“Avengers: Infinity War” (2018) – Recenzja

Avengers: Infinity War (2018)

W scenie po napisach filmu The Avengers z roku 2012 dowiedzieliśmy się, że odpowiedzialnym za atakującą Ziemię armię Chitauri był tak naprawdę nie Loki, a… Thanos – odurzony władzą i chęcią posiadania wszystkich sześciu Kamieni Nieskończoności tyran. Od tamtego czasu minęło sześć lat. Sześć długich lat przyszło fanom czekać na tak zapowiadane nadejście największego ze złych w całym MCU (a także i jednego z najpotężniejszych czarnych charakterów w komiksach Marvela). Co prawda Szalony Tytan zaliczył już wcześniej krótki epizod w pierwszej części Guardians of the Galaxy, ale był on tak maleńki, że nic na jego temat raczej nie dało się powiedzieć. Czy warto było zatem czekać na jego pełnoprawny występ w najnowszym megahicie Marvel Studios – Avengers: Infinity War? Czy sprawił on, że najmężniejsi bohaterowie Ziemi (galaktyki?) poczuli w sercach ukłucie strachu i widmo nadciągającej zagłady? Sprawdźmy to razem.

BEZ SPOILERÓW.

Avengers Infinity War

Fabuła filmu jest prosta jak budowa cepa. Wielki zły zaczyna objazd po galaktyce w poszukiwaniu kolorowych, niezwykle potężnych kamyczków, aby wpasować je do swojej złotej rękawiczki, dzięki której wytępi połowę wszechświata (w wielkim uproszczeniu). Brzmi to może dziwnie, ale tak faktycznie jest. Oczywiście, wątków jest o wiele więcej, ale nie chcę czegokolwiek zdradzać. Poza tym, nie ma tu miejsca na czcze gadanie. Akcja gna do przodu od samego początku, nie pozwalając się nudzić. Całość przypomina swoją konstrukcją komiksowy event/crossover, gdzie tona postaci zbiera się do kupy w celu powstrzymania jakiegoś większego zła (kogoś/czegoś), bądź zapobiegnięcia czemuś konkretnemu. Skala i format tego są po prostu nie do opisania. To coś ogromnego i niespotykanego na kinowym ekranie do tej pory. Takiego widowiska superbohaterskiego nigdy wcześniej jeszcze nie było.

Należy przy tym dodać, że film co rusz zaskakuje i znienacka jesteśmy atakowani zwrotami akcji, które niejednokrotnie sprawiają, że szczęka opada do samej ziemi (szczególnie podczas wizyty na pewnej planecie…).

Avengers Infinity War

Najważniejszym w tym wszystkim jest jednak sam Thanos. Ten film jest definitywnie o nim. To on tu rządzi i pociąga za sznurki. Wszystko to, co widzimy na ekranie, jest z nim związane, a on doskonale wie, do czego dąży. Nie jest to jednak komiksowy Thanos – co to, to nie. Ten Thanos to prawdziwy stoik, który wzbudza respekt pod każdym możliwym względem: postury, zachowania, sposobu wysławiania się czy nawet tonu głosu. Ten gość autentycznie wierzy w to, że jest pozytywną postacią i chce dobrze, a to, co zamierza zrobić, przyniesie pozytywne skutki w całym kosmosie. Gdyby spojrzeć na świat z jego perspektywy, można by uznać, że to wszyscy, którzy stają mu na drodze, są “tymi złymi”.

I… myślę, że na tym możemy zakończyć ten akapit, bo jeszcze się przypadkiem niepotrzebnie rozpędzę. Dodam jedynie, że warto było czekać te wszystkie lata, bo według wszelkich zapowiedzi, Tytan z fioletową skórą robi piorunujące wrażenie.

Co do reszty postaci – tych jest sporo. Mamy tu przecież członków składów Avengers i Strażników Galaktyki, którzy w końcu się ze sobą spotykają i współpracują. W związku z tym, pomiędzy różnymi bohaterskimi team-upami dochodzi do całego szeregu zabawnych sytuacji, które jednak nie są jakkolwiek nachalne i zostały idealnie zrównoważone w porównaniu do wszystkich momentów, które w dobry humor nie obfitują. Nie musicie się więc martwić, że wszędzie jest tylko śmiech i radość, gdyż tak nie jest. Wszystko zostało rozplanowane z głową. Tam gdzie można się pośmiać, będziecie to robić. Tam gdzie trzeba będzie zachować powagę, zachowacie ją.

Avengers Infinity War

Przyczepiłbym się jedynie do tego, że nie każdy bohater dostał moim zdaniem taką samą ilość czasu ekranowego, ale byłoby to niemożliwe, biorąc pod uwagę to, ilu się ich w tej produkcji pojawia. Głównie z tego powodu nikt też nie stawia tu na specjalny rozwój charakterologiczny kogokolwiek innego oprócz samego Thanosa (no, z pewnym wyjątkiem). Po prostu nie ma na to czasu.

Nie oznacza to jednak, że osoby, którym dotrzymujemy towarzystwa w Wojnie Bez Granic nic sobą nie reprezentują i nie ewoluują. Wręcz przeciwnie. Widać w ich czynach i słowach doświadczenie płynące z tych wszystkich, mniej lub bardziej ciężkich, życiowych prób, którym byli poddawani.

Na Thora przykładowo mocno wpłynęły wydarzenia z Ragnaroku i utrata bliskich wraz z rodzinnym Asgardem. Stark po bitwie o Nowy Jork wciąż zmaga się z PTSD i choć było to widocznie w Iron Manie 3, dopiero tutaj jesteśmy świadkami tego apogeum, a gdyby tego było mało, zarówno jemu, jak i Doktorowi Strange’owi średnio idzie budowanie zdrowej relacji. Star-Lord i Gamora wchodzą na kolejny szczebel swojej znajomości, przy czym on ma chyba jakiś kryzys związany z poczuciem własnej męskości, a jej rodzinne “układy” zaczynają wyglądać jeszcze dziwaczniej niż dotychczas.

Avengers Infinity War

W kwestii związku sytuacja wygląda podobnie w przypadku Visiona i Scarlet Witch. Największe zmiany dotyczą chyba jednak Kapitana Ameryki i Czarnej Wdowy. Ta dwójka swoim zachowaniem jawnie daje do zrozumienia, że nie ma już raczej nic więcej do stracenia. Oboje przestali “bawić się w wojsko”. Rozwinęło się także to, co związane jest z Wakandą. Jak pamiętamy, T’Challa otworzył granice swojego państwa dla innych krajów, co widać i o czym wspomina się tutaj.

Spider-Man pomimo tego, że wciąż jest gadatliwym nastolatkiem, zmężniał i spoważniał na tyle, że w obliczu zagrożenia potrafi stanąć na wysokości zadania, a przy tym zamknąć usta “swojemu mentorowi” z wybujałym ego. To już nie ten sam przestraszony Pająk, który wolał trzymać się swojej dzielnicy (bo w końcu po co on komu, jeśli tej dzielnicy zabraknie?). Duży krok naprzód poczynił też Rocket, który w końcu znalazł kogoś, kto uważnie słucha tego, co ma do powiedzenia i traktuje go jak równego sobie. Dzięki temu wojowniczy szop poczuł, że może być dla kogoś ważny. Nawet tak drugoplanowy bohater jak War Machine zupełnie zmienił podejście do pewnych spraw. Szczególnie tych, które związane są z prawem.

Jest tego o wiele więcej i nie sposób wymienić wszystkiego, ale nie zrozumcie mnie opacznie. Nie stawia się tu na ilość, a na jakość. Praktycznie wszystkie poprzednie wątki i decyzje są tutaj zawiązywane i umiejętnie poszerzane. Tu nikt nie przechodzi jakiejś dodatkowej czy specjalnej przemiany. Zamiast tego podsumowuje się tu raczej to, co już przeszli. To jedna z najjaśniejszych cech IW.

Avengers Infinity War

Co do warstwy audiowizualnej Wojny Bez Granic – jest nie do opisania. Wszystko, ale to absolutnie wszystko, wygląda świetnie. Chodzi mi o efekty specjalne wraz z oświetleniem i eksplozjami, sposób kadrowania, numery kaskaderskie, choreografia walk, kostiumy, poszczególne lokacje… Po prostu to, co składa się na scenografię i cały świat przedstawiony. CGI stoi na kosmicznie wysokim poziomie. Chyba oprócz Avatara z 2009 roku efekty generowane komputerowo nigdzie nie prezentowały się aż tak dobrze. Nie powinno być to jednak jakimkolwiek zaskoczeniem, bo Marvel Studios zdążyło już przyzwyczaić fanów do najwyższej jakości swoich “produktów”. Myślę, że nie przesadzę nawet, gdy batalistyczny aspekt Infinity War przyrównam choćby do trylogii Władca PierścieniTroiOstatniego Samuraja czy Braveheart, bowiem bitwa w Wakandzie w niczym im nie ustępuje, a może nawet je przebija (mówię oczywiście za siebie).

Wracając jeszcze na moment do samych pojedynków – każdy wygląda tak, jakby był ćwiczony aż do perfekcji. Postacie wzajemnie uzupełniają się, udowadniając przy tym, że doskonale znają swoje słabe i mocne strony. Wiedzą na kim i pod jakim względem można polegać i co kto jest w stanie od siebie dać. Czapki z głów. Zarówno dla aktorów, kaskaderów, jak i choreografów, bo czegoś tak dopracowanego nie widzi się codziennie.

A muzyka? Alan Silverstri otrzymuje medal za zgrabne wplecenie w soundtrack do IW charakterystycznych utworów, którymi raczono nas już wcześniej (w tym oczywiście główny motyw Avengers czy Black Panthera).

Avengers Infinity War

Niczego więcej nie zdołam dodać. Avengers: Infinity War to prawdziwa wisienka na torcie w portfolio Marvel Studios i konkluzja tego, co w ciągu dziesięciu lat istnienia Marvel Cinematic Universe nam zaserwowano. Jest to przede wszystkim tytuł bardzo emocjonalny. Jest śmiech, są łzy, uczucie niemocy, determinacja, niedowierzanie i uczucie zbliżającej się katastrofy. Innymi słowy – wspomniany wcześniej (i tak ukochany przez Thanosa) balans. Wyśmienita oprawa audio-wideo, fantastycznie ukazane relacje pomiędzy postaciami, prosta, acz ciekawie poprowadzona fabuła z masą nawiązań do poprzednich obrazów MCU. Do tego multum scen, o których będzie się wspominać i wracać do nich przez lata.

Mówiąc prościej – Wojna Bez Granic to doskonałe podsumowanie tego, co zdołano do tej pory zbudować i nawet jeśli nie będzie to wasz ulubiony film Marvela, na pewno nie będzie dla Was czymś obojętnym. To zwyczajnie niemożliwe. Co z kolei jest w takim układzie możliwe? Definitywnie to, że będziecie świadkami prawdziwego komiksowego eventu w wersji live-action, który sprawi, że z kina wyjdziecie kompletnie odmienieni.

Domyślam się, że pewnych aspektów nowej części Avengers zapewne nie poruszyłem, ale nie wszystko da się omówić. Szczególnie bez zdradzania całości tego, co się widziało. Poza tym, jestem naprawdę świeżo po seansie, przez co uczucia wzięły górę. Wybaczcie.

A teraz? Teraz przed nami rok czekania…

Autor: SQ

3
Dodaj komentarz

1 Wątki/tematy skomentowane
2 Odpowiedzi w temacie
1 Obserwujący
 
Komentarz z największą ilością reakcji
Najgorętszy komentarz
3 Komentujący
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Marysia

Bardzo emocjonujący film! Kocham nad życie a jednocześnie nienawidzę…. Dobrze że po seansie poszłam ze znajomymi na drinki, bo inaczej chyba bym umarła z tych emocji. A jednak jeszcze z 5 godzin po filmie bolała mnie głowa od ilości i zróżnicowania emocji, które we mnie wzbudził. Polecam osobom, które nie są tak bardzo wciągnięte w uniwersum i jednocześnie nie polecam wiernym fanom, bo DZIEJE SIĘ. Pocieszyła mnie scena po napisach 🙂 Przez całe napisy krzyczałam “NIE NIE NIE WIERZĘ NIE!”, a na końcu sceny nagle było “TAK TAK TAK!” + ciosy zwycięstwa w powietrze 😀 <3

;)))

Darłaś sie w kinie podczas napisów?:))

T.A.R.C.Z.A. zmusiła nas do śledzenia twoich poczynań poprzez pliki cookie! Czym są T.A.R.C.Z.A. i pliki cookie dowiesz się tutaj.

Co to są pliki cookies? Cookies, zwane również ciasteczkami (z języka angielskiego cookie oznacza ciasteczko) to niewielkie pliki tekstowe (txt.) wysyłane przez serwer WWW i zapisywane po stronie użytkownika (najczęściej na twardym dysku). Parametry ciasteczek pozwalają na odczytanie informacji w nich zawartych jedynie serwerowi, który je utworzył. Ciasteczka są stosowane najczęściej w przypadku liczników, sond, sklepów internetowych, stron wymagających logowania, reklam i do monitorowania aktywności odwiedzających. Jakie funkcje spełniają cookies? Cookies zawierają różne informacje o użytkowniku danej strony WWW i historii jego łączności ze stroną. Dzięki nim właściciel serwera, który wysłał cookies, może bez problemu poznać adres IP użytkownika, a także na przykład sprawdzić, jakie strony przeglądał on przed wejściem na jego witrynę. Ponadto właściciel serwera może sprawdzić, jakiej przeglądarki używa użytkownik i czy nie nastąpiły informacje o błędach podczas wyświetlania strony. Warto jednak zaznaczyć, że dane te nie są kojarzone z konkretnymi osobami przeglądającymi strony, a jedynie z komputerem połączonym z internetem, na którym cookies zostało zapisane (służy do tego adres IP). Jak wykorzystujemy informacje z cookies? Zazwyczaj dane wykorzystywane są do automatycznego rozpoznawania konkretnego użytkownika przez serwer, który może dzięki temu wygenerować przeznaczoną dla niego stronę. Umożliwia to na przykład dostosowanie serwisów i stron WWW, obsługi logowania, niektórych formularzy kontaktowych. Udostępniający używa plików cookies. Używa ich również w celu tworzenia anonimowych, zagregowanych statystyk, z wyłączeniem personalnej identyfikacji użytkownika. To pomaga nam zrozumieć, w jaki sposób użytkownicy korzystają ze strony internetowej i pozwala ulepszać jej strukturę i zawartość. Oprócz tego, Udostępniający może zamieścić lub zezwolić podmiotowi zewnętrznemu na zamieszczenie plików cookies na urządzeniu użytkownika w celu zapewnienia prawidłowego funkcjonowania strony WWW. Pomaga to monitorować i sprawdzać jej działania. Podmiotem tym może być między innymi Google. Użytkownik może jednak ustawić swoją przeglądarkę w taki sposób, aby pliki cookies nie zapisywały się na jego dysku albo automatycznie usuwały w określonym czasie. Ustawienia te mogą więc zostać zmienione w taki sposób, aby blokować automatyczną obsługę plików cookies w ustawieniach przeglądarki internetowej bądź informować o ich każdorazowym przesłaniu na urządzenie użytkownika. Niestety, w konsekwencji może to prowadzić do problemów z wyświetlaniem niektórych witryn, niedostępności niektórych usług. Więcej na ten temat znajdziecie tutaj --> https://rodoporadnik.pl/polityka-prywatnosci-cookies/

Zamknij

Przeczytaj poprzedni wpis:
Mordobicie, Marvel kontra DC
“Mordobicie. Wojna superbohaterów. Marvel kontra DC” – Recenzja

Mordobicie. Wojna superbohaterów. Marvel kontra DC Po której stronie się opowiesz? Tak, jak bohaterowie zmagają się z łotrami, tak i

Zamknij