“Grzech Pierworodny” – Recenzja

Grzech Pierworodny w Uniwersum Marvela

Grzech Pierworodny (ang. Original Sin) to jeden z najważniejszych i najciekawszych rozdziałów w historii komiksowego świata Marvela. Jego skutki widoczne są w niektórych seriach aż do dziś. Bierze w nim także udział prawdziwe multum najznamienitszych herosów Domu Pomysłów. Pojawiają się tutaj bowiem chociażby Kapitan Ameryka, Spider-Man, Thor czy Wolverine. Można zatem stwierdzić, że świetnym ruchem ze strony Egmontu było wydanie tego eventu w naszym ojczystym języku. Cena katalogowa tego obszernego tomu to 69,99 zł, a w jego skład wchodzi aż dziesięć zeszytów (Original Sin #0-8 oraz Point One #1), które oryginalnie na rynek zawitały w roku 2014.

Grzech Pierworodny, Original Sin

Fabuła Grzechu Pierworodnego (za którą odpowiadają Jason Aaron, Ed Brubaker Mark Waid) kręci się przede wszystkim wokół tajemniczej śmierci Watchera Uatu – istoty obserwującej wydarzenia na Ziemi (i nie tylko) od dawien dawna, ale nieangażującej się w nie. Skoro obserwuje, to wniosek nasuwa się sam – widzi, ergo wie wszystko. Nie umknie mu żadna, nawet najmniejsza, tajemnica. Taka wiedza mogłaby odmienić życia wielu, prawda? Właśnie do czegoś takiego dąży Original Sin. W związku z całym tym zamieszaniem rozpoczyna się prowadzone przez członków Avengers dochodzenie, w trakcie którego na jaw wychodzą przeróżne grzeszki i sekrety niektórych postaci (na czele z Nickiem Furym), którymi te wcale nie chciałyby się dzielić. Więcej nie zdradzę, ale jak to na mnie przystało – przytoczę Wam opis z tylnej okładki komiksu, który powinien tłumaczyć wszystko:

Nie żyje Watcher – tajemniczy byt, który od zarania dziejów obserwował Ziemię z Księżyca. Kto go zabił? Nick Fury wraz z największymi bohaterami Marvela rozpoczyna śledztwo, które prowadzi tylko do kolejnych pytań. Kim jest Niewidoczny? Co ukradziono z siedziby Watchera? Dlaczego Czarna Pantera w tajemnicy zebrał własną drużynę, do której dołączyli Emma Frost, Punisher i Doktor Strange? W pościgu za mordercą bohaterowie docierają w najdalsze zakątki kosmosu, lecz gdy już wydaje się, że dopadną winnego, niespodziewanie na jaw wychodzą ich najgłębsze sekrety. Co zobaczył Watcher? Kto pociągnął za spust? I czym jest tytułowy grzech pierworodny?

To musicie odkryć sami.

Grzech Pierworodny, Original Sin

Ja ze swojej strony chciałbym jeszcze tylko dodać, że opowiedziana tu historia jest diabelsko wciągająca i gdy już się zacznie – nie można przestać. Akcja prowadzona jest w tak intensywny sposób, że leci się zwyczajnie na jednym wdechu. Najlepiej jednak wypadają tu wszelakie dialogi i relacje pomiędzy bohaterami, których mamy tutaj na pęczki. Są to wspomniani już wcześniej członkowie Avengers (Kapitan, Spidey, Iron Man, Wolverine, Black Widow, Thor itp.), ale też Black Panther, Doktor Strange, Punisher, Emma Frost, Moon Knight, Gamora, Ant-Man, a także The Thing. Kogoś zapewne pominąłem, ale ciężko doliczyć się wszystkich charakterów, przy takiej ich ilości.

Oprócz tych dwóch wymienionych przeze mnie aspektów komiksu najlepsze są jednak te momenty, gdy protagoniści dowiadują się czegoś nowego podczas rozwiązywania zagadki. Tego się zwyczajnie nie da opisać. To trzeba zobaczyć. Nikt nie może tutaj ufać nikomu (nawet samemu sobie – o czym dość nieprzyjemnie przekona się jeden z bohaterów). Każdy jest podejrzany i może być sprawcą. Nie ma wyjątków. W tej materii urzeka przede wszystkim wątek Thora, któremu wydarzenia z Grzechu Pierworodnego odbijają się srogą czkawką po dziś dzień. Jason Aaron (człowiek odpowiedzialny przez większość czasu za kreowanie komiksowego blond boga piorunów) wspiął się tutaj na wyżyny geniuszu. Równie interesująco przedstawia się odkrywanie kolejnych motywów związanych z Uatu.

Grzech Pierworodny, Original Sin

Warstwa graficzna Grzechu Pierworodnego tworzona aż przez kwartet – w składzie: Mike Deodato, Jim Cheung, Javier Pulido, Paco Medina – prezentuje się naprawdę imponująco. Pierwszym, co rzuca się czytelnikowi w oczy, jest bardzo stonowana paleta barw, która z początku może się wydawać bardzo ograniczona, ale po jakiejś chwili widz uświadamia sobie, że nadaje to unikalnego klimatu opowiadanej historii z tymi wszystkimi intrygami i tajemnicami. Kreska z kolei jest bardzo dokładna. Powiedziałbym nawet, że niesamowicie szczegółowa. Na szczególne uznanie zasługuje jednak operowanie światłem i cieniem. Aż szkoda, że takie zabiegi nie są stosowane przy każdym innym komiksie, bo to prawdziwa uczta dla oczu.

Co do polskiego wydania – mamy tu do czynienia ze standardowym Egmontem. Lekko usztywniona, choć nadal miękka obwoluta i śliski kredowy papier wewnątrz woluminu. Do tego dwie ilustracje – jedna na przedniej okładce i jedna na tylnej. Na ostatnich stronach dostajemy też bonusowo całkiem bogatą galerię okładek alternatywnych (wariantowych) pierwotnie opublikowanych zeszytów Original Sin, a także zapowiedź kolejnej historii, która ukaże się za jakiś czas. Niestety, przyczepię się po raz kolejny do braku numeracji stron, szczególnie przy takim kolosie jak GP. Znacznie ułatwiłoby to czytanie w sposób “przerywany”. Nie rozumiem też, dlaczego Egmont nie pokusił się tutaj o całkiem twardą oprawę, jak miało to miejsce przy Wojnie Domowej (ang. Civil War), czy niedawno wydanym tomie Czarna Wdowa: Powrót do domu. Przecież taki event jak Grzech zasługuje na coś, co spowodowałoby prawdziwe “wow” już na wejściu.

Tłumaczenie Tomasza Sidorkiewicza jest za to naprawdę dobre, i choć nadal nie lubię polskiej nomenklatury w komiksach, to nie ma tu na co “psioczyć”. To po prostu porządnie wykonana translacja.

Podsumowanie może być tylko jedno. Grzech Pierworodny to wydarzenia, z którym powinien zaznajomić się każdy fan Marvela. Dzieje się tak głównie ze względu na to, że cała historia ma niebywały (o ile nie największy dotychczas) wpływ na dalszy rozwój całego uniwersum, co widać nawet teraz (od tamtego czasu mijają już 3 lata). Nie byłoby to jednak możliwe, gdyby nie rewelacyjny scenariusz i ludzie za niego odpowiadający z Jasonem Aaronem jako głównodowodzącym. Komiks może i swoje kosztuje, ale mówię teraz zupełnie szczerze – nawet gdyby wyceniono go na jeszcze więcej, wciąż jest to (i nadal będzie) absolutny must-have. Nie wyobrażam sobie kogokolwiek, kto mówi, że “czyta komiksy Marvela”, a nie zna Grzechu Pierworodnego.


Autor: SQ


Za egzemplarz do recenzji dziękujemy wydawnictwu Egmont Polska.

Dodaj komentarz

  Subskrybuj  
Powiadom o
Przeczytaj poprzedni wpis:
Chadwick Boseman
Chadwick Boseman zyskał uznanie Stana Lee!

  Chadwick Boseman, gwiazda filmu Black Panther, przyjął pochwały od Stana Lee Stan Lee od dawna obserwuje przeróżnych aktorów wcielających

Zamknij