„Knull” #1 (2026) – Recenzja
Knull #1 (2026)
Null
Al Ewing potrafi. Ale częściej potrafi spartolić komiksy, które mu się trafiają. Jego Venom, który ukazuje się po polsku to seria złożona z samych schematów, na dodatek zrobiona tak, że nijak nie pasuje do postaci, a wszystko to, co mogło być dobre, spłyca koszmarnie i jest do bólu przewidywalna. Jeszcze gorzej jest dalej, kto czytał ten wie, a to co w serii zrobił z MJ to już wyższa szkoła żenady i kiepszczenia, na poziomie Wellsa piszącego Dark Web. A teraz bierze się za Knulla. Nie sam, bo scenariusz razem z nim pisze Tam Waltz, ale i tak nie warto.
RETURN OF THE KING! Weakened from his last death, trapped by the enemy he never expected, the God of the Void waits in a cage once again. His captors think Knull has nothing to fight back with — but in Knull’s hands, nothing is a weapon. And there’s a greater weapon out there, waiting for the King in Black to take it… and take his revenge.
Nigdy nie byłem fanem Knulla, taka doładowana na maksa postać, którą za łatwo pokonano, ale tamto przynajmniej fajnie się czytało. I nawet sprawdził się jako jednorazowy badass, ale wiadomo, w Marvelu nic nie ginie. Kiedyś Grzędowicz o prozie Pilipiuka napisał, że u niego, jak w nowoczesnej rzeźni, gdzie nic się nie marnuje i co mu wyrzucą tu, to wepchnie tam. Dokładnie to samo jest w Marvelu. Tu już nic się nie marnuje, każdy pomysł eksploatowany jest do bólu, aż nic z niego nie zostaje, każda postać na siłę wraca, każde wydarzenie powielane jest aż żal patrzeć. Tym bardziej, że wszystko jest robione w złym stylu.
I taki jest ten zeszyt. Zły. Kiepski pomysł zyskuje tu równie słabe wykonanie. Pisarstwo jest sztampowe, postacie płaskie, sam Knull to raczej Null, zero, nic ciekawego, zrobiony tu tak, jakby nie obchodził nikogo. Żałosne jest poprowadzenie akcji czy ukazanie postaci, wszystkie te wyjaśnienia to porażka. A jakie to wszystko kiczowate, jakie pozbawione nie tylko głębi, ale i właściwie czegokolwiek, co mogłoby zainteresować. Może rysunki są całkiem fajne, jednak zamiast podnieść ogólną jakość, jedynie podkreślają wszystkie minusy scenariusza. Nie sięgajcie, nie warto.
Autor: WKP







