„Vote Loki #1” (2016) – Recenzja

Vote Loki #1

Na wstępie trzeba postawić jedną, ważną tezę.  Komiksy idą w parze z polityką. Czy tego chcemy, czy nie. Okładka pierwszego Captain America z 1941 roku przedstawiała nam tytułowego bohatera uderzającego pięścią samego Adolfa Hitlera, a należy nadmienić, że komiks został wydany, jeszcze zanim Stany Zjednoczone dołączyły do walk podczas II wojny światowej. Idąc za przykładem „Capa”, współczesny Kapitan Ameryka to przecież afroamerykanin, który walczy z rasistowskimi ugrupowaniami, atakującymi meksykańskich imigrantów i wspomina o „potężnym murze” na granicy.

Komiks Vote Loki zdaje się być jeszcze mniej subtelny, co jednak wcale nie wychodzi tytułowi na złe. Historia bowiem jest bezpośrednim nawiązaniem do kampanii wyborczej i samych wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych, które odbędą się jesienią bieżącego roku. Christopher Hastings w swojej serii składającej się z czterech zeszytów, kreuje alternatywną wersję wydarzeń, gdzie dwójka kandydatów ubiega się o prezydencki fotel. Kandydatów, którymi jednak większość amerykańskiego społeczeństwa jawnie gardzi. W takiej sytuacji bezradnym obywatelom pozostaje jedynie wybór „mniejszego zła”. Co jednak jeśli do prezydenckiego wyścigu dołączyłby sam bóg kłamstw i psot, Loki Laufeyson?

Pierwszy zeszyt nie śpieszy się z przedstawieniem nam tytułowego bohatera. Scenariusz rozpoczyna się od kilku retrospekcji, by w końcu zaprezentować czytelnikowi Nise Contreras – reporterkę, która będzie najprawdopodobniej pełnić rolę głównego „ludzkiego” bohatera. Bardzo podobną funkcję w poprzedniej serii o przygodach Lokiego (Agent of Asgard) miała Verity Willlis. Obie panie łączy fakt, że nadzwyczaj dobrze radzą sobie z wykrywaniem kłamstw, co okazuje się być idealnym tłem dla poczynań samego Lokiego. Jednak o ile Verity zawdzięczała swoje umiejętności nadnaturalnej mocy, tak Nisie wystarczają lata doświadczenia w towarzystwie kongresmenów, senatorów i posłów.

Po krótkich retrospekcjach akcja przenosi się do czasów teraźniejszych, gdzie nasza reporterka uczestniczy w prezydenckiej debacie pomiędzy dwójką kandydatów (mężczyzną i kobietą, którzy zupełnie „przypadkowo” przywodzą na myśl D. Trumpa i H. Clinton). Z debaty jasno wynika, że oboje kłamią wyborcom w żywe oczy, a jedyne na czym im zależy, to uzyskać głosy od  nieświadomych obywateli.

Niezbyt ekscytujące, polityczne rozmowy nie trwają jednak zbyt długo. Do akcji bowiem wkracza grupa terrorystów pod banderą Hydry, uzbrojona w broń krótką i karabiny maszynowe. Dobrze zorganizowani napastnicy postanawiają zająć budynek w którym odbywa się debata i dokonać egzekucji na dwójce kandydatów. Wydaje się, że wszystko mogłoby iść po ich myśli, gdyby nie tytułowy bohater, który przyglądał się całej sytuacji, podając się za jednego z reporterów. Przybrany brat Thora ujawnia się całemu zebranemu towarzystwu, ratując reporterów oraz kandydatów z rąk Hydry, przy użyciu swoich boskich mocy (w dość zabawny sposób, ale jeśli ktoś jeszcze nie miał kontaktu z tym zeszytem – nie będę spoilerować!).

Po całej tej krótkiej scence, Loki zostaje otoczony grupą reporterów oraz kamerami, wycelowanymi prosto w jego sylwetkę i rzecz jasna w pełni wykorzystuje nadarzającą się sytuację. Nie tylko postanawia zgasić ostatnią iskierkę zaufania jaką wyborcy darzą polityków, ale idzie krok dalej i sugeruje własną kandydaturę na prezydencki fotel. Nie obiecuje w zamian niczego, nie składa żadnych wyborczych deklaracji, a i tak w jednej chwili jest na ustach wszystkich.

Następnie akcja przenosi nas do programu telewizyjnego, prowadzonego przez samego J. Jonaha Jamesona, w którym gościem specjalnym jest oczywiście Loki. Jednym z tematów poruszonych przez Jamesona jest kwestia pochodzenia świeżo upieczonego kandydata. Redaktor zadaje naszemu figlarzowi proste pytanie: Jak Loki, który przecież jest Asgardczykiem, może startować w wyborach prezydenckich? (Jest to rzecz jasna odwołanie do spiskowych teorii dotyczących pochodzenia prezydenta Baracka Obamy)

Prędko okazuje się jednak, że Loki (a przynajmniej ta konkretna inkarnacja) nie tylko urodził się w USA, ale posiada nawet dokumenty potwierdzające tę tezę. W trakcie wywiadu, przy użyciu linii telefonicznej do rozmowy dołącza się nasza reporterka. Nisa zadaje świeżo upieczonemu kandydatowi kilka niewygodnych pytań dotyczących jego przeszłości jako super-villaina, po czym zwracając się bezpośrednio do widzów, daje im do zrozumienia, iż Loki traktuje całą sprawę jako żart i nie można go brać na poważnie.

Nasz tytułowy bohater zaprzecza jednak w dość efektowny sposób. Teleportuje się w ułamku sekundy do jej apartamentu, by tam dokończyć rozmowę w cztery oczy. Najpierw wyjaśnia on naszej reporterce, że w rzeczywistości chce być brany na poważnie przez wyborców, a w dodatku rozważa rozpoczęcie prawdziwej kampanii prezydenckiej. Loki nie tylko stara się przekonać Nisę do swoich racji, ale idzie o krok dalej, zapraszając ją do swojego sztabu wyborczego, by po rozmowie 'rekrutacyjnej’ dołączyła ona do kampanii.

Dzień później reporterka odwiedza Ophidia Research Center, gdzie mijając Angelę (pełniącą w sztabie rolę ochroniarza), trafia na Lokiego w jego żeńskiej formie. Rozmowa nie trwa zbyt długo, a po zebraniu informacji, Nisa powraca do domu, by napisać artykuł w formie ostrzeżenia dla amerykańskich wyborców, chcąc odwieść ich od głosowania na boga kłamstw. Nagłówek owego artykułu brzmi bowiem Loki sprawi, że Waszyngton stanie w płomieniach.

Artykuł trafia jednak do prasy z zupełnie innym nagłówkiem, a to za sprawą tajemniczego telefonu, który otrzymał edytor zaraz po tym, jak tekst Nisy pojawił się na jego biurku. Owy artykuł przekonuje społeczeństwo, iż nasza reporterka aprobuje poczynania Lokiego, a tłum ludzi (w tym sama Jane Foster, czyli Mighty Thor) domaga się wyjaśnienia pod jej drzwiami.

Jak już wspomniałem na samym początku tego telsti, Vote Loki nie jest subtelną polityczną parodią. Pierwszy zeszyt nawet nie stara się ukryć do czego i do kogo nawiązuje, a w dodatku robi to dosłownie u progu prezydenckich wyborów. Praktycznie każdy dialog w pewien sposób nawiązuje albo do polityki samej w sobie, albo bezpośrednio do sytuacji w USA, gdzie już jesienią naprzeciw siebie staną kandydaci do prezydenckiego fotela.

Jako satyra polityczna, pierwszy zeszyt spisuje się więc na medal i mogę polecić go każdemu, kto chociaż odrobinę orientuje się w całym tym amerykańskim, przedwyborczym sosie. Bo wcale nie ukrywam, że gdybym znalazł się na miejscu stereotypowego, amerykańskiego wyborcy… najpewniej sam zagłosowałbym na Lokiego.


Autor: Matt

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
0
Podziel się z nami swoim komentarzem.x

Agencja T.A.R.C.Z.A. zmusiła nas do śledzenia twoich poczynań poprzez pliki cookie! Czym są T.A.R.C.Z.A. i pliki cookie dowiesz się tutaj.

Co to są pliki cookies? Cookies, zwane również ciasteczkami (z języka angielskiego cookie oznacza ciasteczko) to niewielkie pliki tekstowe (txt.) wysyłane przez serwer WWW i zapisywane po stronie użytkownika (najczęściej na twardym dysku). Parametry ciasteczek pozwalają na odczytanie informacji w nich zawartych jedynie serwerowi, który je utworzył. Ciasteczka są stosowane najczęściej w przypadku liczników, sond, sklepów internetowych, stron wymagających logowania, reklam i do monitorowania aktywności odwiedzających. Jakie funkcje spełniają cookies? Cookies zawierają różne informacje o użytkowniku danej strony WWW i historii jego łączności ze stroną. Dzięki nim właściciel serwera, który wysłał cookies, może bez problemu poznać adres IP użytkownika, a także na przykład sprawdzić, jakie strony przeglądał on przed wejściem na jego witrynę. Ponadto właściciel serwera może sprawdzić, jakiej przeglądarki używa użytkownik i czy nie nastąpiły informacje o błędach podczas wyświetlania strony. Warto jednak zaznaczyć, że dane te nie są kojarzone z konkretnymi osobami przeglądającymi strony, a jedynie z komputerem połączonym z internetem, na którym cookies zostało zapisane (służy do tego adres IP). Jak wykorzystujemy informacje z cookies? Zazwyczaj dane wykorzystywane są do automatycznego rozpoznawania konkretnego użytkownika przez serwer, który może dzięki temu wygenerować przeznaczoną dla niego stronę. Umożliwia to na przykład dostosowanie serwisów i stron WWW, obsługi logowania, niektórych formularzy kontaktowych. Udostępniający używa plików cookies. Używa ich również w celu tworzenia anonimowych, zagregowanych statystyk, z wyłączeniem personalnej identyfikacji użytkownika. To pomaga nam zrozumieć, w jaki sposób użytkownicy korzystają ze strony internetowej i pozwala ulepszać jej strukturę i zawartość. Oprócz tego, Udostępniający może zamieścić lub zezwolić podmiotowi zewnętrznemu na zamieszczenie plików cookies na urządzeniu użytkownika w celu zapewnienia prawidłowego funkcjonowania strony WWW. Pomaga to monitorować i sprawdzać jej działania. Podmiotem tym może być między innymi Google. Użytkownik może jednak ustawić swoją przeglądarkę w taki sposób, aby pliki cookies nie zapisywały się na jego dysku albo automatycznie usuwały w określonym czasie. Ustawienia te mogą więc zostać zmienione w taki sposób, aby blokować automatyczną obsługę plików cookies w ustawieniach przeglądarki internetowej bądź informować o ich każdorazowym przesłaniu na urządzenie użytkownika. Niestety, w konsekwencji może to prowadzić do problemów z wyświetlaniem niektórych witryn, niedostępności niektórych usług. Więcej na ten temat znajdziecie tutaj --> https://ec.europa.eu/info/cookies_pl

Zamknij