„Przeznaczenie X: Wolverine” (Tom 1) – Recenzja
Przeznaczenie X: Wolverine (2025)
Tym razem, dzięki wydawnictwu Egmont, miałem możliwość zapoznać się z komiksem Przeznaczenie X: Wolverine z serii Marvel Fresh. Na wstępie mogę powiedzieć, że to dobry tytuł. Przynajmniej w moim odczuciu, choć na pewno nie będzie taki dla wszystkich, co wydaje się raczej całkiem logiczne. Warto też od razu zaznaczyć, że dopisek Wolverine może być nieco mylący, bo komiks nie skupia się wyłącznie na Rosomaku. O czym dokładnie jest? Tego dowiecie się w dalszej części recenzji.
Zapewne tak jak większość czytelników, tak i ja, patrząc na tytuł, spodziewałem się komiksu skupionego wyłącznie na Wolverine’ie. Nic bardziej mylnego. Około 2/3 tomu to team-up Rosomaka z Deadpoolem, który prowadzony jest z perspektywy samego Wade’a. Gdyby nie ostatnia część, poświęcona już tylko Loganowi, spokojnie można by ten komiks nazwać Przeznaczenie X: Deadpool.
Jeśli chodzi o scenariusz to nie ma tu wielkiego polotu. Zwłaszcza, że to element większej serii o podtytule Przeznaczenie X właśnie. Bez znajomości reszty cyklu ten tom może wydawać się oderwany od kontekstu. Chyba że jesteście fanami Wolverine’a lub Deadpoola, lubicie ich dynamikę, masę akcji, walk, no i oczywiście „śmieszne żarciki” Wade’a oraz zmęczony ton Logana. W takim przypadku bawić się będziecie doprawdy zacnie (nawet jeśli potraktujecie to jako osobną historię. Przykładowo jak coś, co przypomina w pewnym stopniu film Deadpool & Wolverine).
Pierwszy tom przygód Wolverine’a z okresu „Przeznaczenia X”.
Deadpool był już królem potworów, a teraz chce zostać honorowym obywatelem państwa mutantów na Krakoi. Wolverine natomiast chce, żeby Deadpool się zamknął. Ale los bywa złośliwy – zamiast spokoju na rajskiej wyspie obaj znajdują ślad niebezpiecznego spisku, który może wysadzić utopię mutantów w powietrze. Zmuszeni do współpracy (czyli do niemordowania się co pięć minut), Deadpool i Wolverine zakopują więc topór wojenny, by ocalić Krakoę. A przynajmniej próbują! Czy Maverick, dawny kumpel Logana, pomoże im się dogadać, czy tylko doleje oliwy do ognia?
Scenariusz tego tomu napisał Benjamin Percy, znany między innymi z komiksów „Green Arrow”, „Nastoletni Tytani” czy „Wolverine – Długa noc”. Rysunki stworzyli Adam Kubert („Ultimate X-Men”, „Wolverine – Geneza II”) i Federico Vicentini („Wolverine – X żywotów/X śmierci”).
Album zawiera materiały opublikowane pierwotnie w zeszytach „Wolverine” #20–25 i należy do cyklu „Przeznaczenie X”. Ukazujące się w nim komiksy kontynuują wątki ze „Świtu X” i z „Rządów X”.
Oprawa graficzna jest bardzo przyjemna dla oka. Jak przystało na komiks z Rosomakiem, kreska jest ostra i wyrazista, ale kadry pozostają czytelne i nieprzeładowane, co zdecydowanie uprzyjemnia lekturę. Dominują barwy czerwieni i żółci, czyli kolory strojów głównych bohaterów, co ładnie spina nam się tutaj klamrą w zgrabną całość.
Zeszyt ma 168 stron wypełnionych akcją. Okładka jest miękka, ale solidnie sklejona, dzięki czemu strony nie wypadają po kilku przekartkowaniach. Tom posiada też skrzydełka, które świetnie sprawdzają się jako zakładka, dzięki czemu nie trzeba szukać niczego dodatkowego. Papier jest śliski, lecz nie na tyle, by utrudniał przewracanie stron, a do tego wystarczająco gruby, by komiks wygodnie się czytało.
Druk jest bardzo wyraźny i nic się ze sobą nie zlewa. Kadry są dobrze rozplanowane, a te wymagające podwójnej strony rozmieszczono tak, by można było je komfortowo i estetycznie obejrzeć. Poszczególne części historii są sensownie oddzielone, a na końcu znajdziemy sporo dodatków i alternatywnych okładek. Egmont naprawdę odrobił pracę domową.
Uogólniając, Przeznaczenie X: Wolverine to całkiem dobry komiks. Nie jest to żaden fenomen ani też rewolucja, ale ma w sobie to coś. Dla fanów wspomnianego wcześniej filmu i interakcji dwójki bohaterów, będzie to pozycja bardzo przyjemna. Dla pozostałych – raczej tylko jeśli lubicie akcję lub chcecie uzupełnić sobie całe Przeznaczenie X. W innym przypadku można go spokojnie odpuścić.
Tyle ode mnie. Enjoy!
Autor: DD

Egzemplarz recenzencki otrzymaliśmy dzięki uprzejmości Egmont Polska. Jeśli recenzja przekonała Was do zakupu – opisywany tom/serię możecie nabyć tutaj.





Ogólnie to brakuje Wolverine tego z Madriporu. Tam coś się działo. Należy dać serię: Wolverine jakiemuś wybitnemu autorowi, który poprowadzi ją we właściwym kierunku. To trochę zaklinanie rzeczywistości. Ale Logan na to zasługuje. Bo ja ogólnie lubię tego bohatera.