„Sentry #1” (2018) – Recenzja

Sentry #1 (Fresh Start / 2018)
Nie tak dobry, nie tak zły

Sentry to jedna z młodszych postaci Marvela. Wymyślona w latach 90. XX wieku przez Paula Jenkinsa, autora wielu niezapomnianych opowieści, że wspomnę tylko Wolverine: Origin, Spectacular Spider-Man czy Hulk: Psy wojny; miał być z założenia poważniejszą postacią przygotowaną pod imprint Marvel Knights. Teraz powraca z nową serią swoich przygód pisaną przez kolejnego znakomitego scenarzystę, Jeffa Lemire’a (Czarny młot, Łasuch). Sięgając po ten zeszyt właściwie nie wiedziałem, czego się spodziewać. Z jednej strony postać Sentry’ego nie nastrajała zbyt optymistycznie, z drugiej osoba scenarzysty obiecywała bardzo wiele. Ostatecznie okazało się, że to ani tak dobry zeszyt, jak bym chciał, ani tak zły, jak się obawiałem.

Sentry

Zanim przejdę do samej fabuły tego komiksu (to tylko jeden zeszyt, a pisać o czymś trzeba 😉 ) przypomnę nieco faktów na temat samego bohatera. Sentry, a właściwie Robert Reynolds, był uczniem jakich wielu. Ba, jak to w tradycji Marvela bywało, był prześladowany. Zażył jednak tajemniczą substancję pewnego profesora i stał się jednym z najpotężniejszych herosów. Działał przed innymi legendami, dla Spider-Mana był idolem, zaprzyjaźnił się z Fantastyczną Czwórką i X-Men, ale niestety, gdy okazało się że jego największy wróg, Void, jest jednocześnie częścią jego samego, skazał się na zapomnienie byle zniknął także i on.

Oczywiście na tym nie kończy się jego historia, ale daje Wam wgląd w przeszłość bohatera i nakreśla tło dla niniejszego zeszytu. Co obecnie porabia Sentry? Po tym jak znalazł spokój dzięki pomocy Dr. Strange’a, żyje w stworzonym przez siebie świecie, gdzie może być wszystkim i robić, co chce. Jest dobrem, jest złem, walczy z wrogami czyli sam ze sobą. Ale już wkrótce będzie musiał stawić czoła komuś gorszemu…

Jaki jest ten zeszyt? Niezły, to jako pierwsze ciśnie się na usta. Naprawdę niezły. Oczywiście, patrząc na fabułę wymyśloną przez Jenkinsa o jednym z najwcześniejszych i najpotężniejszych bohaterów Marvela, który miał długą historię i wielki wpływ na uniwersum i jego herosów, ale wszystko to zostało wymazane, pierwszy zeszyt tej serii wypada dość blado, ale jednocześnie dostarcza naprawdę udanej rozrywki. Lemire nie robi tu tego, czym zachwycił nas w Czarnym młocie – nie rozkłada historii komiksu na czynniki pierwsze, nie wybiera z niej co najlepsze i nie miksuje w jedną całość będącą pięknym hołdem dla klasyki. A mógłby, temat aż się o to prosi. Scenarzysta wybrał jednak inną drogę, tworząc lekką i rozrywkową historię. Trochę szkoda, z drugiej jednak strony jest to dobry zeszyt, więc czy można za bardzo narzekać?

Sentry

Akcja jest, klimat jest, niezłe pomysły też są, a szata graficzna trzyma poziom. Rysunki przedstawiają się dość realistycznie i szczegółowo, kolor dobrze je uzupełnia. Całość ogląda się przyjemnie, przyjemnie też czyta. Rewolucji tutaj nie ma, jest natomiast dobry produkt rzemieślniczy. W sam raz na pół godzinki z komiksem w ręku, gdy chce się wyłączyć myślenie, obejrzeć kilka epickich scen  i dynamicznych walk i nieco odpocząć.


Autor: WKP

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
0
Podziel się z nami swoim komentarzem.x