„Venom War: Deadpool” #1 (2024) – Recenzja
Venom War: Deadpool #1 (2024)
Deadpool vs symbionty
Kolejny tydzień, kolejna nuda spod szyldu Venom War. To mogło być fajne, Cullen Bunn co prawda nie jest żadnym dobrym scenarzystą, ale akurat Deadpool w jego wykonaniu był całkiem spoko i teraz ten Bunn wziął się za pisanie walki Wade’a z symbiontami i… No i nie pykło.
DEADPOOL KILLS… A SYMBIOTE PLAGUE?! The Merc with a Mouth bit off more than he can chew – a horde full of ravening ZOMBIOTES! Who has Wade not @#$’d off badly enough to actually lend him a hand? Fan-favorite DEADPOOL scribe CULLEN BUNN is back for more mercenary mayhem!
Wizualnie fajna to rzecz, fabularnie właściwie przeciętniak bez znaczenia. Cały ten event w ogóle większego znaczenia nie ma. Może i zmieni albo inaczej rzecz ujmując, przywróci dawny status quo, ale to, co ma nam opowiedzieć można by streścić w shorcie na kilka stron. Wiadomo jednak, zmiany tego typu wymagają wielkiej oprawy. Więc jest potencjalnie epicko, ale w praktyce jest nijako. Twórcy wydarzenia próbują nadmuchać balonik, ale ten im flaczeje, a twórcy tie-inów wrzucają na ten balonik jakieś dekoracje, ale większość z nich nijak nie pasuje albo jest chińską tandetną podróbką prawdziwych dekoracji.
I taki jest ten zeszyt. Zbędny, niby kolorowy, ale tandetny. Deadpool powinien śmieszyć, bawić, a tu żadnego udanego żartu, a zabawa mniej więcej taka, jak na szkolnej wywiadówce. Tylko rysunkowo ładne to i nastrojowe, reszta… Szkoda czasu i oczu.
Autor: WKP



