„Rogue” #1 (2026) – Recenzja
Rogue #1 (2026)
Rozrywkowa Rogue
Sympatyczna, acz średnio narysowana (chociaż nie martwcie się, nie jest tak brzydka, jak ten koszmarek patrzący na nas z okładki) Rogue #1 to dowód na to, że z ekipą X-Men w Marvelu nie jest obecnie aż tak do końca źle. Niestety to także podkreślenie faktu, jak bardzo inne tytuły są kiepskie. I jak coraz mniej dobrego dzieje się we współczesnym amerykańskim komiksie środka.
YOU CAN’T OUTRUN THE PAST! Rogue has an idyllic life with her sweet Remy LeBeau, but there are still skeletons in her closet…ones that come out when she least expects it. Rogue has worked so hard to leave her villainous past behind. Unfortunately, the past doesn’t stay in the past. What happens when it slams you right in the face? What past sin would make Rogue leave Haven House? Do Mystique and Destiny hold the answer?
Plusem tego komiksu jest jego lekkość. Są tu momenty absurdalne, jest akcja, jest też zagadka, a dzięki temu całość czyta się całkiem przyjemnie. To plus. Wiadomo, nie ma tu nic wielkiego, ambicje i rewolucje nie są celami autorów, jest za to niezła rozrywka, gdzie dzieje się dużo, szybki – czasem za szybko – i z postaciami, których jest nieco za dużo, by wszystkie przyzwoicie nakreślić, ale te, które wysunęły się na pierwszy plan akurat wypadają nieźle.
Co zgrzyta? To, że niektóre postacie są potraktowane po macoszemu tak bardzo, że w zasadzie ich nie ma. Podobnie jest z niektórymi wątkami. Do tego szata graficzna – niezła, ale do mnie nie trafia, a w niektórych momentach widać, że Zagaria albo nie potrafił czegoś ukazać, albo mu się nie chciało i efekt bywa nieczytelny. Summa summarum, przeczytać można, ot niezła, czysto rozrywkowa rzecz i nic poza tym.
Autor: WKP





