„Spider-Man: Into The Spider-Verse” (2018) – Recenzja

Spider-Man: Into The Spider-Verse (2018)
Gdy jeden Pająk to za mało

Gdyby tak jeszcze z rok temu ktoś mi powiedział, że studio Sony stanowić będzie jakąkolwiek konkurencję dla innych firm siedzących w branży filmowej, zabiłbym go śmiechem. Poważnie. Teraz nie jest już mi tak do śmiechu. Wręcz przeciwnie. Jestem w totalnym szoku, bo naprawdę nie spodziewałem się, że animacja Spider-Man: Into The Spider-Verse okaże się aż tak dobrym widowiskiem. Prawda jest taka, że oczekiwania miałem ogromne, a po seansie mogę jedynie rzec, że produkcja wszystkie je spełniła, a nawet znacznie przewyższyła. Sprawdźmy zatem dlaczego. Spokojnie, będzie BEZ SPOILERÓW.

Into The Spider-Verse fabularnie opiera się chyba na wszystkich najbardziej oklepanych zagraniach w historii kina. Nie dostaniemy tu niczego odkrywczego. Ba, mamy tu do czynienia choćby z odnajdywaniem się w nowym środowisku/całkowicie nowych sytuacjach, z motywem drogi, rozwoju czy dorastania i z próbą sprostania pewnym oczekiwaniom. Zazwyczaj coś takiego można znaleźć w większości historii dla nastolatków. Z drugiej strony, czy to źle? Jeśli wie się, jak zagadnienia tego typu ugryźć, można ukazać je w zupełnie nowym świetle. Kto powiedział, że starego psa nie można nauczyć nowych sztuczek? Pomijając to, dostajemy tu też wątek alternatywnych rzeczywistości oraz walkę z głównym złym (i nie tylko z nim), który chce osiągnąć cel za wszelką cenę i bez względu na to, czy to się komuś podoba, czy nie. Brzmi jak atak, prawda? Absolutnie nie, bo jeśli każde kinowe widowisko ma wypadać tak dobrze, jak Spider-Verse od Sony, które czerpie garściami z materiału źródłowego i ogranych posunięć w tak umiejętny sposób – ja się na to piszę.

Miles Morales jako główny bohater w niczym nie ustępuje takiemu Peterowi Parkerowi w kreacji Toma Hollanda. Podobnie jak on, również jest dzieciakiem ze zwyczajnymi problemami, który wypada w swojej niepewności i niezdarności naprawdę przekonująco. W czym konkretnie? Żeby odpowiedzieć na to pytanie, musiałbym zdradzić co nieco na temat samej historii, a tego zrobić nie chcę. Powiedzmy, że łączenie kompletnie nowego segmentu życia (superbohaterstwa konkretnie) z dotychczasowymi obowiązkami (głównie nauką), byciem nastolatkiem i etapem dorastania tworzy mieszankę ekstremalnie wybuchową. Na szczęście Miles, zaczynający swoją drogę jako obrońca Nowego Jorku, ma wokół siebie ludzi, którzy mu w ogarnięciu całego tego bajzlu pomogą.

Chodzi tu oczywiście o inne Spider-postaci, które można było zobaczyć na większości plakatów i trailerów: oryginalnego Pajączka (Petera Parkera), Spider-Gwen (znanej ostatnimi czasy jako Ghost-Spider), Spider-Mana Noir, Spider-Hama i SP//Dr. Ci, oprócz samego Petera, są bohaterami drugoplanowo-wspierającymi i stanowią miłą odmianę względem tego, co opowieści o Człowieku-Pająku reprezentowały sobą do tej pory. Jest to także nawiązanie do komiksów i smaczek dla ich fanów. Mnie jako maniakowi wszelkiej maści Spiderów bardzo przypadło to do gustu. Szczególnie Noir i Ham, bo o Peterze wspominać nie trzeba. Poza nimi pojawia się cały komplet klasycznych przeciwników Spider-Mana, ale tych musicie zobaczyć sami.

Spider-Man: Into The Spider-Verse, Spider-Man

Kolejną rzeczą, którą należy pochwalić, jest bezapelacyjnie styl animacji. Artysta ze mnie żaden, więc mój opis pewnie w pełni nie odda tego, jak czuć się może komiksowy geek podczas oglądania Into The Spider-Verse, ale… to jak podziwianie prawie dwugodzinnej, ruszającej się powieści graficznej w najlepszym wydaniu. Jest kolorowo (a nawet neonowo), dynamicznie, są komiksowe przejścia pomiędzy poszczególnymi ujęciami, są ramki i dymki z różnymi tekstami, a nawet onomatopeje w formie napisów. Podczas oglądania czułem się po prostu tak, jakbym na nowo odkrywał cały pajęczy świat, tylko w zupełnie nowy sposób. Doświadczyłem tego, co uwielbiam od małego, ale w innej, lecz równie ciekawej formie.

Równie genialnie sprawdza się tu wszystko związane z dźwiękiem. Zarówno muzyka, jak i aktorzy, którzy podkładają głos postaciom. W kwestii numer jeden – dostajemy tu raczej rapowe kawałki, i choć sam w takich gatunkach nie siedzę, muszę przyznać, że naprawdę wpadły mi one w ucho, a już na pewno robiły klimat w odpowiednich momentach. W kwestii numer dwa – Sony dobrało aktorów głosowych w sposób perfekcyjny. Milesowi głosu użycza Shameik Moore, Peterowi Jake Johnson, zaś miłą niespodzianką okazali się Nicolas Cage i John Mulaney jako odtwórcy Noira i Hama. W obsadzie są też Hailee Steinfeld, Liev Schreiber i Zoë Kravitz. Mógłbym tu dalej szastać nazwiskami, ale jaki jest tego sens? Niech wystarczy sam argument, że ani razu nie pomyślałem, że te wersje bohaterów nie są moimi albo że któraś z nich wypada nienaturalnie. Pokochałem ich „od pierwszego wejrzenia”.

Tu naprawdę nic trzeba niczego więcej dodawać. Into The Spider-Verse udowodniło, że Sony nadal potrafi zrobić dobry film, serwując przy tym fanom Marvela przepyszne danie, którego nie odmówiłby żaden z nich. Najlepszy jednak w nim jest fakt, iż do seansu można podejść bez jakiejkolwiek wiedzy na temat komiksów, Milesa czy innych wersji Ścianołaza, bo animacja wszystkie takie niuanse tłumaczy w szybki i łatwy sposób. Nieważny jest tu Twój wiek, bez względu na to, czy masz 8, 15, czy 50 lat – jeśli lubisz superbohaterów (albo filmy animowane), a szczególnie Spider-Mana, Into The Spider-Verse jest dla Ciebie. Zdecydowanie i bez dwóch zdań. Nie zapomnij wyciągnąć ze sobą na seans kilku znajomych (albo chociaż jednego), bo warto będzie przedstawić im ten świat. Jeszcze Ci za to podziękują. Warto też nadmienić, że już zapowiedziano powstanie sequela ITS-V, a nawet jego spin-off. Oby tylko nie odstawały poziomem od pierwowzoru. Nie wiem jak Wy, ale ja nie mam już chyba żadnych obaw, bo udowodniono mi, że czasem warto dać kredyt zaufania.


Autor: SQ

Dodaj komentarz

  Subskrybuj  
Powiadom o

T.A.R.C.Z.A. zmusiła nas do śledzenia twoich poczynań poprzez pliki cookie! Czym są T.A.R.C.Z.A. i pliki cookie dowiesz się tutaj.

Co to są pliki cookies? Cookies, zwane również ciasteczkami (z języka angielskiego cookie oznacza ciasteczko) to niewielkie pliki tekstowe (txt.) wysyłane przez serwer WWW i zapisywane po stronie użytkownika (najczęściej na twardym dysku). Parametry ciasteczek pozwalają na odczytanie informacji w nich zawartych jedynie serwerowi, który je utworzył. Ciasteczka są stosowane najczęściej w przypadku liczników, sond, sklepów internetowych, stron wymagających logowania, reklam i do monitorowania aktywności odwiedzających. Jakie funkcje spełniają cookies? Cookies zawierają różne informacje o użytkowniku danej strony WWW i historii jego łączności ze stroną. Dzięki nim właściciel serwera, który wysłał cookies, może bez problemu poznać adres IP użytkownika, a także na przykład sprawdzić, jakie strony przeglądał on przed wejściem na jego witrynę. Ponadto właściciel serwera może sprawdzić, jakiej przeglądarki używa użytkownik i czy nie nastąpiły informacje o błędach podczas wyświetlania strony. Warto jednak zaznaczyć, że dane te nie są kojarzone z konkretnymi osobami przeglądającymi strony, a jedynie z komputerem połączonym z internetem, na którym cookies zostało zapisane (służy do tego adres IP). Jak wykorzystujemy informacje z cookies? Zazwyczaj dane wykorzystywane są do automatycznego rozpoznawania konkretnego użytkownika przez serwer, który może dzięki temu wygenerować przeznaczoną dla niego stronę. Umożliwia to na przykład dostosowanie serwisów i stron WWW, obsługi logowania, niektórych formularzy kontaktowych. Udostępniający używa plików cookies. Używa ich również w celu tworzenia anonimowych, zagregowanych statystyk, z wyłączeniem personalnej identyfikacji użytkownika. To pomaga nam zrozumieć, w jaki sposób użytkownicy korzystają ze strony internetowej i pozwala ulepszać jej strukturę i zawartość. Oprócz tego, Udostępniający może zamieścić lub zezwolić podmiotowi zewnętrznemu na zamieszczenie plików cookies na urządzeniu użytkownika w celu zapewnienia prawidłowego funkcjonowania strony WWW. Pomaga to monitorować i sprawdzać jej działania. Podmiotem tym może być między innymi Google. Użytkownik może jednak ustawić swoją przeglądarkę w taki sposób, aby pliki cookies nie zapisywały się na jego dysku albo automatycznie usuwały w określonym czasie. Ustawienia te mogą więc zostać zmienione w taki sposób, aby blokować automatyczną obsługę plików cookies w ustawieniach przeglądarki internetowej bądź informować o ich każdorazowym przesłaniu na urządzenie użytkownika. Niestety, w konsekwencji może to prowadzić do problemów z wyświetlaniem niektórych witryn, niedostępności niektórych usług. Więcej na ten temat znajdziecie tutaj --> https://rodoporadnik.pl/polityka-prywatnosci-cookies/

Zamknij

Przeczytaj poprzedni wpis:
Daughters of the Dragon
„Daughters of the Dragon #1-2” (2018) – Recenzja

Daughters of the Dragon #1-2 (2018) Tak naprawdę główną zachętą, aby przeczytać pierwsze dwa zeszyty Daughters of the Dragon, była

Zamknij