X-Men: Era Krakoi (Część 6) – Felieton
X-Men: Era Krakoi (Część 6)
X Mieczy / X of Swords
Ostatnią opowieść zakończyliśmy poznając tożsamość ósmego z mutantów, którzy zostali wezwani do magicznego turnieju o losy Krakoi. Był to Apocalypse, dzierżący miecz o nazwie Skarabeusz. Dziewiątym wojownikiem okazał się być Gorgon. Tożsamości dziesiątego, ostatniego zawodnika nie było dane nam poznać, ponieważ Gorgonowi przypadł zaszczyt dzierżyć dwa ostrza – Bogobójca oraz Kosiarz Traw. Teraz pora przyjrzeć się dziesięciu wybrańcom Arakko, którzy także wkrótce zajmą miejsca przy bliźniaczym kręgu, ułożonym ze szczątków poległych. Na polecenie Annihilation, Czterej Jeźdźcy rozpoczynają poszukiwania dziesięciu mieczy oraz dziesięciu wojowników wskazanych przez przepowiednię. Pierwszą wskazaną do walki jest Redroot Knieja, która, będąc głosem Arakko, po równie wzruszającym pożegnaniu co Cypher z Krakoą, podąża do kręgu. Następnie kolejni wojownicy przyłączają się do grona wybranych, wliczając w to między innymi Iscę Niepokonaną, Biały Miecz, Wielkiego Przywoływacza, Solema (od niedawna znajomego Wolverine’a) oraz Śmierć i Wojnę, a także samą Annihilation.
Wybrańcy z Krakoi zostają tymczasem przeniesieni do Gwiaździstej Cytadeli, gdzie Saturnyne przygotowała dla swoich gości dość osobliwe karty tarota. Szczególnie Apocalypse nie był zachwycony swoją kartą, o czym niezwłocznie poinformował Saturnyne. Ta zabiera go na nieoczekiwane spotkanie z Annihilation, która właśnie przybyła do Cytadeli. Apocalypse od razu rozpoznaje twarz, skrywającą się pod hełmem – jest to Genesis, jego żona. Dzięki temu spotkaniu mamy okazję poznać historię Arakko z jej perspektywy. Prawdziwą historię, gdzie dowiadujemy się, że Genesis wcale nie poległa w walce z Annihilation, lecz zwyciężyła i to jej przypadła kolej założenia hełmu. Genesis uparcie odmawiała tego zaszczytu przez sto lat, co poskutkowało kompletnym chaosem – demony Amenthu bez nadzoru istoty Annihilation wymknęły się całkowicie spod kontroli, siejąc spustoszenie na terenie Arakko. Mając nadzieję na powstrzymanie tego horroru, Genesis w końcu uległa i założyła hełm, jednak zamiast uratować sytuację, sama zapragnęła tego, czego pragnie Annihilation. Teraz tym czymś było podbicie Krakoi.
Tymczasem w Gwieździstej Cytadeli trwa przyjęcie powitalne dla uczestników turnieju – zarówno tych z Krakoi, jak i z Arakko. Jest to dla nich okazja do zapoznania się, podpatrzenia mocnych stron i słabości, ale także.. do tańców, zabawy i ucztowania. Przyznaję, że sekwencja Storm tańczącej ze Śmiercią jest jedną z lepszych rzeczy, jakie miałam okazję widzieć na kartach komiksów! Podczas uczty dowiadujemy się o sekretnym planie X-Men – Wolverine w porozumieniu ze Storm podjął decyzję o szybkim zakończeniu turnieju poprzez targnięcie się na życie Saturnyne. Ta jednak przechytrzyła ich podstęp, a samemu Loganowi zesłała wizję przyszłości, w której zamach się powiódł. Utwierdziło to mutantów w przekonaniu, że jedynym sposobem, aby wygrać, jest grać uczciwie. Uczciwość nie jest jednak najmocniejszą ze stron mutantów z Arakko, o czym boleśnie przekonał się Cypher, podstępnie otruty przez Wojnę (co prawda Wojna chciała otruć Wolverine’a, ale kto by się tam przejmował małą pomyłką). Pod koniec tej osobliwej biesiady karty wylosowują pierwszą parę zawodników, którzy o świcie mają zmierzyć się w pojedynku na śmierć i życie – jest to Betsy Braddock oraz Isca Niepokonana. Czy rzeczywiście okaże się niepokonana?
Kurz po pierwszej walce nie zdążył nawet opaść, a Saturnyne już szykuje kolejne karty. Tym razem zamiast pojedynku będzie ślub, a ceremonia zakończy się dość widowiskowo (łącznie z Jubilee, która wparowała do świątyni na smoku serwując nam scenę niczym z pierwszej części Shreka). I tak rozpoczyna się seria konkurencji, w których obie drużyny zdobywają punkty. Nie wszystkie z nich wiążą się z walką na miecze, niektóre wymagają sprytu, inne kreatywności, a jeszcze inne sprawnego operowania igłą i nicią, natomiast jedno z zadań do dziś przyprawia mnie o dreszcze (Kill the kitten – Merlin, serio?! Kogoś tu chyba rodzice nie przytulali, jak był mały).
W pierwszym tomie X Mieczy widzieliśmy jak grupa Hellions, pod przywództwem Mister Sinistera, wybrała się w podróż, celem wykradnięcia dziesiątki mieczy Arakko. Taki przynajmniej był pierwotny zamysł tej eskapady, jednak kiedy w końcu drużynie udaje się przejść przez bramę Dryadoru okazuje się, że mieczy już dawno tam nie ma, a turniej przecież trwa w najlepsze. Wychodzi na jaw, że Sinister wcale nie chciał udaremnić rozpoczęcia zawodów, lecz chciał dostać się do tej krainy, aby uzupełnić swą kolekcję genów o nowe próbki nieznanych mu mutantów. Udaje mu się to, ale koszt jest ogromny – znaczna część Hellions polega w walce z wrogo nastawionymi mutantami, a ci, którym udaje się powrócić przez bramy z powrotem do Krakoi… cóż. Sinister zadbał o to, aby jego działania pozostały w sekrecie.
Tymczasem w Innym Świecie walki trwają, a Arakko zdobywa punkt za punktem zyskując miażdżącą przewagę nad Krakoą. Jeden z pojedynków przegrywa Cable, co popycha go do nawiązania kontaktu telepatycznego z domem – ze Scottem i Jean. Cable pokrótce objaśnia im, co naprawdę dzieje się w Innym Świecie i że ich pomoc będzie potrzebna jak najszybciej. Telepatyczne połączenie przerywa jednak Saturnyne informując młodego Summersa, że nie będzie dłużej tolerowała spiskowania za jej plecami. Tolerowała je jednak aż do tego momentu i zdecydowała się nie reagować, więc jej działania zdają się nie być do końca bezstronne. Kolejny pojedynek zmienia diametralnie rozkład punktów obydwu drużyn – Gorgon ma zmierzyć się z Białym Mieczem, który zamiast stanąć do walki w pojedynkę, przyzywa setkę swoich nieśmiertelnych żołnierzy. Starcie to doprowadza do remisu (Krakoa dzięki Gorgonowi zyskała nagle kilkanaście punktów) i następuje kolejne rozdanie kart. Pora na ostatnią, dwudziestą piątą walkę, na którą czekali chyba wszyscy.
Walka pomiędzy Apocalypsem, a Genesis jest zacięta, dość wyrównana i pełna przeróżnych emocji. Kiedy już wydawało się, że pojedynek dobiegła końca, hełm Annihilation postanowił przejąć kontrolę nad Genesis i rozpętało się prawdziwe piekło. Demony Amenthu przystąpiły do ataku na Gwiaździstą Cytadelę i wszystkich zgromadzonych, Zapanował kompletny chaos.
Równolegle do wydarzeń w Innym Świecie, na Krakoi trwa zebranie Cichej Rady, gdzie Jean i Scott przekazują pozostałym informacje na temat turnieju, jakie pozyskali dzięki swojej telepatycznej więzi z Cablem. Są zdeterminowani pomóc mu za wszelką cenę, jednak Radzie nie podoba się ten pomysł. Jean zostaje postawiona przed wyborem – jeśli zdecyduje się podjąć ryzyko i opuścić wyspę, straci wtedy swoje miejsce w Cichej Radzie.
Biorąc pod uwagę spustoszenie, jakie sieją demony Amenthu, Saturnyne decyduje się na jeszcze jeden radykalny krok; odradza Korpus Kapitanów Brytania. Odpowiedzią na jedną armię jest druga armia, więc Wojna nakazuje Przyzywaczom przywołać najstraszniejsze, największe i najpodlejsze stwory piekielne, jakie istnieją. I już wydawać by się mogło, że wszelka nadzieja została utracona i mutanci polegną, kiedy to dochodzimy do momentu kulminacyjnego dla całej historii. Momentu, który zdawałoby się poetycko spina początek z końcem. Jednak egzekucja tego pomysłu jest mocno naciągana i dość naiwna. Po tak epickiej historii czytelnik zasługuje na epickie zakończenie. Zamiast tego, dzięki magii scenariusza, okazuje się, że X-Meni od początku mieli wszystko zaplanowane, a kluczową rolę na ostatnich stronach X Mieczy odegra…. Kosmiczna baza S.W.O.R.D. (!). Tak więc dowiadujemy się, ze odpowiedzią ze strony mutantów Krakoi na przywołanie armii demonów z czeluści piekieł jest przywołanie armii kosmitów, tym razem z czeluści kosmosu! I nie mówcie mi, że nie jest to podręcznikowy przykład leniwego pisania, bo nie uwierzę. Cable za pomocą swojego ostrza aktywował bazę S.W.O.R.D., dzięki czemu portal, przez który kosmiczne istoty przedarły się wcześniej na teren bazy, został ponownie otwarty. I tak do walki dołącza kolejna armia, tym razem prosto z kosmosu. W międzyczasie Apocalypse wykorzystał chwilową nieuwagę Annihilation i sam przejął hełm. Okazał się on silniejszy od artefaktu i dzierżąc go, poddał się Saturnyne, która od razu kończy wszelkie walki odgrywające się pod Cytadelą. Wbrew protestom istoty Annihilatoin, Saturnyne zdejmuje hełm z głowy Apocalypse’a, a następnie przeistacza go we włócznię, którą ofiarowuje Genesis. Czarodziejka ogłasza triumf Innego Świata, a Krakoę zwycięzcą całego turnieju. Jednak sprawy nie mogą potoczyć się zbyt prosto… Na znak zakończenia walk, Saturnyne żąda wymiany po jednym mutancie z każdej ze stron. Genesis prosi Apocalypse’a, aby dołączył do niej, na co ten ochoczo przystaje. Z kolei Apocalypse wybiera, aby do Krakoi przyłączyła się cała wyspa Arakko, czym zbija z tropu Saturnyne. Ta jednak nie ma wyboru i musi uszanować jego decyzję.
Turniej dobiegł końca, a zawodnicy wracają do domów. Pora więc na podsumowanie. Najważniejsze, co wynika z całego tego zamieszania, to że:
-
Arakko ponownie zostaje złączone z Krakoą; dwie bliźniacze wyspy znów współistnieją
-
Apocalypse i Jean Grey zwolnili dwa miejsca w Cichej Radzie, co będzie musiało szybko zostać rozwiązane
-
Saturnyne odtworzyła Korpus Kapitanów Brytania z Betsy Braddock na podkładzie, jednak nie jest to ta sama Betsy, która poległa w walce z Iscą. Jednym z głównych zadań Korpusu staje się odnalezienie oryginalnej Betsy
-
baza S.W.O.R.D. pozostaje pod opieką mutantów z Krakoi (dowodzi nią Agentka Brandt)
-
największą przegraną turnieju okazuje się być sama Saturnyne, która może i została koronowana na królową Innego Świata, jednak nie udało jej się dostać tego, czego chciała najbardziej – odwzajemnionego uczucia Briana Braddocka.
W moim odczuciu crossover X Mieczy może i nie był ultra wybitny, ale z pewnością nie można przejść obok tego wydarzenia obojętnie. Recenzje były mieszane – dla niektórych cały zamysł turnieju i różnych konkurencji dla mutantów był durnym i płytkim zapychaczem stron, inni z kolei uważali pomysł za ciekawy i po prostu dostarczający czytelnikowi frajdy. I wiecie co? Ja zdecydowanie zaliczam się do tej drugiej grupy. Podobnie jest z zakończeniem eventu; jedni twierdzą, że zakończenie jest świetne i przyniesie ze sobą wiele następstw, a drudzy uważają, że o ile zamysł jest dobry, tak wykonanie zostało zrealizowane zbyt pospiesznie i niedbale. I tutaj także zaliczam się do drugiej grupy, bo o ile nie przeszkadzały mi mutanckie pokazy mody, czy siłowanie się na rękę, tak nie jestem fanką magicznego przywoływania nieznanej rasy kosmitów na ratunek. Mimo wszystko X Mieczy to porządna i konieczna pozycja na półce każdego fana mutantów.
Wszystkie te wydarzenia znajdą swoją kontynuację w kolejnej serii pod tytułem Rządy X (Reign of X), której przyjrzymy się w następnej kolejności.
Część pierwszą felietonu znajdziecie TUTAJ
Część drugą felietonu znajdziecie TUTAJ
Część trzecią felietonu znajdziecie TUTAJ
Część czwartą felietonu znajdziecie TUTAJ
Część piątą felietonu znajdziecie TUTAJ
Autorka: Diamond





