KomiksyTeksty

„Royals #1” (2017) – Recenzja

Royals, czyli królewska rodzina Inhumans w kosmosie!
Bo Ziemia była dopiero początkiem…

Wydany w tę środę komiks Royals #1 zaczyna się tam, gdzie zakończył się ubiegłotygodniowy zeszyt pod tytułem Inhumans Prime #1. Członkowie „Nieludzi” zmuszeni są rozpocząć całkiem nowy rozdział w swojej wieloletniej historii, a wszystko przez niedawne starcie z X-Menami, które spowodowało zniszczenie ostatniej, unoszącej się w ziemskiej atmosferze, chmury Terrigenu – czynnika powodującego powstawanie, a w zasadzie aktywowanie się nowych Inhumans. Jeśli czytaliście mój tekst traktujący o Inhumans Prime, to wiecie, że z kilku powodów niezbyt mi się on podobał. Czy w przypadku Royals jest inaczej? Cóż, myślę, że jest zdecydowanie lepiej.

Royals jak nazwa wskazuje, skupia się przede wszystkim na członkach rodziny królewskiej Inhumans – Medusie, Black Bolcie, Gorgonie i Crystal. Gdzieś tam są jeszcze Triton i Karnak, ale potraktowano ich w tym wypadku po macoszemu. Poza tym, tego pierwszego i tak raczej nikt nie lubi lub nie zna, więc nie jest to jakaś wielka strata. Główny nacisk położono tu jednak na płomiennowłosą, byłą królową Inhumans, która z własnej woli zrzekła się ostatnio praw do tego tytułu.

Prócz tych wyżej wymienionych bohaterów pojawiają się również Swain (całkiem fajna babka, której moce związane są ze sferą emocjonalną) oraz Flint kontrolujący skały. Główny wątek dotyczy przeznaczenia gatunku Inhumans, tego kim oni są i co mają zrobić, aby zapewnić mu przetrwanie. Tutaj z pomocą przybywa Marvel Boy – bardzo tajemniczy jegomość z innego wymiaru, który jest powodem całego zamieszania. Również on wydaje się wiedzieć, że gdzieś tam, hen daleko w kosmosie znajduje się rozwiązanie palącego problemu, który toczy obecnie Inhumanów. Skąd ma takie informacje? Tego nie mówi, jednakże zdradza, że w miejscu, z którego pochodzi, znaleziono rozwiązanie wielu komplikacji, w tym i tej. W skrócie: Inhumans lecą w kosmos! W bonusie dostajemy całkiem ciekawą retrospekcję sprzed wielu lat, jednakże o czym mówi i kogo/czego dotyczy, musicie odkryć sami. Chciałbym jeszcze tylko dopisać, że za historię w komiksie odpowiada Al Ewing.

Mógłbym jeszcze bardziej rozpisywać się tu na temat pojawiających się w zeszycie #1 bohaterów, aczkolwiek na chwilę obecną wydaje mi się to bezcelowe. Przedstawicieli Inhumans w Marvelu jest cała masa, ale jak to zwykle bywa, znowu molestowane są tutaj znane wszystkim „VIPy”, chociaż tym razem jest to całkiem logicznie wyjaśnione. Medusa czuje się odpowiedzialna za ostatnie wydarzenia, tym samym chce doprowadzić wszystko co z nimi związane do końca. Ci „mniej ważni” pozostają za to na Ziemi, aby pilnować Attialnu i chronić go przed ewentualnymi zagrożeniami. Ja mogę jedynie dodać, że na pewno brakować mi będzie Inferno, no ale nie można mieć wszystkiego.

Przy recenzji Inhumans Prime narzekałem głównie na wnętrze komiksu. W przypadku Royals jest zupełnie inaczej, gdyż warstwa wizualna zeszyciku prezentuje się FE-NO-ME-NAL-NIE! Zarówno pod względem okładki, jak i całej reszty ilustracji. Bowiem za oba te aspekty komiksu odpowiedzialny jest Jonboy Meyers, który powoli staje się jednym z moich ulubionych artystów. Rysunki serwowane przez tego gościa są tak śliczne, że aż szkoda przewracać strony i czytać dalej. Gdybym mógł, gapiłbym się na te małe cudeńka godzinami, a gdybym cały komiks miał w wersji papierowej, a nie cyfrowej to poszczególne karty oprawiłbym w antyramy.

Żeby nie było, Meyers wszystkich laurów zebrać nie może, bo sam zeszytu przecież nie stworzył. Utalentowanego ilustratora wspomagał bardzo uzdolniony kolorysta, w osobie Ryana Kinnairda. To właśnie dzięki niemu cały komiks „nabiera barw” (celowo użyte) i dosłownie ożywa. Każdy kadr i każda kolejna strona sprawiają oczom prawdziwą przyjemność i frajdę zarazem. To festiwal miliarda różnorakich farbek z uwzględnieniem czerwieni, zieleni, żółci, błękitów, fioletów… i wszystkiego innego. Do tego doliczyć możemy też bardzo charakterystyczną kreskę, podchodzącą wręcz pod mangę, która najlepiej wygląda w przypadku kobiet (siostry Medusa i Crystal wyglądają bardzo apetycznie, jednak gdybym miał wybierać, to wybrałbym rudą, głównie ze względu na całkiem nowy ciuszek jaki ją opina, i styl, w jakim jest przedstawiona). Chyba żaden komiks w przeciągu kilku ostatnich miesięcy tak mnie graficznie nie ujął. Piękna sprawa.

Jeśli mam być szczery, muszę przyznać, że byłem maksymalnie negatywnie nastawiony do Royals #1, zanim komiks pojawił się na rynku. Po tym co zobaczyłem w Inhumans Prime, myślałem, że będzie już tylko gorzej. Ku mojemu zaskoczeniu, otrzymałem bardzo porządny fabularnie oraz graficznie produkt, który wart jest swojej ceny, a przy tym rozwija wątek Inhumans w ciekawy sposób, pchając ich na nieznane im (w większym stopniu) wcześniej wody. Samo zakończenie jest równie zaskakujące, jak reszta komiksu. Nawet ktoś tak zmęczony „Nieludźmi” jak ja, został oczarowany. Zeszycik zdecydowanie polecam i czekam z niecierpliwością na dalsze numery.


Autor: SQ

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 Komentarze
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
0
Podziel się z nami swoim komentarzem.x