„Moon Knight” (Tom 2) – Recenzja
Moon Knight (Tom 2)
Zauważyłam, że jak do tej pory nie trafiłam na żaden nudny komiks z postacią Moon Knighta. Tak jak w przypadku Daredevila każda z opowieści o Księżycowym Rycerzu wciąga mnie od razu od pierwszej strony, więc z tym większą ekscytacją (oraz lekką obawą) wzięłam się za kolejną opowieść od Jeda MacKaya. Czy warto było czekać czy jednak nie do końca komiks spełnił mojego oczekiwania? Oto Moon Knight #2 od wyd. Egmont Polska.
Marc Spector wypowiedział wampirom wojnę w samym sercu Nowego Jorku. Teraz musi toczyć ją na dwóch frontach: na ulicach miasta i… w zakamarkach własnego, na wpół obłąkanego umysłu. Na domiar złego ktoś właśnie rozpoczął krwawe polowanie na ludzi powiązanych z Moon Knightem. Czy Marc zdoła dopaść mordercę, zanim straci wszystkich, którzy mieli odwagę stanąć u jego boku? Jaką rolę odegra w tej intrydze najsłynniejszy z wilkołaków? Kogo Tigra tropi w miejskiej dżungli? I co się stanie, kiedy Misja Midnight przyjmie niezapowiedzianego gościa w potrzebie – Venoma?
Marc Spector, zwany inaczej Moon Knight, prowadzi własny biznes, czyli Misję Midnight. Wraz z pomocą dwójki wampirów, Hunter’s Moona, czyli drugiej Pięści Khonshu, oraz Tigry, dawnej członkini Avengers, podejmuje się różnych zadań. Tym razem jego głównym wyzwaniem jest powstrzymanie wampirzej inwazji, a przy okazji pewnego wilkołaka, który potrwał córkę Marca. Na domiar złego Venom wpadł w tarapaty, a przy okazji ludzie wpadają w dziki szał na skutek podejrzanych fal dźwiękowych. Na nudę więc Moon Knight narzekać nie może.
Bardzo lubię komiksy o Moon Knightcie z kilku powodów. Po pierwsze, od razu z miejsca jest się wrzuconym w wir akcji i przede wszystkim czytelnik rozumie co się dzieje. Po drugie, uwielbiam koncept Marca Spectora jako biznesmana żyjącego z tego, że zabija zwyroli. Taka trochę mroczniejsza z niego wersja Hero for Hire. Po trzecie, ubóstwiam jego wewnętrzny konflikt ze swoimi innymi alter ego. Jak wiadome, Marc cierpi na dysocjacyjne zaburzenie osobowości i dzieli ciało z Stevenem Grantem oraz Jakem Lockley’em. Każdy z nich ma inny charakter i, o ile wcześniej Marc skrupulatnie się z tym krył i wręcz bał się wyjawić komukolwiek prawdę o sobie, tak teraz nie tyle pogodził się ze swoimi innymi osobowościami, lecz także zaczął z nimi współpracować i wykorzystywać ich wpływy na wielu frontach. Bardzo podoba mi się ten zabieg, bo pokazuje, że samoakceptacja bywa naprawdę pomocna i zbawienna dla zdrowia psychicznego. Sam fakt, że Marc wyjawił prawdę swoim przyjaciołom mega mnie ujęło. Po czwarte, nie brakuje w tej historii mnóstwa świetnych cameo, które zrobiły mi dzień. Nie spodziewałam się, że tak mnie ucieszy występ Blade’a czy Venoma. Cały czas czytałam komiks z wypiekami na twarzy i aż w szoku byłam jak szybko dotarłam do finału.
Za stronę wizualną Moon Knighta odpowiadają Alessandro Cappuccio oraz Federico Sabbatini, a za kolorystykę Rachelle Rosenberg. W większości zeszytów kreska bardzo mi się podoba. Moon Knight jak zwykle prezentuje się epicko w swoim stroju i sceny akcji czy mimika postaci pokazane są naprawdę bardzo dobrze. Jedynie w pojedynczych przypadkach bohaterowie wydają się rozmazani i ciężko zobaczyć co tak naprawdę się dzieje w kadrze. Barwy jednak są świetne. Dominują oczywiście tony bieli, szarości i czerni, co jednak okazyjnie świetnie kontrastuje z ciepłymi kolorami Nowego Jorku.
Okładki komiksu są naprawdę piękne i alternatywne wersje zaprezentowane pod koniec historii imponują. Cieszę się, że mam wgląd w proces tworzenia się takich małych arcydzieł sztuki. Oprawa komiksu jest miękka, ale na tyle twarda, żeby nie zaginały się rogi. Kartki są śliskie i bardzo łatwo się przez to wertuje poszczególne strony. Czcionka jest bardzo czytelna i nie ma problemu z czytaniem tekstu w dymkach, a sam przekład Jacka Żuławnika w pełni oddaje ducha oryginału (no może poza jednym wyjątkiem). Do technicznego aspektu Moon Knighta więc też się nie mogę przyczepić.
Summa summarum, Moon Knight to naprawdę bardzo dobry komiks. Fabuła jest wciągająca i koherentna, relacje między głównym bohaterem a jego przyjaciółmi pięknie ukazane, a złoczyńcy wcale nie tacy przewidywalni jak się mogłoby wydawać. Ja nie mam większych zastrzeżeń, poza pojedynczymi wizualnymi czy tłumaczeniowymi mankamentami, a tak to polecam śmiało się zaopatrzyć w ten gruby tomik. 119,99 zł to nie tak dużo jak na taką dawkę przyjemności.
Autorka: Rose (Vombelka)

Egzemplarz recenzencki otrzymaliśmy dzięki uprzejmości Egmont Polska. Jeśli recenzja przekonała Was do zakupu – opisywany tom/serię możecie nabyć tutaj.

![Moon Knight [Tom 2]](https://planetamarvel.net/wp-content/uploads/2026/02/Moon-Knight-Tom-2-2026-1-800x445.webp)
![Moon Knight [Tom 2]](https://planetamarvel.net/wp-content/uploads/2026/02/Moon-Knight-Tom-2-2026-2-671x1024.webp)
![Moon Knight [Tom 2]](https://planetamarvel.net/wp-content/uploads/2026/02/Moon-Knight-Tom-2-2026-3-671x1024.webp)
![Moon Knight [Tom 2]](https://planetamarvel.net/wp-content/uploads/2026/02/Moon-Knight-Tom-2-2026-4-671x1024.webp)