„Hulk” – Recenzja
Hulk
W kolejnej marvelowskiej serii zaczyna się nowa era. Tym razem padło na Hulka, który miał się ostatnio znakomicie dzięki tytułowi Nieśmiertelny Hulk. Teraz seria trafiła w ręce Donny’ego Catesa, przed którym stanęło nie lada zadanie sprostania wysokim oczekiwaniom fanów. I chociaż, jak wiadomo, nie mógł zrobić drugiej takiej opowieści, jak Ewing – swoją drogą dla mnie przereklamowanego – i tak dał radę. No ale co się dziwić, w końcu to gość od wszystkiego i jakoś nigdy do końca nie zawiódł, nawet jeśli jednocześnie nigdy też nie zachwycił.
Niekontrolowana furia Hulka osiągnęła nowy poziom – i nikt, nawet Avengers, nie jest na to przygotowany. Na szczęście Bruce Banner głęboko wierzy, że w końcu zyskał pełną kontrolę nad swoim zielonym alter ego… A może jednak tylko mu się wydaje? Nawet jego genialny umysł nie przewidzi przecież wszystkiego – na przykład tego, że pędząc przez kosmos jako Miazgonauta, Bruce natknie się planetę pełną istot przypominających Hulka, żyjących szczęśliwie pod żarem gwiazdy gamma. Czy właśnie to miejsce okaże się rajem, w którym czczony jak bóstwo Hulk odnajdzie spokój?
Autorami tego albumu są dwaj znakomici twórcy komiksowi – Donny Cates, znany z tak ciepło przyjętych serii jak „Silver Sufer: Czarny”, „Thanos” czy „Venom”, oraz Ryan Ottley, współtwórca serii „Invincible”.
Album zawiera materiały opublikowane pierwotnie w zeszytach „Hulk” #1–6 i 9–14 oraz „Free Comic Book Day 2021: Avengers/Hulk” #1.
Sięgając po ten tytuł czytelnicy nie powinni oczekiwać, że to będzie drugi Nieśmiertelny Hulk. To co u Ewinga było horrorową przypowieścią, u Catesa zmienia się w szaloną rozwałkę w nieco oldschoolowym stylu. Ewing udawał, że chce zrobić coś ambitnego, acz do pełnej ambicji zabrakło mu bardzo wiele. Cates nie udaje. Gość robi po prostu rozrywkową robotę i robi ją skutecznie. I dobrze, że jest to już inna opowieść, bo Cates cechuje się odmienną wrażliwością artystyczną, a jego scenariusze do przygód szmaragdowego olbrzyma są udane.
300 stron albumu wchodzi więc dosłownie na raz. Dzieje się tu dużo, szybko i widowiskowo. Może graficznie nie jest aż tak dobrze, jak wcześniej, jednak zeszyty nadal nieźle wyglądają, a i klimatu tu nie brakuje. jeśli lubicie „Sałatę” możecie brać w ciemno i już, tak samo jeśli lubicie Catesa albo po prostu podobały się Wam albumy takie, jak jego Thor czy Venom. Tu jest bowiem podobnie, z innym bohaterem, ale w ten sam deseń.
Autor: WKP

Egzemplarz recenzencki otrzymaliśmy dzięki uprzejmości Egmont Polska. Jeśli recenzja przekonała Was do zakupu – opisywany tom/serię możecie nabyć tutaj.



