„All-New X-Men: Jeden z głowy” – Recenzja
All-New X-Men: Jeden z głowy
Przyszłość, która powraca
Kiedy Bendis rozpoczynał pisanie All-New X-Men, wprowadził na łamy serii postacie pierwszego składu mutantów przeniesionego do teraźniejszości. Krótko potem, w wielkim crossoverze Bitwa Atomu, łączącym w sobie wszystkie serie o mutantach, do tego grona dołączyli także X-Meni z przyszłości. Teraz powracają w kolejnej udanej opowieści, która w znakomitym stylu kontynuuje wcześniejsze tomy.
Hanka dręczą wyrzuty sumienia po tym, jak sprowadził do teraźniejszości pierwszy skład X-Menów. Nie wie, jak naprawić szkody, które to spowodowało, nie ma pojęcia, w jaki sposób odwrócić obecną sytuację i co przyniesie przyszłość. Tajemnicza postać, która go odwiedza, uświadamia mu, że konsekwencje jego działań są poważniejsze niż sądził. Ukazując mu przy tym różne wersje dalszych losów mutantów.
Tymczasem Jean i Scott usiłują zrozumieć zawiłości tego, co się dzieje. Próbują przy tym poznać znaczenie nowych mocy dziewczyny. Jednocześnie X-23 decyduje się opuścić drużynę, ale zostaje zaatakowana przez tajemniczego przeciwnika. Gdy X-Meni dowiadują się o tym, nie mają pojęcia, w jakiej sytuacji właśnie się znaleźli. Jedno jest jednak pewne – Bractwo Złych Mutantów z przyszłości powróciło i nie zamierza działać po cichu…
Serię All-New X-Men polubiłem z wielu powodów. Dobry scenariusz, ciekawy pomysł, znakomite wykonanie pod względem graficznym. Do tego doszła też niebagatelna rzecz – Bendis, ceniony i uwielbiany scenarzysta, odświeżył ich przygody. Mało tego – uczynił atrakcyjnymi dla nowych odbiorców. Po latach plątania fabuł, dodawania najróżniejszych wątków, ich alternatywnych wersji i zabaw z czasem i przestrzenią, zabieg taki był potrzebny. A co ważniejsze, okazał się udany. Pomysł z przeniesieniem młodych X-Menów do naszych czasów, gdzie muszą odkryć wszystkie zawiłości, chwycił także w oderwaniu od powyższego i jest konsekwentnie rozwijany. Czy trzyma poziom? Tak, i to właśnie jest kolejny powód, dla którego warto zapoznać się z All-New X-Men.
W najnowszym, piątym już tomie (choć właściwie należałoby rzec, że siódmym – Bitwa Atomu oraz Proces Jean Grey choć były crossoverami, stanowiły przede wszystkim część tej opowieści, a do tego całość łączy się z drugą X-serią Bendisa, Uncanny X-Men), akcja nie zwalnia tempa, rozwija wcześniejsze wątki i wypada naprawdę dobrze. Jak zwykle dzieje się dużo, scenarzysta bawi się motywami znanymi z klasycznych zeszytów, oddaje im cześć i przepisuje na swój własny sposób. Poza tym znów kombinuje z czasem i różnymi wersjami przyszłości, a na dodatek z okazji 25 zeszytu serii, który otwiera ten tom, znów znalazł okazję do świętowania i złożenia hołdu – tym razem w postaci ilustracji wykonanych przez najróżniejszych twórców, od Davida Macka, po J.G. Jonesa.
Większość albumu narysował jednak znakomity Stuart Immonen (z pomocą Davida Marqueza i Sary Pichelli). Rysunki są więc doskonałe, odpowiednio mroczne (autor rewelacyjnie operuje światłem i cieniem), dynamiczne, jest w nich coś cartoonowego, ale są też realistyczne i z miejsca wpadają w oko. Ogląda się to świetnie, świetnie też czyta, więc jeśli należycie do miłośników X-Men albo macie ochotę na dobry komiks superbohaterski, zainteresujcie się koniecznie tą serią. Naprawdę warto.
Autor: WKP




