ImprezyTeksty

Wrocławskie Dni Fantastyki 2024 – Relacja

Dni Fantastyki 2024 okiem Planety Marvel

Kolejny rok i kolejne Dni Fantastyki (które od 2017 z prawdziwą dumą wspieramy i patronujemy im medialnie) za nami. DFy w tym roku wyjątkowo odbyły się w przestrzeniach Łukasiewicz – PORT na obrzeżach Wrocławia (ze względu na remont zameczku w Leśnicy), przyciągnęły rzesze miłośników fantastyki wszelkiej maści, ale też mangi i anime, oferując im nie tylko rozrywkę, ale i refleksję nad podróżami w nieznane – motywem przewodnim tegorocznej edycji. Temat ten przewijał się w niemal wszystkich aspektach festiwalu, od prelekcji po wystawy, zachęcając uczestników do odkrywania nowych światów, zarówno tych wyimaginowanych, jak i technologicznie możliwych. Sprawdźcie zatem co na temat DF 2024 uważa delegacja, jaką wysłaliśmy z naszej redakcji.


SQ

Początkowo miałem spore obawy co do nowej lokacji DFów będąc przyzwyczajonym do leśnickiego zamku wraz z okalającym go parkiem. Okazuje się też, że zupełnie niepotrzebnie, bo Łukasiewicz Port to obiekt tak ogromny, że gdy przekroczyłem jego bramę główną i spojrzałem na to wszystko, co miałem wokół, zacząłem odczuwać tzw. FOMO. Teren eventu był naprawdę spory, każda strefa znajdowała się gdzie indziej i kawałek trzeba było przejść, aby dotrzeć na miejsce. Same panele i prelekcje odbywały się zaś w aż DWÓCH dostępnych dla konwentowiczów budynkach.

Program wydarzenia był wypełniony spotkaniami z pisarzami, YouTuberami, wykładowcami, geekami i innymi twórcami popkultury, którzy poruszali przeróżne tematy. Choć wydaje mi się, że w tym roku paneli było znacznie mniej to na pewno dla mnie były one znacznie bardziej interesujące niż te w latach ubiegłych. Może o tym świadczyć fakt, iż w ciągu całego weekendu odwiedziłem chyba siedem różnych prelekcji, w tym znaczną większość na auli, gdzie odbywały się spotkania z takimi znakomitościami, jak Krzysztof M. Maj, Jarosław Grzędowicz, Jakub Ćwiek, Bartosz Czartoryski czy Robert M. Wegner. W pewnym momencie aż żal zaczął ściskać mi cztery litery, bo nie wziąłem ani jednej swojej książki wspomnianych autorów z czystego lenistwa, co by  moja torba podróżna była lżejsza choć w minimalnym stopniu.

Nie będę jakoś specjalnie różnić się od siebie sprzed roku, bo znów do gustu bardzo przypadł mi panel dyskusyjny Pana Krzysztofa Haladyna, gdzie dyskutowaliśmy nad powodami dla których warto opuścić bunkier i udać się na wyprawę w post-apokaliptycznych uniwersach. Oprócz samej tematyki,  Pan Krzyś to po prostu swój chłop, w towarzystwie którego czujesz się zwyczajnie komfortowo i chce ci się rozmawiać. Po drugie – forma dyskusji z uczestnikami, a nie suchy wykład przemawia do mnie najbardziej od lat. W podobny sposób prezentowało się spotkanie z Krzysztofem M. Majem, który hiper-aktywnie „latał”’ po auli, aby dopuścić do głosu jak największą ilość osób tam zebranych na temat różnych grzeszków gier komputerowych (w szczególności tych z gatunku RPG).

Kolejnymi prelkami, które dostarczyły mi masy frajdy były kolejno te, które skupione były na komiksowych (czasem dziwnych) crossoverach, karykaturach Batmana oraz jego mniej znanych i niepodobnych do niego występach, a także tym, co nie zagrało w filmie Madame Web i czy można  było temu zapobiec. Gromkim śmiechom nie było końca, a i po samym takim spotkaniu człowiek wychodził bardziej doedukowany. Brawa dla twórców.

Tegoroczny konkurs cosplay zwyczajnie sobie odpuściłem. Chyba już się po prostu starzeje i przestaje mnie to interesować, a przynajmniej nie lubię podejścia, gdzie robi się z cosplayu największą atrakcję festiwalu/eventu/konwentu, bo były rzeczy znacznie ciekawsze. Czy żałuję? Nie. Miejsca w pierwszym rzędzie na auli podczas spotkań z autorami były tego warte. Zamiast tego mogę na pewno pochwalić obie strefy handlowe, gdzie można było zaopatrzyć się w tony merchu począwszy od biżuterii, gier planszowych i karcianych oraz koszulek czy poduszek, przez kości do papierowych gier RPG, figurki, książki i komiksy po rękodzieło (nawet w formie naturalnych mydełek i kadzideł). Sam zaopatrzyłem się bardziej niż zakładałem, a kumpel z naszej grupki zostawił tam małą fortunę (bo nikt bogatemu przecież nie zabroni). 😉

Czy coś mi się nie podobało? Tak, głównie pogoda. Jestem typem zimowym. Nienawidzę upału, zaduchu i saharyjskich temperatur, a niestety sierpień w tym roku sprawił, że miałem ochotę popełnić sudoku. Na warunki atmosferyczne wpływu nie ma raczej nikt, więc nie jest to jakiś minus. Po prostu muszę nauczyć się z tym żyć, bo z kolejnymi latami ma być rzekomo jeszcze cieplej. Mógłbym tu  jeszcze wspomnieć, że brakowało mi leśnickiego baru mlecznego z domowym jedzeniem, który znajduje się zaraz naprzeciw zamku. Tutaj takiego niestety nie uświadczyliśmy. Jasne, foodtrucki były super, szczerze, ale w trakcie trzeciego dnia wsuwania rzeczy  z „ciężarówek” w pewnym momencie po prostu tęsknisz za schabowym albo pierogami.

Kończąc swój wywód chciałem tylko dodać, że ukontentowany jestem nawet bardziej niż zakładałem. Chapeu bas dla organizatorów, którzy zamknęli usta chyba wszystkim w kwestii obaw o tegoroczną zmianę miejscówki. Również ogromne wyrazy szacunku i podziwu dla wolontariuszy, którzy naprawdę biegali jak oparzeni, ogarniając co się da, jak się da i gdzie się tak, aby było przepisowo, bezpiecznie i nikomu nic się nie stało.

Szczególne podziękowania dla pasażerów pociągu powrotnego KD z Praczy na Wrocław Główny około godziny 21:21 w piątek. Zdecydowanie najlepszy panel na jakim byłem. Szczególnie, gdy podczas podróży wysiadła elektryczność, pociąg stanął w miejscu na jakieś pół godziny, a na domiar złego zapadła kompletna ciemność. Ku mojemu zdziwieniu wszyscy fantastyczni pasażerowie zareagowali bardzo pozytywnie, podtrzymując wesołą atmosferę, rozmawiają i żartując. Dla takich chwil warto żyć. DFy po raz kolejny udowadniają mi, że ludzie o podobnych zainteresowaniach i pasjach zawsze staną za sobą murem i wesprą nawet w najgorszych sytuacjach. Jesteście wspaniali.


Lynn

Dni Fantastyki 2024 we Wrocławiu to wydarzenie, które na długo zapadnie w pamięci każdemu fanowi fantastyki i popkultury. W tym roku impreza odbyła się w innym miejscu niż w malownicze Centrum Kultury „Zamek” w Leśnicy, a w Sieci Badawczej Łukasiewicz – PORT we Wrocławiu. Już od momentu przekroczenia bram tego miejsca czuć było wyjątkową atmosferę – tłumy ludzi w barwnych strojach, zafascynowanych światem literatury, gier, komiksów i filmów.

Program tegorocznej edycji był niezwykle bogaty. Na szczególną uwagę zasługiwały prelekcje z udziałem znanych pisarzy i twórców z Polski i zagranicy. Spotkania te były nie tylko okazją do wysłuchania ciekawych historii zza kulis tworzenia książek czy scenariuszy, ale również do zadawania pytań i uzyskania inspiracji do własnej twórczości. Goście specjalni, z wielkim zaangażowaniem, dzielili się swoimi doświadczeniami, co dla wielu fanów było spełnieniem marzeń.

Konkurs cosplay, jak co roku, zachwycił wszystkich uczestników. Tym razem jednak, dzięki wyjątkowej oprawie wizualnej oferowanej przez infrastrukturę Portu Łukasiewicz, prezentacje kostiumów nabrały nowego wymiaru. Zaawansowane technologie świetlne i multimedialne dzięki imponującej scenie, którą postawiono specjalnie na czas eventu, sprawiły, że pokazy były prawdziwie spektakularne, a niektóre kreacje wydawały się jak żywcem wyjęte z filmów bądź powieści science-fiction.

Strefa gier okazała się miejscem, w którym można było spędzić długie godziny, oddając się rozgrywkom planszowym, RPG oraz turniejom karcianym (pozdrawiamy w tym miejscu ludzi ze stoiska wydawnictwa Black Monk Games). Niezwykle miłym akcentem była możliwość przetestowania nowych gier, jak również rozmowy z twórcami, którzy chętnie opowiadali o procesie ich powstawania. Strefa gier komputerowych (tak zwana „konsolówka” umiejscowiona w budynku C) także przyciągała wielu uczestników, zwłaszcza tych, którzy chcieli spróbować swoich sił w produkcjach kooperacyjnych i kompetetywnych.

Nie zabrakło również czegoś dla fanów literatury. Targi książek i komiksów przyciągnęły setki odwiedzających, a oferta wystawców robiła niesamowite wrażenie (szczególnie stoisko wydawnictw Insignis oraz PulpBooks) – od tytułów fatnasty już troszkę starszych po najnowsze premiery (tutaj choćby Dori od Andrzeja Kwietnia). Nie można też nie wspomnieć o możliwość zdobycia autografu ulubionego autora podczas spotkań z nimi. Taka okazja to dla wielu fanów prawdziwy rarytas.

DF2024 przyciągnęło całe rodziny, dzięki czemu nie zabrakło atrakcji dla wszystkich grup wiekowych. Program obejmował bowiem warsztaty (malowanie twarzy na ten przykład lub tworzenie biżuterii) wraz z pokazami szermierki, jak i kendo. Do tego przygotowano też gry i zabawy inspirowane światem baśni i fantastyki, co pozwoliło nawet najmłodszym zanurzyć się w ten fascynujący świat. Wrażenie robili również cosplayerzy, którzy w trakcie całego eventu przechadzali się po terenach obiektu. To samo można rzec o wioskach fantastycznych z różnych uniwersów (Stalkerzy, Mandalorianie czy Wiedźmini) i grupom rekonstrukcyjnym (fenomenalnie prezentujący się rzymscy legioniści i wikingowie). To właśnie z nimi można było sobie pogadać, zrobić fotkę i po prostu fajnie poczuć otaczający klimat. Dla młodszych fanów była to nie lada gratka. Dla starszych zresztą też.

Osobiście najbardziej podobały mi się prelekcje z autorami książek, zwłaszcza spotkania z Krzysztofem Haladynem i Jarosławem Grzędowiczem, a także twórcą internetowym oraz wykładowcą w Katedrze Technologii Informacyjnych i Mediów Wydziału Humanistycznego Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie – Krzysztofem M. Majem. Dodatkowo strefa zakupów, pełna wyjątkowych gadżetów i książek, była świetnym miejscem do odkrycia nowych skarbów i ulżenia swej sakiewce.

Dni Fantastyki 2024 to impreza pełna pozytywnej energii, kreatywności i pasji. Doskonała organizacja, różnorodność atrakcji i niezwykła atmosfera sprawiły, że każdy znalazł coś dla siebie. To zdecydowanie jedno z tych wydarzeń, na które chce się wracać co roku – święto fanów, które nie zawiodło swoich uczestników także i tym razem!


Dee Dee

Tegoroczne Dni Fantastyki były zdecydowanie wyjątkowe, bo pozwoliły uczestnikom na odkrycie Praczy Odrzańskich, czyli fragmentu Wrocławia nieznanego nawet niektórym wrocławianom. Na całe szczęście niedługo przed wydarzeniem władze miasta ponownie doszły do porozumienia z koleją, co pozwoliło posiadaczom biletów okresowych dojechać do kompleksu Łukasiewicz PORT pociągiem bez dodatkowych opłat. Było to bardzo przydatne udogodnienie, bo dojazd do tej części miasta do najwygodniejszych nie należy, a i próżno było liczyć na specjalny transport dla festiwalowiczów — miasto uruchomiło jedynie jeden dodatkowy autobus do najbliższej pętli tramwajowej.

Sam kompleks Instytutu Badawczego Łukasiewicz – PORT początkowo naprawdę mi się spodobał — sale były nowoczesne, a z zewnątrz ceglane budynki wyglądały naprawdę klimatycznie. Z czasem jednak nie zabrakło problemów, bo klimatyzacja niby była, ale jednak niezbyt chłodziła, a w jednym z budynków korytarz był na tyle wąski, że można było poruszać się w nim zaledwie w jedną stronę. Choć leśnicki Zamek również ma swoje wady, szybko za nim zatęskniłam — zwłaszcza za bardziej zwartym rozłożeniem stref otwartych znajdujących się na zewnątrz, które dawało większe poczucie wspólnoty i fajnie budowało klimat. Tym bardziej cieszę się zatem na wieść, że za rok Dni Fantastyki do Zamku powrócą.

Absolutnie nie zawiodły mnie natomiast prelekcje, na które się w tym roku wybrałam. Postanowiłam postawić na sprawdzone nazwiska i udać się na spotkania z twórcami, których już znam i lubię. Tak trafiłam na Michała Wolskiego omawiającego Madame Web, Dawida Głownię z pasją i humorem opowiadającego o komiksowych crossoverach i światach alternatywnych, a także na niezastąpionego Juliana Jelińskiego, który w swoim stylu przybliżył nam fabuły filmów Steel i Guyver.

Jak co roku, to właśnie na prelekcjach spędziłam najwięcej czasu, ale nie zabrakło też chwili na oddech i inne rozrywki. Zdecydowanie nie zawiodła strefa gastronomiczna — choć przestrzeń przeznaczona na oczekiwanie na zamówienia nie była zbyt duża, oferta była naprawdę różnorodna i dopasowana do różnych gustów i potrzeb. Spożywanie posiłków umiliła natomiast muzyka — miałam przyjemność wysłuchać koncertu zespołu Żniwa. I niech Was okoliczności i moje koncertowe doświadczenie nie zwiodą — nie było to granie do kotleta, lecz występ przyciągający tłumy do tańca.

Pomimo drobnych niedogodności tegoroczne Dni Fantastyki i tak będę wspominać z przyjemnością, w międzyczasie wyczekując już kolejnej edycji konwentu!


Autorzy: SQ, Lynn, Dee Dee


Dziękujemy za możliwość udziału w imprezie po raz kolejny oraz za patronat medialny, którego dumnie udzielamy Dniom Fantastyki od wielu lat!

Dni Fantastyki 2023

P.S. Wszystkie zdjęcia użyte w artykule pochodzą z facebookowej strony Dni Fantastyki, a wykonał je Andrzej Przybylski. Wszelkie prawa autorskie należą właśnie do niego.

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 Komentarze
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
0
Podziel się z nami swoim komentarzem.x