“Deadpool Classic” (Tom 2) – Recenzja

Deadpool Classic (Tom 2)

Pamiętam, jak dwa lata temu, surfując po internecie, natknąłem się na zapowiedź komiksu Deadpool Classic (Tom 1) w naszym ojczystym języku. Za tę reklamę był odpowiedzialny pewien, dość popularny w ówczesnym czasie, ze względu na rynkowy monopol, sklep komiksowy. Szybko jednak zorientowałem się, iż data na moim kalendarzu to 1 kwietnia, a co za tym idzie  – Prima Aprilis. Mi, jak i innym fanom, żart wydał się nieśmieszny, co też daliśmy do zrozumienia w komentarzach. Na szczęście jest też wydawnictwo Egmont, które ostatecznie zdecydowało się na wydanie serii Classic na naszej, rodzimej ziemi. Komiks przyjął się na tyle dobrze, że dziś doczekaliśmy się już kontynuacji. Przed Wami Deadpool Classic (Tom 2).

Długo nie potrafiłem zrozumieć fenomenu Joe Kelly’ego, tak samo, jak nie potrafiłem zdzierżyć kreski Eda McGuinessa w tej serii. Być może ze względu na trudny język, jakim w komiksie operowano, m.in. używano wielu skrótów stosowanych w zamerykanizowanym angielskim, a być może dlatego też, że mogłem po prostu nie dorosnąć do pewnej kreski, jaką komiks był rysowany. Oczywiście, o ile przy Deadpoolu można mówić o jakiejkolwiek dorosłości. A być może też z powodu innych, pomniejszych niuansów, których teraz za cholerę sobie nie przypomnę. W każdym razie, te wszystkie pierdoły odchodzą w niepamięć, bo teraz run Kelly’ego czytałem z zaciekawieniem.

Deadpool Classic

W odróżnieniu od pierwszego tomu, tu śledzimy losy Wade’a Wilsona już ciągnięte po jednym torze, nakreślanym przez jednego pisarza, co oczywiście serii wychodzi na dobre. Zobaczymy tu m.in. starcie z Hulkiem, team-up z Daredevilem, który zakończy się dość interesującym plot-twistem, a także poznamy historię Deadpoola jeszcze  z przez projektu “Weapon X”, z perspektywy trzeciej osoby, co da nam jakiś wgląd w to, jakim człowiekiem był Wade Wilson przed tym eksperymentem.

Sam Wade Wilson oczywiście jest dalej błaznowaty, ale odnoszę wrażenie, że za tą fasadą skrywa  się ogromna inteligencja, która pozwala protagoniście patrzeć na wydarzenia zawarte w komiksie z zupełnie innej perspektywy niż ta, do której przyzwyczaili nas Gerry Duggan, Brian Posehn czy… o zgrozo… Daniel Way. W ogóle, mimo iż jest to bardzo wczesny obraz tej postaci, to dało się wyczuć, że Deadpool jest dużo bardziej dojrzalszy niż w obecnych inkarnacjach. Widać to między innymi po jego relacjach z postaciami, takimi jak np. doktor, odpowiedzialny za to, kim dziś Wilson jest, z którym co gorsza musi on współpracować, by ocalić własne życie. Widać to też w momentach, kiedy nasz heros musi zmierzyć się ze swoimi demonami. W runie Kelly’ego ten temat jest eksplorowany wielokrotnie, a tu zobaczycie jego początki. To nadaje nieco realizmowi komiksowej postaci i pozwala się z nią nieco zidentyfikować.

Ogromnie dużo tu elementów z tła życia Wilsona. Zwiedzimy tutaj m.in. Hellhouse, czyli sierociniec, w którym banda najemników urządziła sobie kryjówkę, skąd przyjmują kolejne zlecenia od starego wygi o ksywce Patch. Ten komiks to przede wszystkim droga do odkupienia Wade’a. Protagonista, mimo iż pragnie być superherosem, to sam nie do końca wierzy, że jest “dobrą osobą”.

Deadpool Classic

Dobrze nakreślone postaci w tym tomiku, pozwalają zobaczyć różne oblicza Deadpoola i nakierowują go na odpowiednie tory. Poznamy bliskich i dalekich “znajomych” Wilsona, takich jak Weasel, którego postać zostaje mocno pogłębiona w tym komiksie, czy też T-Raya, jednego z rywali Wade’a, na którego rozwój i starcie z Deadpoolem liczę w trzecim tomie… ups… czyżby spoiler? A także Siren, na którą bohater ma chrapkę. To tylko część tego, co tu poznamy, ale warto zaznaczyć, iż z serii Kelly’ego mnóstwo czerpał film, więc Ci, którzy zaczynali swoją przygodę z najemnikiem od srebrnego ekranu, wyłapią tu i ówdzie nawiązania i smaczki, które rozpoznają z dzieła Tima Millera.

Ostatecznie jednak nie każdemu musi przypaść do gustu kreska. Ta jest kolorowa i bardzo… karykaturalna. Czuć od niej echo lat 90., bo i tu postacie mają absurdalnie wielkie klaty, kończyny i wszystko inne. Brakuje tylko kultowych, liefeldowych ładownic, przeciągniętych po całych ciałach. Za te kreskę jest odpowiedzialny Ed McGuiness, znany m.in. z Batman & Superman dla DC Comics czy obecnej serii Spider-Man/Deadpool, która lada dzień zakończy swój cykl. Długo mi zajęło, zanim się przyzwyczaiłem do tego stylu, ale ostatecznie nie jest to najbrzydsza kreska, jaką widziałem. Po przeczytaniu tego komiksu, nawet bym powiedział, że jest trochę ponadprzeciętna.

Warto też zaznaczyć, że tom przychodzi do nas w twardej oprawie, co skutecznie zwiększa wartość i prezentację komiksu na półce. Papier jest kredowy, przyjemny w dotyku. Taki standard komiksów Egmont. Nie ma się absolutnie do czego przyczepić, a za tę cenę? Brać jak nic.

Deadpool Classic

Dużo się mówi o tym, że Deadpool to postać dla małolatów, postać, która nie potrafi być poważna. Zgodzę się tu, ale czasem wychodzą na światło dzienne prawdziwe perełki jak Dobry, Zły i Brzydki Duggana i Posehna, które pokazują, że nawet taki świr jak ‘Pool potrafi mieć komiks, który może być brany na poważnie. Cóż… jeśli ta seria utrzyma takie tempo i styl, to mogę śmiało powiedzieć, że po run Kelly’ego będą mogli sięgnąć nawet amatorzy komiksu na serio. Gorąco polecam.


Autor: Zilla


Za egzemplarz do recenzji dziękujemy wydawnictwu Egmont Polska.

Dodaj komentarz

  Subskrybuj  
Powiadom o

T.A.R.C.Z.A. zmusiła nas do śledzenia twoich poczynań poprzez pliki cookie! Czym są T.A.R.C.Z.A. i pliki cookie dowiesz się tutaj.

Co to są pliki cookies? Cookies, zwane również ciasteczkami (z języka angielskiego cookie oznacza ciasteczko) to niewielkie pliki tekstowe (txt.) wysyłane przez serwer WWW i zapisywane po stronie użytkownika (najczęściej na twardym dysku). Parametry ciasteczek pozwalają na odczytanie informacji w nich zawartych jedynie serwerowi, który je utworzył. Ciasteczka są stosowane najczęściej w przypadku liczników, sond, sklepów internetowych, stron wymagających logowania, reklam i do monitorowania aktywności odwiedzających. Jakie funkcje spełniają cookies? Cookies zawierają różne informacje o użytkowniku danej strony WWW i historii jego łączności ze stroną. Dzięki nim właściciel serwera, który wysłał cookies, może bez problemu poznać adres IP użytkownika, a także na przykład sprawdzić, jakie strony przeglądał on przed wejściem na jego witrynę. Ponadto właściciel serwera może sprawdzić, jakiej przeglądarki używa użytkownik i czy nie nastąpiły informacje o błędach podczas wyświetlania strony. Warto jednak zaznaczyć, że dane te nie są kojarzone z konkretnymi osobami przeglądającymi strony, a jedynie z komputerem połączonym z internetem, na którym cookies zostało zapisane (służy do tego adres IP). Jak wykorzystujemy informacje z cookies? Zazwyczaj dane wykorzystywane są do automatycznego rozpoznawania konkretnego użytkownika przez serwer, który może dzięki temu wygenerować przeznaczoną dla niego stronę. Umożliwia to na przykład dostosowanie serwisów i stron WWW, obsługi logowania, niektórych formularzy kontaktowych. Udostępniający używa plików cookies. Używa ich również w celu tworzenia anonimowych, zagregowanych statystyk, z wyłączeniem personalnej identyfikacji użytkownika. To pomaga nam zrozumieć, w jaki sposób użytkownicy korzystają ze strony internetowej i pozwala ulepszać jej strukturę i zawartość. Oprócz tego, Udostępniający może zamieścić lub zezwolić podmiotowi zewnętrznemu na zamieszczenie plików cookies na urządzeniu użytkownika w celu zapewnienia prawidłowego funkcjonowania strony WWW. Pomaga to monitorować i sprawdzać jej działania. Podmiotem tym może być między innymi Google. Użytkownik może jednak ustawić swoją przeglądarkę w taki sposób, aby pliki cookies nie zapisywały się na jego dysku albo automatycznie usuwały w określonym czasie. Ustawienia te mogą więc zostać zmienione w taki sposób, aby blokować automatyczną obsługę plików cookies w ustawieniach przeglądarki internetowej bądź informować o ich każdorazowym przesłaniu na urządzenie użytkownika. Niestety, w konsekwencji może to prowadzić do problemów z wyświetlaniem niektórych witryn, niedostępności niektórych usług. Więcej na ten temat znajdziecie tutaj --> https://rodoporadnik.pl/polityka-prywatnosci-cookies/

Zamknij

Przeczytaj poprzedni wpis:
Thunderbolts
“Thunderbolts: Punisher kontra Thunderbolts” (Tom 5) – Recenzja

Punisher kontra Thunderbolts Thunderbolts to dość kontrowersyjny wybór na liście wydawniczej Egmontu, choć pan Tomasz Kołodziejczak zapierał się nogami, rękami,

Zamknij