„Magik and Colossus” #1 (2026) – Recenzja
Magik and Colossus #1 (2026)
Rasputin’s Team-Up
Magik and Colossus #1 to fajnie rysowany, ale mizernie pisany komiks z wrogiem, który jest tak sztampowy, że w sumie nic nas to wszystko nie obchodzi. Ma to swoje momenty, nie powiem, ma też fajny klimat, ale w większości to zasługa rysunków, a lektura od strony scenariusza jest co najwyżej przeciętna.
THE MUTANT SIBLINGS REUNITE! Illyana Rasputin is a cynical sorceress with power harnessed from the dark realm of Limbo. Piotr Rasputin is made of metal, but with a heart much softer than his exterior. But despite being family, blood does not run thicker than water! When they return to their mother country, they discover ancient monsters from Russian folklore preying on the innocent! Can these two mutant siblings set aside their differences to save their country? The talented creative team of MAGIK, Ashley Allen and Germán Peralta, reunite for an X-Men story full of epic fights, mysticism and family drama!
Ogólnie rzecz biorąc ten komiks posklejany został ze wszystkich elementów, które powinny się tu znaleźć: rodzinnego dramatu, superhero z konkretną akcją, magią, rosyjskimi klimatami etc., etc., etc. tylko co z tego, skoro to wszystko wydaje się klejone na ślinę, a powinno być solidnie wkomponowane. Wszystko tu jest pretekstowe, zbudowane ze sztampowych elementów, a kiedy się tylko da, scenarzysta leci na skróty i na łatwiznę idzie. I to się czuje. Że się mu nie chciało, albo że nie miał dość możliwości, by uciągnąć to wszystko.
Taki bezpieczny komiks, który idzie w to, co już znamy i nie próbuje zaserwować niczego świeżego. Ładnie rysowany, mimo tragicznej, odpychającej okładki, nastrojowy, z dobrą dynamiką ilustracji, ale niczym poza tym. Nie mówię, że zły, ale nie znaczy to, że dobry. Fani postaci pewnie będą zadowoleni, jednak nie jest to historia, do której chciałbym wracać.
Autor: WKP





