KomiksyTeksty

„Wade Wilson: Deadpool” #1 (2026) – Recenzja

Wade Wilson: Deadpool #1 (2026)
To samo, ale bardziej

Zaczyna się kolejny mutanci event, a mianowicie – Shadows of Tomorrow i… No i w zasadzie nic, bo zeszyt Wade Wilson: Deadpool #1, chociaż na okładce jest jego logo, leci sobie gdzieś obok. Bywa. Ważne jest to, jak leci, a leci całkiem nieźle. A co ważne, krwawo, chociaż jak na tę serię, umiarkowanie zabawnie.


DANGEROUS. UNHINGED. DEADLY. Deadpool is a man on the brink, and that means the jobs are deadlier, the stakes are higher, and the humor is darker than ever before. But Wade Wilson isn’t laughing. A dark memory haunts Deadpool, as a mysterious client leads him down a troubling path. This way lies redemption? No, something far worse. Wade can never be forgiven for what he’s done… the new ongoing series begins!


Akcja, krew, akcja, krew i jeszcze trochę krwawej akcji. No co tu dużo mówić, ambicji ten komiks wielkich nie ma, ale to Deadpool, kto spodziewa się czegoś innego? Po prostu leci na sprawdzonych patentach, jednocześnie idąc jakąś taką poważniejszą drogą, jakby żarty przestały już działać, mimo absurdu wielu sytuacji. Czyta się to jednak dobrze, chociaż nie brakuje tu momentów jakby doklejonych na siłę – ale już nie chcę zdradzać o co chodzi. Jest tu jednak taki moment, który miał wyciskać łzy, a wypada sztywno i bez emocji.

Ale i tak czyta się to spoko. Całkiem miło ogląda, chociaż graficznie to typowa robota. Ale tu wszystko jest typowe, chyba taki zamysł, żeby, jak w sequelach filmowych hitów – więcej tego samego, ale bardziej. Kto Deadpoola lubi, śmiało może, reszta… cóż, też śmiało może, ale pominąć.


Autor: WKP

Subskrybuj
Powiadom o
guest
1 Komentarz
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Tomasz

Deadpool to ciekawy zabójca. Prowadzi z ofiarą nawijke. To jest w tej kwestii plus.

1
0
Podziel się z nami swoim komentarzem.x