„Deadpool: Seven Slaughters” #1 (2023) – Recenzja
Deadpool: Seven Slaughters #1 (2023)
Marvel nie uczy się na błędach
Jak w tytule, Marvel nie uczy się na błędach. Większość komiksów Liefelda to była porażka i dno (nie twierdzę, że wszystkie, bo niestety a może na szczęście nie miałem okazji każdego z nich poznać), ale nadal włodarze wydawnictwa coś mu (co jakiś czas) powierzają. Tym razem padło na Deadpoola, którego do spółki z nim stworzyła ekipa różnych twórców, ale… No właśnie, wszyscy oni to jednak taki poziom artystyczny, który nigdy mnie nie kupował i nie kupuje także tutaj. Oto komiks Deadpool: Seven Slaughters #1.
Seven kills in seven days! Welcome to a week in the life of Wade Wilson, the best mercenary Marvel’s ever had (just ask him)! From facing off with rival killers to top secret assassinations, DEADPOOL has a lot of work to do in this blood-soaked oversized issue full of fan-favorite creators past and future!
Rob Liefeld to najgorszy z twórców w tym gronie, ale np. taki Cullen Bunn też nie jest wiele od niego lepszy. Nie trafiłem na żaden jego komiks, który wybiłby się ponad najczęściej dość nudną przeciętność. 6/10 to takie max, jakie może osiągnąć, a i to rzadko mu się zdarza. Reszta? To miał być specjalny pogrubiony (i to solidnie, bo niemal czterokrotnie) zeszyt z najlepszymi twórcami Deadpoola, a zabrakło właściwie wszystkich, którzy robili dla serii dobre historie.
Została grupka wyrobników, która czasem coś tam zrobiła (Liefelda, jednego z ojców postaci nie liczę, bo on jest tu akurat dość ważny, ale niestety kiepski), ale… Taki Ziglar to dla mnie kolejny scenarzysta psujący Milesa Moralesa, Ireland kojarzę jedynie ze słabego odcinania kuponików w „star-warsowych” komiksach i… no mógłbym tak jeszcze wymieniać, chyba tylko Gail Simone jako tako dała radę i jeszcze Guggenheim, ale nie znalazł się żaden twórca, który w tych krótkich formach odnalazłby się w satysfakcjonujący sposób, a pole do popisu było.
I tylko żal, że całkiem spoko niektóre z tych komiksów są rysowane. I że okładka jest świetna, bo jest. Reszta do przeczytania i zapomnienia.
Autor: WKP







