„Marvel’s Daredevil” [Sezon I] – Recenzja

Marvel’s Daredevil [Sezon I]

Gdy światło dzienne ujrzał pierwszy sezon serialu Arrow od stacji The CW nie przypuszczałem, że coś będzie go w stanie przebić. Oczywiście, serial jakoś specjalnie nie urywał tyłka, ani żadnej innej części ciała, ale był całkiem przyzwoity i dobrze się go oglądało. Miał w miarę ciekawą fabułę i mroczniejszy klimat, a sam bohater różnił się znacznie od swojego komiksowego pierwowzoru… Później dostaliśmy The Flash, czyli spin-off wyżej wymienionego serialu. Nowa produkcja kanadyjskiej stacji wyróżniała się (i wyróżnia nadal), a także przebijała swoją konwencją starszego brata. Nawet pomimo tego, że bohater jest bardziej „na luzie” to sam wątek fabularny jest o wiele mroczniejszy niż ten z Arrow, (chociaż oba seriale przenikają się wzajemnie, gdyż znajdują się w tym samym uniwersum).

Jakiś czas później Marvel w porozumieniu z platformą Netflix zapowiedzieli serial Daredevil, który od samego początku przyrównywany był do nie okłamujmy się – kiepściutkiej kinowej produkcji sprzed paru lat, gdzie głównego bohatera odgrywał Ben Affleck. Sam nie byłem jakoś mocno pozytywnie nastawiony do nowego serialu wchodzącego w skład Marvel Cinematic Universe, ale powoli i z czasem zacząłem zmieniać zdanie, a dokładniej z każdym kolejnym trailerem, czy kompletem zdjęć z planu, a także każdą kolejną potwierdzoną osobą w obsadzie. Czy było warto czekać? JASNE, ŻE BYŁO WARTO. Dlaczego? Tego dowiecie się z recenzji. Oczywiście spoiler-free (a przynajmniej w większości) i bez specjalnego porównywania z komiksami.

Zacznę może od tego, czego bałem się najbardziej zanim wziąłem się za oglądanie Daredevila, po tym jak w sieci ukazały się pierwsze zapowiedzi. Najbardziej bałem się tego, że serial nie będzie na tyle mroczny i poważny, aby poprawnie przedstawić postać jaką jest Matt Murdock, oraz jego alter-ego, bo jak wiadomo Marvel w swoim filmowym uniwersum nie boi się korzystać z dużej dozy poczucia humoru. Wliczając w to niewybredne żarty, czy kreacje samych bohaterów i albo się to lubi, albo nie. Oczywiście nie chodzi mi tutaj o to, że Daredevil jest produkcją totalnie wypraną z humoru, absolutnie. Po prostu występuje on tutaj w mniejszym natężeniu, aczkolwiek jest bardzo trafiony (chociażby scena z balonem –> KLIK). Gdyby tego humoru dać więcej, kłóciłoby się to z głównymi założeniami serialu, bo w przypadku najnowszego dzieła od Marvela i Netflixa jest zupełnie inaczej niż dotychczas.

Produkcja dostała kategorię wiekową TV-MA, czyli odpowiednik kinowego R i głównie dzięki temu wszystkie moje początkowe obawy zniknęły jak za sprawą czarodziejskiej różdżki. Właśnie ta kategoria wiekowa sprawiła, że Daredevil jest taki, a nie inny, a jego ogólna atmosfera w pewnych momentach potrafi człowieka zdołować, zdemotywować, czy nawet przerazić (paradoksalnie – w dobrym znaczeniu). Serial jest utrzymany w naprawdę mrocznym, można nawet powiedzieć – paskudnie ciężkim klimacie, który czasami ciąży widzowi. Jest obskurnie, jest ciemno (dosłownie, bo większość ujęć i kadrów jest utrzymana w ciemniejszym/słabym oświetleniu), brudno, tłoczno i brutalnie.

O co chodzi? O to, że duża część akcji dzieje się w zaułkach, zakamarkach i bocznych alejkach, gdzie zdrowo myślący człowiek nigdy nie zapuściłby się po zmroku. Są także zaniedbane mieszkania, ciemne magazyny, doki i obdrapane kamienice w opłakanym stanie. Jeśli zaś chodzi o to z czym nasz bohater będzie musiał się uporać, to jest tego naprawdę sporo. Począwszy od handlu ludźmi i produkcję dragów, aż łapówki, ogólną korupcję na najwyższym szczeblu, porachunki między gangami, różnego rodzaju patologie w rodzinie, spiski, oraz wszelkiego rodzaju intrygi. Co jest w tym wszystkim najgorsze? To, że główny bohater musi sprostać wszystkiemu sam.

Właśnie, odnośnie postaci Matta Murdocka a.k.a. Daredevila – aktor grający go nie jest specjalnie znany szerszej publice, a jeśli mam być szczery to znany jest bardziej fankom, niż fanom. Charlie Cox (bo tak właśnie nazywa się pan grający w DD główną rolę) nie ma może jakiejś spektakularnej filmografii, a osobiście znam go tylko z filmu Stardust (pol. Gwiezdny Pył), ale mimo wszystko zagrał tam dobrze i podobał mi się. W późniejszym czasie aktor pojawił się także w serialach Boardwalk Empire, czy Downtown Abbey, a ostatnio wystąpił także w bardzo dobrze ocenianym filmie biograficznym opowiadającym o losach Stephena Hawkinga, czyli The Theory Of Everything (pol. Teoria Wszystkiego).

Charlie nie zawodzi również, jako Matt. Może różni się lekko od komiksowego pierwowzoru, ale koniec końców udowadnia, że jego bohater jest wiarygodny, nie zna strachu i doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że jeśli on nie stanie naprzeciw całej korupcji i przestępczości trawiącej region, nie zrobi tego nikt inny.

W ten sposób, powoli, ale z wiarą we własne przekonania i masą osobistych problemów Matt przeistacza się w Daredevila. Brutalnego stróża prawa jednej z dzielnic Nowego Jorku, nazywanej Hell’s Kitchen. Jeśli chodzi o inne postaci pojawiające się w serialu to na uznanie na pewno zasługują aktorzy odgrywający role Karen, Foggy’ego, oraz Wilsona Fiska (szczególnie jego), bo są naprawdę niesamowici. Foggy jest jak żywcem wyjęty z kart komiksów, a przy okazji działa jak rozładowywacz napięcia, który rzuci, co jakiś czas jakimś śmiesznym tekstem, a jego sposób bycia jest sam w sobie zabawny.

Foggy świetnie uzupełnia Matta gdy obaj pojawiają się w tym samym czasie na ekranie mamy prawdziwą ucztę dla oczu i uszu. Dialogi między nimi są niesamowicie żywiołowe. Matt jest jak woda (tak, Matt jest jak woda, ale jako zamaskowany obrońca uciśnionych płonie prawdziwym ogniem i rządzą zemsty za wszystkich skrzywdzonych), podczas gdy Foggy jest jak… hmm… też ogień. Matt woli wszystko wziąć na logikę, Foggy z kolei woli działać, niż myśleć. Najlepiej jak najszybciej.

Karen jest przecudownym uzupełnieniem wcześniej opisanej dwójki. Jest ona postacią niesamowicie barwną, która potrafi zaprezentować wachlarz różnorakich emocji. Nie chcę tutaj spoilerować, ale osoby, które już widziały cały sezon albo, chociaż kilka odcinków powinny wiedzieć o czym mówię (piszę?) W jednej chwili z radosnej i pełnej życia dziewczyny potrafi przeistoczyć się w załamaną obecną sytuacją kobietę, której świat wali się na głowę z siłą bomby atomowej. Serialowy Wilson Fisk jest za to prawdziwą bombą i ośmielę się powiedzieć, że jest on także największym, dotychczasowym zaskoczeniem tego roku. Gość jest jak rozwścieczony byk na arenie, który za moment ma roznieść biednego matadora.

Do tego byk ten jest niesamowicie wpływową istotą, która ma połowę miasta, a na pewno całą swoją dzielnicę w kieszeni udając przy tym kogoś kompletnie innego w mediach. Fisk jest jak lalkarz, który z cienia pociąga za sznureczki swoich marionetek tak, aby osiągnąć własne cele, ale gdy przychodzi co do czego, przestaje on manipulować otoczeniem i sam bierze się do dzieła. Nawet, jeśli oznacza to ubrudzenie sobie rąk aż po same łokcie (dosłownie). Najlepszym przykładem byłaby scena, w której bierze udział on, pewien Rosjanin, a także samochód, albo raczej drzwi samochodu. Myślę, że w tej materii więcej mówić nie trzeba. Bohaterowie i relacje pomiędzy nimi to niewątpliwie jedna z najmocniejszych stron serialu Daredevil. Marvel po raz kolejny pokazuje swój talent, czy może nawet geniusz w doborze aktorów. Tak kinowych, jak i serialowych.

Wspomniałem też wcześniej o brutalności… Owszem, jest niesamowicie brutalnie. Jest tak brutalnie, że aż ciężko uwierzyć czasami, że produkcja wchodzi w skład kinowego uniwersum Marvela. Zęby latają w powietrzu, krew chlapie po ścianach i podłogach. Kości są wykręcane i łamane, a ich chrzęst słychać donośnie. Bardzo. Czasami podczas oglądania czułem się tak, jakbym stracił głowę (if you know what I mean). Widzowie o słabszych nerwach, a głównie żołądku, powinni zaopatrzyć się w jakieś pigułki na uspokojenie, zaś ci drudzy w jakąś torebkę, albo wiaderko, bo pewne serialowe sceny nie należą do przyjemnych. Oj nie. Ostatnią rzeczą o której należy tutaj wspomnieć są same starcia z bandziorami.

Matt faktycznie oklepuje maski swoim przeciwnikom i widać, że trenowany był od małego, ale jest to pokazane w trochę inny sposób. W Daredevilu widz ma świadomość, że główny bohater nie jest jakimś niezniszczalnym terminatorem, który wchodzi do pokoju pełnego zbirów i w przeciągu 30 sekund każdy z nich dostaje potężne lańsko przy czym protagonista nawet nie zdążył się spocić. Sceny walk dowodzą, że Matt męczy się jak każda inna ludzka istota, a czasami sam dostaje takie cięgi, że gdyby nie zaprzyjaźniona pielęgniarka Claire, która poskłada go do kupy to, wyzionąłby ducha w jakimś kontenerze na śmieci w ciągu nocy. Nikt przecież nie powiedział, że od samego początku będzie łatwo i przyjemnie. W każdym razie – ten aspekt serialu także jest na plus. Taki naprawdę ogromny plus.

Innym ciekawym rozwiązaniem w DD jest to, że dostajemy już w pełni rozwiniętą postać, ale jeszcze nie bohatera. Jednakowoż nie pomija się tutaj wątku powstania postaci (ang. origin story). Wszystkie wątki dotyczące przeszłości bohatera/ów, czyli powstania postaci, jego treningu, oraz tego, co wpłynęło na jego obecne poglądy twórcy serwują nam w dobrze rozplanowanych i prezentujących się retrospekcjach. Ujmując to inaczej, nie zabiera to wiele czasu, a naprawdę dobrze przedstawia wszystko to, co typowy Kowalski powinien wiedzieć o postaci, której losy właśnie śledzi. Podobny zabieg zastosowano także innym postaciom. Na ten przykład Foggy, czy Fisk też dostają swoje retrospekcje.

Pozwolę sobie jeszcze wspomnieć o tym, że sam Diabeł z Hell’s Kitchen od samego początku nie biega po mieście w pełnym umundurowaniu. Jego strój przypomina raczej niedopracowaną wersję beta, czy może nawet wczesną alfę, bo jest to masko-chusta, obcisły „long-sleeve” (koszulka z długim rękawem), bojówki i wysokie buty. Wszystko w odcieniach szarości-czerni. Nawet mimo tego, że brakowało mi tego „szatańskiego” przyodziewku, miło było popatrzeć jak postać kształtuje się nawet pod względem garderoby, a nie tylko filozofii, psychologii, czy sposobu działania.

Nawiązałem też wcześniej do tego, że serial należy do MCU, czyli kinowego, czy może lepiej rzec kinowo-serialowego uniwersum Marvela. Czy mamy w serialu jakieś nawiązania do tego całego świata? Owszem, są. Czasami subtelne, a czasami dając po gębie. Co jakiś czas gdzieś pada tekst odnoszący się do bitwy o Nowy Jork zaprezentowanej w The Avengers. Wprawny widz zauważy także wycinki z gazet odnoszące się do tego incydentu, bo i takowe pojawiają się w DD. Nawet sam fakt „odbudowy Nowego Jorku” jest wystarczająco dużym nawiązaniem. W serialu mamy także do czynienia z czymś na kształt crossoveru, czy może delikatnego przenikania z innym show, a dokładniej z Agents of S.H.I.E.L.D.

Nie powiem Wam gdzie, ani kiedy. Po prostu wiedzcie, że jest. Widz może uśmiechnąć się także w momencie, gdy jedna z postaci wypowiada kwestię w stylu „gdzieś tam są o wiele większe niebezpieczeństwa/siły” (jak na ten przykład Loki, czy armia kosmitów z odległych zakątków kosmosu). Jeśli ktoś nastawiał się na bezpośrednie nawiązania to może się troszkę zawieść, bo bohaterowie przedstawieni w filmach kinowych Marvela i Daredevil są na zupełnie innym poziomie. Avengersi ratują świat w dzień i w nocy walcząc z każdym zagrożeniem. Wszędzie. Nie tylko w jednej dzielnicy. Daredevil jest bohaterem głównie ulicznym (ang. Street-level hero), który stawia czoło przestępczości mniejszej, lub większej, zorganizowanej, bądź nie. Jeszcze trochę przyjdzie nam poczekać nim diabeł dołączy, albo będzie, chociaż współpracować z głównym składem herosów. Czy przez to serial odbiera się gorzej? Nie, a przynajmniej ja tak tego nie odczułem.

Podsumowując – Daredevil jest serialem powyżej moich najśmielszych oczekiwań, a Marvel udowodnił, że potrafi tworzyć produkcje nie tylko przeznaczone dla młodzieży, ale również dla dojrzałego odbiorcy. W tym momencie studio otworzyło sobie furtkę na jeszcze większą rozbudowę stworzonego przez siebie uniwersum, ale tym razem z innej perspektywy. Z perspektywy bardziej życiowej i mniej wyrafinowanej, a jednak bliższej większości ludzi – z perspektywy ulicy, bo przecież i tutaj ktoś musi bronić niewinnych. Przypominam także o tym, że niedługo do telewizji trafią kolejne seriale stworzone w porozumieniu ze stacją Netflix, a chodzi tu o produkcje dotyczące bohaterów jakimi są Jessica Jones, Luke Cage, oraz Iron Fist, a ci państwo w końcu stworzą grupę zwaną Defenders (ang. Obrońcy), gdzie dołączy do nich również Diabeł z Hell’s Kitchen – Daredevil (osobiście poprosiłbym jeszcze o tak brutalnie i bezwzględnie przedstawionego Punishera, bo ta postać aż się o to prosi).

Seriale DC zostały właśnie daleko w tyle za konkurencją (no, może poza Flashem, bo ten wciąż utrzymuje naprawdę wysoki poziom), a sam Arrow ciuchutko łka w poduszeczkę, mając świadomość, że bez zmiany scenarzystów, fabuły i podejścia do postaci nadal będzie tylko sztampową kalką swego poważniejszego i mroczniejszego kolegi z branży, który ma wiele wspólnego z nietoperzami. Pozostaje mieć nadzieję, że twórcy serialu o „Szmaragdowym Łuczniku” widzieli nową produkcję Netflixa i wyciągną wnioski ze swoich błędów, bo Arrow dopiero teraz zaczął odrabiać straty po naprawdę koszmarnych 8-9 odcinkach obecnego sezonu. Studio DC może być wdzięczne, że Marvel nie tworzy wszystkich swoich produkcji w takim stylu jak Daredevil, bo biedni nie daliby rady podnieść się z gleby. Marvel kompletnie zdeklasował konkurencję i minie naprawdę dużo czasu zanim jakakolwiek inna telewizyjna produkcja zbliży się do jego poziomu (chyba, że będzie to kolejny twór platformy Netflix).


Autor: SQ

Dodaj komentarz

  Subskrybuj  
Powiadom o

T.A.R.C.Z.A. zmusiła nas do śledzenia twoich poczynań poprzez pliki cookie! Czym są T.A.R.C.Z.A. i pliki cookie dowiesz się tutaj.

Co to są pliki cookies? Cookies, zwane również ciasteczkami (z języka angielskiego cookie oznacza ciasteczko) to niewielkie pliki tekstowe (txt.) wysyłane przez serwer WWW i zapisywane po stronie użytkownika (najczęściej na twardym dysku). Parametry ciasteczek pozwalają na odczytanie informacji w nich zawartych jedynie serwerowi, który je utworzył. Ciasteczka są stosowane najczęściej w przypadku liczników, sond, sklepów internetowych, stron wymagających logowania, reklam i do monitorowania aktywności odwiedzających. Jakie funkcje spełniają cookies? Cookies zawierają różne informacje o użytkowniku danej strony WWW i historii jego łączności ze stroną. Dzięki nim właściciel serwera, który wysłał cookies, może bez problemu poznać adres IP użytkownika, a także na przykład sprawdzić, jakie strony przeglądał on przed wejściem na jego witrynę. Ponadto właściciel serwera może sprawdzić, jakiej przeglądarki używa użytkownik i czy nie nastąpiły informacje o błędach podczas wyświetlania strony. Warto jednak zaznaczyć, że dane te nie są kojarzone z konkretnymi osobami przeglądającymi strony, a jedynie z komputerem połączonym z internetem, na którym cookies zostało zapisane (służy do tego adres IP). Jak wykorzystujemy informacje z cookies? Zazwyczaj dane wykorzystywane są do automatycznego rozpoznawania konkretnego użytkownika przez serwer, który może dzięki temu wygenerować przeznaczoną dla niego stronę. Umożliwia to na przykład dostosowanie serwisów i stron WWW, obsługi logowania, niektórych formularzy kontaktowych. Udostępniający używa plików cookies. Używa ich również w celu tworzenia anonimowych, zagregowanych statystyk, z wyłączeniem personalnej identyfikacji użytkownika. To pomaga nam zrozumieć, w jaki sposób użytkownicy korzystają ze strony internetowej i pozwala ulepszać jej strukturę i zawartość. Oprócz tego, Udostępniający może zamieścić lub zezwolić podmiotowi zewnętrznemu na zamieszczenie plików cookies na urządzeniu użytkownika w celu zapewnienia prawidłowego funkcjonowania strony WWW. Pomaga to monitorować i sprawdzać jej działania. Podmiotem tym może być między innymi Google. Użytkownik może jednak ustawić swoją przeglądarkę w taki sposób, aby pliki cookies nie zapisywały się na jego dysku albo automatycznie usuwały w określonym czasie. Ustawienia te mogą więc zostać zmienione w taki sposób, aby blokować automatyczną obsługę plików cookies w ustawieniach przeglądarki internetowej bądź informować o ich każdorazowym przesłaniu na urządzenie użytkownika. Niestety, w konsekwencji może to prowadzić do problemów z wyświetlaniem niektórych witryn, niedostępności niektórych usług. Więcej na ten temat znajdziecie tutaj --> https://rodoporadnik.pl/polityka-prywatnosci-cookies/

Zamknij

Przeczytaj poprzedni wpis:
„Marvel Encyclopedia: Updated and Expanded” – Recenzja

Marvel Encyclopedia: Updated and Expanded Czy byliście kiedykolwiek w sytuacji, w której ktoś zapytał Was o coś związanego z Marvelem,

Zamknij