KomiksyTeksty

„Eddie Brock: Carnage” #1 (2025) – Recenzja

Eddie Brock: Carnage #1 (2025)
All-New Carnage

Charles Soule i całkiem niezły komiks? No way, a jednak. Eddie Brock: Carnage mimo wszystkich moich co do niego wątpliwości wypada całkiem do rzeczy. Fajna, klimatyczna rzecz, może bez ambicji by być czymś więcej, niż wariacją na temat symbiotycznego życia Eddiego, ale za to nie niosącą zawodu.


THE MOST LETHAL PROTECTOR OF ALL! He’s been VENOM, he’s been ANTI-VENOM, he’s been THE KING IN BLACK! Now Eddie Brock has made his darkest bond yet as he joins with the one and only CARNAGE! Can he control his new other’s endless bloodlust? Or will he be give himself over to madness and murder? Writer Charles Soule (DAREDEVIL, DARTH VADER) and artist Jesús Saiz (PUNISHER, DOCTOR STRANGE) lead us on a journey into the darkest parts of the Marvel Universe with bloody death as our only guide!


Czego mi w tym komiksie zabrakło? A choćby takiego drobiazgu, jak mocniejszego podkreślenia różnic między Eddiem-Venomem, a Eddiem-Carnagem. Te niby są, ale jednak brakuje mi tu czegoś mocniejszego, bardziej wyrazistego. Bo mamy tu przecież połączonych w jedno wrogów. Na dodatek Soule na tym opiera swoją opowieść. Na wewnętrznym konflikcie, starciu dwóch charakterów i takim wewnętrznym rozdarciu, psychologicznej walce i w ogóle. Z tym, że jak to on ma w zwyczaju, jednocześnie robi to po macoszemu. Mam więc nadzieję, że jednak to celowy zabieg, że na razie tak łagodnie, żeby potem mocniej wejść w temat – choć jednocześnie na to nie liczę, bo znam twórcę, który sztampą stoi.

Ale zobaczymy. Na razie jest całkiem fajnie, bo zeszyt stawia na akcję, która… No cóż z jednej strony zbyt oryginalna nie jest, na dodatek kojarzy mi się bardziej z DC niż Marvelem – ratowanie pasażerów samolotu wygląda jak coś, z Batmana albo nawet bardziej Supermana (mieli takich akcji sporo, nawet na polskim rynku możecie je znaleźć). Acz udało mu się przełamać to nieco horrorową nutą. Do tego dochodzą sympatyczne rysunki – niezłe same w sobie, ale wyśmienity kolor podnosi ich jakość i buduje świetny nastrój, co się jednak dziwić, skoro nakładał go Matt Hollingsworth. W efekcie dostaję niezłą rzecz, której ja na razie daję kredyt zaufania.


Autor: WKP

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 Komentarze
najstarszy
najnowszy oceniany
0
Podziel się z nami swoim komentarzem.x