KomiksyTeksty

„Chasm: Curse of Kaine” #1 (2024) – Recenzja

Chasm: Curse of Kaine #1 (2024)
Klony się biją

Chasm: Curse of Kaine #1, czyli beznadziejna okładka, średni graficznie środek, który nie zachęca i ekipa twórców, którzy mnie nie kręcą, a jakoś daje to radę. Wiadomo, ten komiks skierowany jest głównie do sentymentalnych fanów, najlepiej takich, dobrze wspominających Sagę klonów, ale czyta się go całkiem do rzeczy, chociaż nadal parę rzeczy tu zgrzyta.


BATTLE OF THE CLONES! Kaine Parker is on a mission to track down his fellow clone Ben Reilly. But has becoming Chasm made Ben beyond saving? Or is there an even more menacing presence pulling his strings?


Plusy tego zeszytu? Na pewno to, że fajnie skupia się na Kane’ie. Postać trochę niewykorzystana, choć kiedyś z wielkim potencjałem, znów ma w sobie zadatki na parę fajnych historii i czas pokaże, co z tego wyniknie. Ben zaś… no Ben jest trochę mdły, wtórny, bo fajny był, jako wątpiący w siebie „Peter” w latach 90., ale potem zaczęto robić z niego tego złego, a przecież już jeden zły klon Petera był – Kaine właśnie, który z czasem stał się dobry. A teraz Ben jest złamany, ale na dobrej drodze do powrotu do tego, jaki był kiedyś i takie plątanie się w tym wszystkim, nie do końca mnie przekonuje. Ben powinien być, jak Ben, po prostu nieco inny Parker i tyle, bo miał wtedy więcej potencjału i, paradoksalnie, mniej wtórności.

Ale z dobrych rzeczy, udało się tu też fajnie wykorzystać postać Janine. Serio, nie cierpię tego, co zrobiono z niej w ostatnich latach, ale tu fajnie udaje się wykorzystać te elementy i zaserwować nam je w sposób bawiący się tą postacią tak, że nie mam powodów do narzekań. Aż dziw. Poza tym rzecz ma w sobie przyjemny posmak z halloweenowymi elementami, w sam raz na zbliżające się powoli Halloween właśnie (okej, to jeszcze dwa miesiące, ale ja już od kilku dni w sklepie widzę dynie, trupie czaszki i inne takie, więc…). I tylko Druig jakoś mi tu nie pasuje, średnio wypada i właściwie jest nijaki. Ale nieważne, bo sympatyczna akcja i granie na sentymentach robią swoje.

Śmiało więc można. Nic to wielkiego, graficznie mnie nie urzekło, ale weszło całkiem przyjemnie i chętnie sięgnę po kolejne numery. Tylko cztery zeszyty tego będą, więc liczę, że poziom zostanie utrzymany.


Autor: WKP

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 Komentarze
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
0
Podziel się z nami swoim komentarzem.x