„Logan: Black, White & Blood” #1 (2026) – Recenzja
Logan: Black, White & Blood #1 (2026)
Black, White & Blood – Again
Marvel już udowodnił, że projekt Czerń, biel i krew to fajna rzecz, ale tylko momentami. Projekt na raz, ale rozłożony na tyle mini-serii, bo przecież nie zrobią tego tak, żeby wybrać co najlepsze i stworzyć jedną, naprawdę dobrą antologię z samymi perełkami. Woleli wziąć kilku dobrych twórców żeby tak mniej więcej na zeszyt wrzucić jedną dobrą historię, a potem dopchać to przeciętniactwem i słabiznami. Efekt był, jaki był. A teraz ciągną to dalej, oferując nam powtórkę z rozrywki – bo był tom poświęcony Wolverine’owi, a teraz Loganowi – i zarazem jedną z najsłabszych odsłon (słabiej było chyba tylko w tomach Elektra i Moon Knight) serii. Oto Logan: Black, White & Blood #1.
THE BRUTAL AND VIOLENT LIFE OF LOGAN! WOLVERINE. A.K.A. LOGAN’s long and violent history is showcased in brand-new tales by top tier talent in brutal black, white and red! Tom Waltz and Alex Lins reveal Logan’s never-before-revealed military service during the 1950s – with a secret connection to a fan-favorite Marvel character! A mission in seedy 1970s Times Square puts Logan on the trail of a deranged serial killer, as told by Saladin Ahmed and Adam Kubert. Survival is the name of the game after Logan escapes from Weapon X – by Larry Hama and Dave Wachter.
Przejrzałem, jakich autorów Marvel zatrudnił do tej antologii. Znalazłem na razie twórców trzech z czterech numerów i jeśli w tym ostatnim nie zaskoczy samymi dobrymi nazwiskami, słabo to będzie, oj słabo. Widać to po tym numerze. Tu jedynie Larry Hama robi coś niezłego i przyjemnie oldschoolowego, reszta… Saladin Ahmed, jak to on, sztampowe, nijakie, ze sztywnymi dialogami i bez polotu, choć z fajnymi rysunkami, ale i na tym polu widać, że Kubertowi się nie chce i machnął, oby szybciej.
Historia Waltza o nieznanym epizodzie z czasów służby ma niby zaskakiwać, ale jest wysilona i byle jaka. Może gdyby to było ze dwa, trzy numery, zagrałoby lepiej, ale w tej zawartej formie jest jak herbata – fajna w kubku, ale jak mam wsadzić do ust namoczoną torebkę i wyssać samą gorzką esencję, to to nijak mnie nie przekonuje. Graficznie ten – i Hamy – short wypadają mocno tak sobie. A niestety będzie gorzej, bo w drugim numerze dostaniemy taką beznadziejną, kiczowatą autorkę od erotyków z furrasami, jak Mirka Andolfo, której kreska aż razi oczy, a scenariusze to tandeta poziomu 50 twarzy Greya i… No i to nam pokazuje, jak Marvel nawet z tak niezłym projektem (niezłym, ale niedorastającym do pięt pierwszemu Batman: Black and White) potrafi pójść w to, co najgorsze.
Autor: WKP




