego narzekania na to, że nie ma czasu na ruszenie na poszukiwania i odnalezienie odpowiedzi dotyczących swojej przeszłości. W tym przypadku muszę przyznać, że podzielam jego frustrację.
Ghost Rider: Nocna Masakra może być ciekawą propozycją dla fanów głównej postaci, lecz zdecydowanie nie polecam tego komiksu nikomu innemu. Można go pochwalić za to, że zapada w pamięć pod kątem wizualnym, bowiem bardzo mocno postawiono tu na intensywność obrazu, masę jaskrawości i wszechobecne płomienie, które oczywiście idealnie pasują do głównego bohatera, ale sama w sobie fabuła nie zdołała mnie ani na moment zaangażować w stopniu, na jaki liczyłem. Jest tu potencjał, miejscami robi się naprawdę intrygująco, ale finalnie niewiele z tego wszystkiego wynika. Ciągła akcja i marnowanie potencjału każdego ciekawego motywu to nie mój typ rozrywki, a już tym bardziej nie za 269 złotych.
Autor: JJ

Egzemplarz recenzencki otrzymaliśmy dzięki uprzejmości wydawnictwa Mucha Comics. Jeśli recenzja przekonała Was do zakupu – serię/tom możecie nabyć tutaj.







