„Fallen Friend: The Death of Ms. Marvel #1” (2023) – Recenzja
Fallen Friend: The Death of Ms. Marvel #1 (2023)
Poległa przyjaciółka
No i Marvel uśmierca kolejną postać. Wiadomo, przywróci ją, bo tak to zawsze bywa, ale na razie uśmierca. Taki już wyczaj wydawcy, by jakoś tam znów, choćby na siłę, na powrót zainteresować czytelników postacią. I chociaż nieźle to wychodzi – głównie dlatego, że do działania wróciła autorka postaci – po wszystkim zostaje jakiś niesmak, bo ile jeszcze można zabijać i ożywiać kolejnych bohaterów? Oto komiks Fallen Friend: The Death of Ms. Marvel #1.

THE HEART OF THE MARVEL UNIVERSE HAS STOPPED BEATING. Kamala Khan died a hero’s death in AMAZING SPIDER-MAN #26, saving our entire universe. Come join the other heroes of the Marvel Universe, the creators of Ms. Marvel, and comic fans everywhere in honoring and remembering one of Marvel’s brightest stars!
Pamiętacie, jak to było? Przed latami 70. XX wieku bohaterowie i ich bliscy nie mogli umierać w komiksach, ale potem powstała Noc, kiedy zginęła Gwen Stacy i wszystko się zmieniło. Ale niemal dwie dekady trzeba było, żeby zabić głównego bohatera komiksu – mowa o Śmierci Supermana. Wtedy Marvel zobaczył, że konkurencja może tak zrobić i jeszcze zarobić krocie, więc zaczął zabijać i ożywiać na potęgę.
No i znów to zrobił. Ten zeszyt to już taka jazda po bandzie, widać to w tytule – z miejsca kojarzy się z wcześniejszymi komiksami o zgonach herosów, czyli „Funeral of a Friend” i „Fallen Son”. Ogólnie poza pierwszą, pisaną przez G. Willow Wilson historią, nie ma tu nic wartego uwagi. Sztampowa okładka z obowiązkowym deszczem mającym symbolizować płaczące po Marvelce niebo (motyw tak nadużywany w popkulturze, że nim rzygam od lat), a potem jeszcze więcej takiego usilnego próbowania by jakieś emocje w nas wzbudzić, ale nic z tego. Nie jest źle, nudą nie wieje, ale nie ma wzruszeń. Prace reszty scenarzystów są po prostu nijakie i tyle.\
A mogło być fajnie, mogło być ciekawie. No momenty udane są, graficznie też w większości nieźle jest, ale… No uwielbiam Kamalę, przynajmniej tą w wykonaniu Wilson, więc miałem spore nadzieje, a wyszło dość płasko. Nieźle, ale nie zapamiętam tego na dłużej.
Autor: WKP





